Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

25.03.2011
piątek

Mit społeczeństwa obywatelskiego, debata u Prezydenta

25 marca 2011, piątek,

Wczoraj na zaproszenie Bronisława Komorowskiego do Pałacu Namiestnikowskiego przybyli przedstawiciele organizacji… i tu zaczyna się problem, któremu poświęcono trochę czasu. Jakich organizacji: pozarządowych, obywatelskich, społecznych, a może z angielska, ngosów? Spór na nazwanie rzeczywistości był symptomatyczny dla debaty o kondycji społeczeństwa obywatelskiego w ogóle. W jakiej jest ono w Polsce kondycji? Czy beznadziejnej, jak dowodził na podstawie swych badań prof. Janusz Czapiński? Zaufanie w Polsce do niczego, panuje amoralny familizm, nie ufamy sobie i instytucjom, instytucje nie ufają nam. Inni dodawali: uczestnictwo w organizacjach społecznych (nazwę proszę sobie wybrać wedle uznania) słabe i nie rośnie, poziom wolontariatu też do niczego.

A może jest dokładnie odwrotnie, jak stwierdził prof. Jacek Kurczewski. Społeczeństwo jest, tylko nie tam, gdzie go szukają badacze-malkontenci. Może po prostu Polacy nie lubią się organizować w organizacje, lecz skłonni są do działań ad hoc, wymagających spontanicznej samoorganizacji, by przypomnieć trwałą instytucję PRL – komitety kolejkowe. Jarek Lipszyc kazał szukać społeczeństwa obywatelskiego w Internecie, pokazując że dziś tam przesunęła się spora część energii społecznej samoorganizacji. Prof. Anna Giza uzupełniała wskazując na Ochotnicze Straże Pożarne, koła gospodyń wiejskich, ludowe kluby sportowe. I podobnie jak prof. Kurczewski mówiła, że jak się źle pyta, to się dostaje złą odpowiedź. Po prostu badani mogą nie rozumieć i podała przykład ratowników GOPR, którzy za nic nie chcą uznać, że są wolontariuszami.

Cóż, przypomniał mi się tekst, jaki kiedyś napisałem w ramach debat w Polskim Forum Obywatelskim o ukrytym społeczeństwie, które nie chce ujawnić się socjologom. Bo gdyby uwierzyć badaniom, to jak mi kiedyś powiedział socjolog z Niemiec, polskie społeczeństwo nie miałoby prawa istnieć. Skoro więc istnieje, to znaczy że w formach życia społecznego, jaki umykają. Odsyłam do tamtego tekstu: „W poszukiwaniu zagubionego społeczeństwa”.

Inna jeszcze sprawa, to czy koncepcja społeczeństwa obywatelskiego ma sens i powinniśmy się do niej przywiązywać? Zwróciła mi na to uwagę Danuta Kuroń, która walczy z ngo-izmem próbując krzewić Kuroniowską ideę autonomicznych organizacji społecznych, które nie wchodzę w logikę społeczeństwa liberalnego stając się dziś coraz częściej tanim dostawcą usług publicznych w miejsce zdegradowanego państwa (o tym też była wczoraj mowa). Społeczeństwo musi bronić swojej autonomii, czego wyrazem jest zdolność do spontanicznego zrzeszania się. No i wracamy do Abramowskiego, a nie Tocqueville’a.

Debaty u Prezydenta mają trwać, patronuje im bezpośrednio Tadeusz Mazowiecki i Henryk Wujec.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 19

Dodaj komentarz »
  1. Nie ma sensu debatowanie na tym czy ta koncepcja ma sens. Na szczęście istnieje wiele organizacji, dla których nie ma znaczenia czy są częścią społeczeństwa obywatelskiego, czy ich kondycja jest dobra czy beznadzieja, a już na pewno nie interesuje ich czy są egoistyczne czy autonomiczne. Powstają żeby realizować cele, które sobie wyznaczają; organizacje czasu wolonego mieszkanek wsi, aktywizacja niepełnosprawnych, rozwój niezależnej kultury itp. itd. Wolałby, aby debaty odbywały się na temat tego jak im w tym pomóc. Z relacji wnioskuje, że Pan Prezydent i jego goście nie byli tym zainteresowani. Szkoda

