Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

24.03.2011
czwartek

Kultura i media 2030

24 marca 2011, czwartek,

„Kultura i media 2030” to opublikowany przez francuskie ministerstwo kultury i komunikacji raport z projektu typu foresight (po francusku – la prospective), który miał odpowiedzieć na pytania o możliwe trajektorie rozwoju kultury i mediów w perspektywie najbliższych dekad. We Francji trwa niemniej ożywiona niż w Polsce debata na temat roli kultury i kształtu polityki kulturalnej. Dotychczas oparta na idei francuskiej wyjątkowości jest coraz bardziej krytykowana za prowincjonalność.

Spektakularnym atakiem na politykę kulturalną Francji, i Unii Europejskiej szerzej jest książka „Bug made in France ou l’histoire d’une capitulation culturelle?” Oliviera Poivre d?Arvora, dyrektora serwisu France Culture (przestawiałem ją w skrócie we wpisie o „Soft Power”). Epoka dawnych sukcesów, polegających na realizacji wielkich programów, takich jak Wielki Louvre zainicjowany przez Jacka Langa, owszem spowodowała, że Louvre stał się największym muzeum świata. Jednocześnie jednak Francja staje się powoli gigantycznym skansenem.

Inna ciekawa dyskusja dotyczy samego modelu kultury, czy można jeszcze mówić o kulturze dla wszystkich, czy już należy mówić o kulturze dla każdego? Czy jeszcze istnieją kanony i standardy, które mogłyby być przedmiotem polityki kulturalnej państwa, czy też należy ludzi pozostawić samym sobie w ich wyborach kulturowych, troszcząc się jedynie o kwestie uczestnictwa i ochronę dziedzictwa?

Raport „Kultura i media 2030” wskazuje, że o rozwoju kultury zadecydują wzajemne oddziaływanie czynników kluczowych: globalizacja, rewolucja cyfrowa, indywidualizacja i transformacja społeczna. Ciekawa lektura (na końcu wpisu tabelaryczne podsumowanie scenariuszy wieńczących raport). Warto dodać, że we wrześniu, podczas Europejskiego Kongresu Kultury we Wrocławiu zostanie zaprezentowane opracowanie Zygmunta Baumana pod roboczym tytułem „Scenariusze rozwoju kultury europejskiej”. Czytelnicy nie będą zawiedzeni. A już niebawem Fundacja Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego przedstawi scenariusze rozwoju bibliotek w perspektywie roku 2030.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. A czy można prosić o krótkie streszczenie tabeli dla „nieposiadajacych” francuskiego?

  2. Ja wiem jedno – nikły procent ludzi uczestniczących w kulturze z czegoś się bierze. Kultywowanie podziału na kulturę „niską” i „wysoką”, brak jej interakcji na co dzień z ludźmi (mam na myśli w przestrzeni miejskiej) oraz przerost teorii/ dywagowania nad praktyką – to taki stan będziemy dalej mieli w Polsce, jaki mamy. A co do czynników, to cóż – nie od dzisiaj wiadomo, że najbardziej kreatywnymi ośrodkami/ miastami są te, które są miejscem mieszania się różnych ludzi: narodowości, ras jak i religii. Kiedyś był nawet taki ciekawy artykuł pokazujący kluczowy wpływ osób orientacji homoseksualnej na rozwój firm z San Francisco :). Co do transformacji społecznej – to fakt będzie wyzwanie. Wystarczy porównać preferencje (zachowanie, wyznawane wartości etc.) przedstawicieli Generacji Y (czyli np. mnie ;)) z Digital Natives (czyi tzw. Pokoleniem Z).

  3. Jasne, tylko proszę o chwilę, na razie wrzuciłem na świeżo, sam jeszcze dokładnie analizuję. Pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Przewidywanie jest bardzo trudna sztuka, zwlaszcza gdy dotyczy przyszlosci. Gdybyscie mieli chocby kwalifikacje szkolnej bibliotekarki, wiedzielibyscie ze kultura potrafi zajac sie sama soba. Wytrzyma i wasze popijawy i wasze ‚gospodarke napedzana pedalami’ 😉 Dobrej zabawy!