  2. @Bartek: wpis nie jest relacją, lecz jedynie komentarzem, więc nie wyciagalbym na jego podstawie zbyt daleko idących wniosków na temat samego spotkania. Rozmawiano o wielu sprawach, pomocy także. Pozdrawiam

  3. Społeczeństwo obywatelskie w Polsce nie istnieje bo nie ma podstaw do istnienia. Nawet 2 miliony podpisów zebranych pod jakąś inicjatywą może zostać zignorowane i zmielone przez rząd. Jakikolwiek wysiłek obywateli nie ma sensu. Tutaj jest analiza prawników na ten temat:
    http://www.demokracjabezposrednia.pl/node/477
    W skrócie – nie ma podstaw prawnych żeby obywatele mieli wpływ na cokolwiek. To trochę tak jakbyśmy żyli w monarchii czy dyktaturze…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Robert coś jest z tego co napisałeś. W moim mieście jeszcze przed wyborami prężna grupa biegaczy (strona internetowa, wspólne wyjazdy na zawody biegowe, trenerzy sponsorowani kiedyś przez firmę Nike, a obecnie z budżetu miasta) zebrała kilkaset podpisów, z petycją żeby założyć oświetlenie w pewnym parku, który jesienią i zimą tonie w kompletnych ciemnościach, a wiele osób tam lubi biegać i spacerować. Inicjatywa po raz kolejny utonęła w jakiejś szufladzie, tymczasem w mniej więcej tym samym czasie tzw. decydenci wpadli na pomysł budowy w tym samym parku reprezentacyjnej fontanny. Jak miała wyglądać trudno powiedzieć, bo po całej inicjatywie został tylko duży teren ogrodzony blachą falistą i kupy piasku. Poza wykopaniem dołów pod fundamenty nic już więcej nie zrobiono – nie ma robotników, nikt nie strzeże terenu budowy. A ostatnio ktoś zasypał piaskiem doły, co wskazuje, że następuje powolne wycofywanie się z projektu. ktoś nawet stwierdził, że jak zwykle utopiono trochę pieniędzy. I teraz dochodzimy do sedna sprawy – jaki ma sens tradycyjne organizowanie się i pisanie petycji do władz, skoro władze i tak wiedzą lepiej, co jest nam potrzebne? Może w pewnej mikroskali, ale dobrze to pokazuje z czym mamy do czynienia.

  6. C.D. Po prostu obywatel ignorowany raz lub dwa razy, łatwo może dojść do wniosku (przepraszam za dosadne wyrażenie): „Władze mają nas w d…e, więc nie będę już więcej się angażował w takie imprezy, bo to kompletna strata czasu” (wszak trzeba było chodzić i zbierać podpisy, a potem jeszcze je zwieźć do urzędu miasta – wiem, że koledzy włożyli sporo czasu w tę inicjatywę).

  7. Oczywiście rozumiem. Moje obawy wynikają z doświadczenie wielu różnych gremiów, na których roztrząsane są różne problemy na pozór związane sektorem faktycznie mało istotne dla celów, w których organizują się ludzie i powstają organizacje. Daj my na to autonomiczność czy niezależność organizacji. Przecież z punktu widzenia realizacji celu, jakim jest np. wsparcie usamodzielnienia, aktywizacji, niepełnosprawnych młodych ludzi na wsi nie ma to żadnego znaczenia. Dla tego lekko irytują mnie sformułowania typu „ngo-izm” Zdania typu „wchodzenie w logikę społeczeństwa liberalnego stając się dziś coraz częściej tanim dostawcą usług publicznych w miejsce zdegradowanego państwa” jakoś dotykają, bo czy złe jest profesjonalizowanie się organizacji. Czy organizacja, która przekonuje Państwo do realizacji swoich celi i z nim współpracuje jest gorsza, mniej obywatelska? Dla mnie wartością jest zakres, w jakim organizacje są w stanie realizować cele, jakie sobie stawiają.

  8. PS gorąco namawiam do zwiększenia dostępności bloga dla osób niepełnosprawnych. CAPTCHA poniżej zupełnie uniemożliwia korzystanie z możliwości komentowania osobom niewidomym.

    http://www.w3.org/TR/WCAG20/

  9. P. Bendyk pisze, cytuje: „… a może z angielska, ngosów?”.

    Domyslam sie, ze chodzi mu o NGO = non governmental organization = organizacje nierzadowe. Jezyk polski ma na NGO slowo spoldzielnia.

  10. A w mojej parafii co prawda w modlitwie powszechnej proboszcz nie zaproponowal modlitwy za Japończyków, ale ogłosił, że przed kościołem będą zbierane datki do puszek. Ustawiła się kolejka!!!! NO to zanalizujcie t o socjologowie. Jakim jesteśmy społeczeństwem? [ nie lubię używać słowa naród, bo znam jego historyczne konotacje].

  11. Szanowny Gospodarzu,
    jeżeli jakiś proces składa się z bardzo podobnych procesów cząstkowych (a tak jest na ogół w otaczającej nasz rzeczywistości), to do jakiejkolwiek zmiany potrzebna jest określona liczba aktywnych elementów. Powstanie i zwycięstwo Solidarności jest świetnym przykładem.
    Generalnie – im bardziej zaawansowana demokracja, tym łatwiej wprowadzać zmiany, a jednocześnie (właśnie dlatego), taki system jest wyjątkowo stabilny. Psucie demokracji powoduje, iż powstają dwa progi zmian: coraz niższy dla rządzących i coraz wyższy dla społeczeństwa.
    W Polsce demokracji już dawno nie ma. Jako dowcip traktuję patronat pana Mazowieckiego w opisanej przez Gospodarza szopce u prezydenta. To przecież za jego czasów Wałęsa pozbawił Polaków podstawowej broni społecznej, ustalając próg ważności wyborów powszechnych na 1 (JEDEN) ważny głos. Teraz społeczeństwo w Polsce może sobie pluć w brodę. Albo chwycić za broń.
    Status urzędnika państwowego w Polsce kojarzony jest z władzą i bezkarnością. Po prostu na tych stołkach spływa na nich coś i teraz wszystko wiedzą lepiej. W tym zakresie nie tylko nic się od czasów PRL nie zmieniło, ale wręcz pogorszyło.
    Przepraszam, ale ostatnie 20 lat w Polsce nauczyło mnie pogardy dla rządzących.

    Pozdrawiam zza gór i rzek
    Qba

  12. A moze winne jest wspolczene, wysoko rozwiniete panstwo demokratyczne. Autor jednej z ksiazek, ktore niedawno czytalem zwrocil uwage, na systematyczne wkraczanie panstwa w najbardziej osobiste swery zycie. Istnieje prawo czy rozporzadzenie na kazda okazje, niewiele pozostawia sie inteligencji i swobodnemu wyborowi obywateli. Inaczej mowiac, mozemy podejmowac obywatelskie inicjatywy o ile jest na to odnosny przepis a panstwo sie zgodzi.

    Pozdrawiam

  13. Jak funkcjonują instytucje stanowiące o demokratycznym systemie państwa,bo tu leży problem bezsilności Obywateli ,może świadczyć ilość spraw kierowanych do Rzecznika Praw Obywatelskich i sposobie ich załatwiania.
    Jest znamienny ciąg wydarzeń od traktatu okrągłostołowego poprzez korupcjogenną ustawę zasadniczą do partyjniackiej demokracji,która z działalności instytucji stanowiących o demokratycznym systemie państwa czyni karykaturę.
    Posłużę się przykładem braku praworządności w przekształceniach własnościowych,gdzie za brakiem porządku prawnego idzie brak porządku ekonomicznego.
    W tym względzie mamy do czynienia z zorganizowaną działalnością statutowych organów spółdzielni przy udziale Związku Rewizyjnego Spółdzielczości Mieszkaniowej RP w Warszawie.Posiadacz mieszkania z wyodrębnioną własnością nie może uzyskać statusu osoby pokrzywdzonej w zrozumieniu k.k.
    Z kolei Sądy Rejonowe nie uwzględniają skarg na wpis do Rejestrów Sądowych statutów,które nie są dostosowane do obowiązujących ustaw.
    Potencjalnie problem może dotknąć co 3-go Polaka.
    Jest i problem antypolonizmu,nad którym przechodzi się do porządku dziennego.Klasyczny przykład to grasowanie Jana Tomasza Grossa z oskarżaniem o zbiorową odpowiedzialność,na co nie reagują ani IPN,ani władze RP.Niewątpliwie relacje polsko-żydowskie w sprzężeniu zwrotnym muszą być opisane i uwzględniać konsekwencje walki zła ze złem to jest faszyzmu z komunizmem.Zbrodnią przemilczenia jest przechodzenie do porządku dziennego również nad nadużywaniem pojęcia antysemityzmu mając tą świadomość,że do ludów semickojęzycznych zaliczamy i żydów i arabów,którzy są dziś w otwartym,a nawet krwawym konflikcie.