  6. Marc Fumaroli od chyba 20 lat rozprawia sie z fetyszem demokratyzacji tzw. „kultury wysokiej” oraz mitologizacja rejestrow dotyczacych frekwencji w takich obeiktach jak Luwr… tym, o co chodzi w tle takich dyskusj,i to tylko wladza preselekcji tego, co rzekomo jest wazne kulturowo oraz kreowanie hegemonii gustow [a przy okazji przeplywow finansowych – w koncu Bauman wielokrotnie pisal o symbiozie politykow i artystow]. no i bezdyskusyjne zalozenie ze ludzie to infantylni idioci i potrzebuja tego calego ekosystemu doradcow, krytykow, doplat do „niemodnych” pism, teatrow, artystow… a moim zdaniem trzeba zastosowac metode Ljomborga: w polityce finansowej panstwa nalezy dokonac wyboru priorytetow, ktore niekoniecznie pokrywaja sie z wygodnym zyciem tzw. „srodowisk tworczych” na koszt podatnikow

  7. Rozumiem, że zarządzanie kulturą i tworzenie strategii/scenariuszy musi odnosić się do wielu form, jednak nie wiem czy wyróżniając ich tak dużą liczbę można sprawnie je przeprowadzić i co więcej – przewidzieć ich skutki. To jednak ważne i przejrzyste konceptualizacje, które pozwalają nam ogarnąć złożoność przemian. Istotne jest także pytanie o skalę w jakiej te zmiany zostaną wprowadzone. Bo co rozumiemy przez globalność danych tendencji?

    Myślę, że kwestia polityki kulturalnej może sprowadzać się do wspierania przez państwo różnych inicjatyw kulturalnych, nawet jeśli przyjmiemy, że nie będzie funkcjonował jakiś ogólnonarodowy program. Jednak widzę potrzebę istnienia samych nadprogramów kultury, czyli tych działań, które będą jednostkom i społecznościom przedkładać określone oferty kulturalne, niekoniecznie w sposób inwazyjny i bezrefleksyjnie programujący. Bernard Stiegler, do którego także Pan często się odwołuje (z czego bardzo się cieszę zważywszy na znikomą recepcję myśli tego filozofa i analityka kultury w Polsce), moim zdaniem słusznie zauważa, że państwo powinno wykształcić określony sposób zarządzania kulturą po to, by wspierać tendencje indywiduacyjne polegające na integracji podstawowych władz i możliwości człowieka, a nie dezindywiduacyjne (kawałkujące człowieka, uniemożliwiające jego funkcjonowanie, pozostawienie samemu sobie). Zatem to kwestia nie tylko określonej polityki kulturalnej (bez względu na to jaką postać przybierze), ale przede wszystkim to kwestia transmisji kultury przez dane media. Jeśli będziemy mieli dobry program/programy i będzie on nieumiejętnie realizowany, to najpewniej doprowadzi on do powstanie dezindywiduującej telekracji – zalegalizowanego systemu dezindywiduującego jednostki, czyli odbierający im wszelkie imperatywy kreatywne na rzecz przełączania kanałów doświadczenia. Myślę, że polityka kulturalna powinna balansować na granicy nowoczesności i wszelkich form najbardziej aktualnej rzeczywistości starając się cały czas asymilować najnowsze technologie i chociaż w najbardziej podstawowy sposób je humanizować.

    Nie spodziewam się, że w jakimś dominującym stopniu to właśnie państwo będzie prowokowało wzrost tendencji wynikających z imperatywu kreatywnego, ale może się ono przyczynić do nie dopuszczenia do absolutnego samopasu jednostek na rynku idei kulturalnych, czyli do ich dezorientacji. Nie twierdzę, że jednostki/wspólnoty muszą być koniecznie zarządzane, ale brak wszelkich regulacji w tej materii znosi ten problem, bo skoro każdy korzysta z czego chce, to po co się nad jakąkolwiek kulturą zastanawiać?

    Myślę, że aspekt jednostkowy i wspólnotowy jest tutaj mocno zespolony, zwłaszcza w perspektywie roli państwa w kształtowaniu polityki kulturalnej, która według tego schematu, jak zrozumiałem, sprowadza się do polityk tożsamości.

    Szkoda, że obrazki są w niskiej rozdzielczości, bo nie mogę się doczytać.

  8. Państwa UE nie będą finansować kultury, bo nie będą miały z czego, a poza tym kultura zawsze przegra u wyborców z emeryturami.

    Swoją drogą zaskoczył mnie niesamowicie S. Berlusconi, który postanowił podnieść podatek od benzyny, żeby przeznaczyć to na kulturę (tak przynajmniej twierdzi). Popieram ten ruch za ekstrawagancję.

    Kultura stanowi kilka procent gospodarki i to się nie zmieni, zwłaszcza w kryzysie.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php