  14. nie można zapominać, że glośne hasła i szczytne instytucje obywatelskie takie jak stowarzyszenia w naszym kraju to także narzędzie korupcji i instrumentalizacji w celach partyjnych. warto przypomnieć argumentację Agnieszki Graff http://wyborcza.pl/1,76842,7470762,Agnieszka_Graff_o_klopocie_NGO_izacji.html
    poza tym spójrzmy na przedwyborczy wysyp stowarzyszeń na poziomie samorządów lokalnych: skoro zdewaluowały się partie to w celach partyjnych mnożą się rozmaite inicjatywy-potworki…
    warto tez wspomnieć o rdzeniu debaty dotyczącej idei społeczeństwa obywatelskiego, który de facto jest jak rozdźwięk w tej sprawie Hegla i Marksa: chodzi o to jaki jest status tej sfery? moim zdaniem jest to przestrzeń poza rynkiem i poza państwem dlatego dotacje z obu tych źródeł uważam za formę korupcji!

  15. Społeczeństwo nam się ukrywa.. a może wymyślimy w Polsce odrębną teorię dotyczącą np. budowy dróg. Drogi są przecież zdezelowane, a ludzi się przemieszczają – może mamy jakieś alternatywne sposoby? Tak być przecież musi. Warto może też zauważyć, że np. Niemcy też mają rodziny, układy koleżeńskie a pomimo to działają chętniej w organizacjach. I maja większy porządek. Obywatel w starciu z rozpasaną administracją nie ma szans – chyba, że będzie zorganizowany, wyposażony w narzędzia. Chyba, że będzie działał w organizacji. Cała reszta to szukanie wymówek i dróg na skróty. Wiem, że ciężko przyznać jak jesteśmy w tym aspekcie beznadziejni. Łatwiej nam stać godzinami pod krzyżem, niż pomagać powodzianom. Przed nami jeszcze lata ćwiczeń praktycznej demokracji

  16. @ Bendyk – popieram postulat Bartka.

    @ Bartek „Zdania typu ?wchodzenie w logikę społeczeństwa liberalnego stając się dziś coraz częściej tanim dostawcą usług publicznych w miejsce zdegradowanego państwa? jakoś dotykają, bo czy złe jest profesjonalizowanie się organizacji. Czy organizacja, która przekonuje Państwo do realizacji swoich celi i z nim współpracuje jest gorsza, mniej obywatelska? Dla mnie wartością jest zakres, w jakim organizacje są w stanie realizować cele, jakie sobie stawiają.”
    Organizacja która korzystając z pracy wolontariuszy wykonuje jakąś powinność państwa psuje tym samy tzw. rynek pracy – państwo ma załatwioną sprawę taniej, młodzi ludzie po studiach mogą sobie znaleźć milion staży i wolontariatów zamiast zacząć zarabiać. W zasadzie perfekcyjny mechanizm – tym samym III sektor produkuje sobie przyszłych podopiecznych – kiedyś bogaci (albo średnio zamożni) rodzice tych wolontariuszy umrą a oni będą musieli z czegoś żyć. Najlepiej w przytułku prowadzonym przez fundację.
    Ponadto organizacja, która decyduję się na pieniądze państwowe, decyduje się też (nie zawsze, ale najczęściej) na „państwowe” (czyli najczęściej z opcji partii będącej akurat u władzy) cele polityki (kulturalnej, społecznej czy na jakim to polu ta organizacja działa), lub jej warunki wydatkowania pieniędzy. Czy wszystkie kulturalne organizacje pozarządowe kochają Chopina? Nie sądzę, ale jak chciały dostać pieniądze to chyba trochę w zeszłym roku musiały go trochę pokochać. Tym samy taka organizacja przestaje być niezależna. IMHO NGOsy mają też kilka innych wad – nikt nie uważa, że mogą być niebezpiecznymi lobbystami – i dzięki temu, bez jakiejkolwiek demokratycznej legitymizacji mogą wpływać w ramach rozmaitych komisji ds. dialogu społecznego na politykę lokalnych władz. I nie tylko lokalnych zresztą. ćwierć biedy jeśli to są stowarzyszenia – te przynajmniej idee demokracji wspierają wewnętrznie – a jeśli jest to fundacja – wystarczy 1000 zł na założenie i już masz nieco silniejsze prawo głosu

    @ jotka42 -jesteśmy społeczeństwem potulnym wobec proboszczów.
    i innej władzy zwierzchniej, np. pani z fundacji z Warszawy

    @ ambiros – spółdzielnia nie ma takiego samego zakresu znaczeniowego jak angielskie NGO. i w zasadzie się z tym zgadzam. w Polsce funkcjonuje też wyrażenie III sektor.

    @ Qba- IMHO w Polsce demokracji jeszcze nie było.

  17. Edwin, ja nie walczę z NGOsami ja tylko uważam, że obok organizacji pozarządowych powinny również istnieć autonomiczne organizacje społeczne. To są po prostu różne byty. Jeśli kogoś interesuje czym się różnią odsyłam na stronę teremisek do szufladki Nasze teksty. Uważam również, że obok publicznych i prywatnych instytucji kultury powinniśmy organizować społeczne instytucje kultury. Wszędzie tam gdzie nie ma publicznych – choćby dlatego, że nie ma podatnika i nie ma prywatnych – dlatego, że nie ma ludzi z pieniędzmi którzy je założą. My w Teremiskach prowadzimy dwie społeczne instytucje kultury: Tear i Uniwersytet Powszechny. Żeby zakończyć dodam, że uważam, że społeczeństwo obywatelskie jako projekt polityczny, dodajmy – projekt ludzi żyjących w centrach – to jedno, a społeczeństwo niezależne jako ruch społeczny to zupełnie inna sprawa.

  18. Zgadzam się w 100% z Panią Danutą. To są dwa różne byty. Ogromną wartością są organizacje społeczne i ich niezależne działania. Równie ogromną wartością są niezależne silne organizacje pozarządowe potrafiące zastępować Państwo w jego powinnościach gdyż z różnych względów robią to lepiej, z większą dbałością o potrzeby ludzi, są bardzie innowacyjne i elastyczne, bardziej otwarte na eksperyment, tańsze. W krajach z starszą historią sektora jak Niemcy, Wielka Brytania w niektórych sektorach w całości zastępują Państwo. Dla tego własnie nie powinniśmy konfrontować i wartościować tych dwóch bytów gdyż rozwój ich obu jest bardzo ważny.

  19. @Danuta Kuroń: Nie pisałem że walczysz z NGO-sami, tylko ngoizmem, czyli pewnym sposobem myślenia. Dzięki za komentarz i pozdrowienia

  20. Edwin, ngo-izm, to termin Agnieszki Graff, mówiąc szczerze tym zjawiskiem w zasadzie się nie zajmuję, ono należy właśnie do porządku społeczeństwa obywatelskiego. Dla mnie jest ważne abyśmy potrafili funkcjonować (i myśleć) jako społeczeństwo niezależne. To są dwa różne porządki. Jeśli chodzi o społeczeństwo niezależne to mamy ładną i długą tradycję, ona się załamała po 89, ale nie do końca.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php