Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

28.03.2011
poniedziałek

Młodzi i bezrobocie, coś nowego?

28 marca 2011, poniedziałek,

W „Gazecie Wyborczej” trwa od wielu dni szlachetna akcja publicystyczna poświęcona młodym, wykształconym ludziom nie mogącym znaleźć pracy. W ostatniej „Świątecznej” Zygmunt Bauman pisze o społeczeństwie wiedzy, które nie spełniło swoich obietnic – inwestycje w wiedzę przestały się sprawdzać. Ciekawe teksty problem w tym, że realizują scenariusz opisany dość dobrze już kilka lat temu. W 2006 r. miałem okazję przygotowywać na zamówienie Fundacji Boella raport o  przyszłości pracy. Oto jego pełna wersja, w oparciu o zebrane materiały powstał także raport dla „Polityki”. Wnioski wówczas były jednoznaczne: najszybciej rosnącą grupą bezrobotnych będą ludzie z wyższym wykształceniem, gospodarka strukturalnie jest nieprzygotowana do absorpcji ich kompetencji.

Pamiętam, że koledzy z tradycyjnej lewicy zarzucili mi że zajmuję się wyimaginowanymi problemami „klasy średniej”, podczas gdy prawdziwym problemem jest bezrobocie i bieda ludzi żyjących z pracy rąk, gzie jedynym rozwiązaniem dla tego problemu byłyby programy robót publicznych. Odpowiadałem, że zamiast gadać Marksem w XXI wieku lepiej szukać odpowiedzi, na jakie Marks szukał w swoim czasie. A pisząc o proletariacie wychodził z analiz kapitalizmu XIX wiecznego. W kapitalizmie kognitywnym, czy też w gospodarce opartej na wiedzy funkcję proletariatu zaczyna pełnić klasa pracowników intelektualnych (co nie znaczy, że znika problem wyzysku pracowników ciągle istniejących fabryk – tyle tylko, że to nie oni już są siłą napędową procesów społecznych). To w sektorach szeroko rozumianej wiedzy kryją się największe źródła wartości dodanej i tu też trwa najszybszy dziś proces proletaryzacji. Firmy usługowe świadczące usługi intelektualne (informatyka, księgowość, przetwarzanie danych medycznych) przechodzą podobny proces, jak fabryki za czasów Forda, standaryzują czynności, co prowadzi do deskillingu – wysokiej specjalizacji, która wcale nie wymaga szerokich kompetencji intelektualnych, lecz dość zaawansowanej lecz wąskiej wiedzy.

Zjawiska te analizował dokładnie Richard Sennett, Barbara Ehrenreich, Yann Moulier Boutang czy Finowie Pasi Pyöriä, Harri Melin i   Raimo Blom w książce „Knowledge Workers in the Information Society”- pisałem o tym wielokrotnie. Problemy naszych młodych, wykształconych bezrobotnych nie są problemami lokalnymi – to strukturalna cecha systemu gospodarczego. Kilka tygodni temu ukazała się we Francji książka analizująca „prekaryzację” zawodu informatyka, „Derri?re l’écran de la revolution sociale” (Za ekranem rewolucji społecznej) Nicolasa Séné. Pamiętam, że trzy lata temu pisałem o strajku informatyków we francuskim Cap Gemini. Potem we Francji zaczęły się inne ciekawe, acz ponure zjawiska, jak fala samobójstw we France Telecom (na śmierć decydowali się menadżerowie, a nie zwykli pracownicy szeregowi) – zjawisko doczekało się już nawet interpretacji literackich (powieść ?Retour aux mots sauvages? Thierry’ego Beinstingela przedstawiałem w Antymatriksie).

Ujmując rzecz po Marksowsku, można stwierdzić że kapitalizm kognitywny wkroczył w epokę wewnętrznych sprzeczności. Rewolucje w Tunezji i Egipcie to w dużej mierze odpowiedź na te sprzeczności: chłopak, który spalił się w Tunezji w grudniu ub.r. dając tym aktem sygnał do zrywu miał w kieszeni papier absolwenta uniwersytetu, żeby przeżyć popychał wózek z warzywami. W końcu nie wytrzymał, podobnie jak nie wytrzymywali pracownicy France Telecom.

W takiej sytuacji jednak trzeba mieć świadomość, że dobrej pracy dla większości magistrów już nie będzie. W USA od początku dekady maleją pensje informatyków (też o tym pisałem w „Antymatriksie”), niebawem zaczną się podobne problemy i u nas. Jak pisze Zygmunt Bauman, mit społeczeństwa wiedzy rozsypuje się w gruzy – inwestycje w wiedzę przestają się zwracać, w USA nową kategorię bankrutów tworzą absolwenci uczelni, którzy zadłużyli się na studia i nie mają dziś pracy, a więc nie mają z czego spłacać zobowiązań. Nie inaczej zaczyna dziać się w Chinach. Pytanie więc, czy reformy systemu kształcenia wyższego w Polsce planowane pod zupełnie inne czasy mają jeszcze sens? I inne pytanie, nad którym zastanawialiśmy się z Krzysztofem Nawratkiem – kiedy nasza bezrobotna, wykształcona młodzież zainspiruje się doświadczeniem arabskim i ruszy na ulice? Nie od razu, bo jak wspomniałem, w Polsce nawet lewica nie dostrzegała problemu – w Tunezji i Egipcie przygotowania do rewolucji trwały wiele lat.

Co jednak z tym wszystkim robić? Też pisałem, posiłkując się choćby analizami Yanna Mouliera Boutanga i Andre Gorza, należy myśleć o adekwatnych rozwiązaniach strukturalnych, jak choćby powszechny dochód obywatelski. Równiutko rok temu pisałem o tym w „Dzienniku”. Niestety, zarówno  takie pomysły, jak i uwagi o sprzecznościach kapitalizmu kognitywnego wywołują w Polsce raczej rozbawienie, niż dyskusję. W zasadzie jedyne odkryte przeze mnie środowisko, gdzie można o tym poważnie rozmawiać to Wolny Uniwersytet Warszawski animowany przez Kubę Szredera.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 50

Dodaj komentarz »
  1. nawiązując do tego artykułu w Dzienniku i gwarantowanej płacy powszechnej – czy Pan czytał Limes inferior Janusza Zajdla? Pierwsze wydanie w 1982 roku.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Limes_inferior
    Porządek społeczny w Argolandzie opiera się na podziale społeczeństwa na siedem klas społecznych, oznaczonymi cyframi od zera do sześciu, w zależności od wyniku testów na inteligencję. Za gotówkę w mieście służą trzy rodzaje punktów: czerwony, żółty i zielony, przyznawane odpowiednio:

    ? w zależności od samego faktu istnienia ? każdy niezależnie od kompetencji i pracy dostaje taką samą liczbę punktów czerwonych,

    ? w zależności od klasy społecznej ? każda klasa ma inny przydział punktów zielonych,

    ? w zależności od rodzaju wykonywanej pracy ? punkty żółte.

    Towary luksusowe i bardzo dobrej jakości można kupić wyłącznie za żółte (zwane „kanarkami”), za zielone ? zwykłe, a za czerwone ? wyłącznie podrzędnej jakości. Punkty przechowywane są na tzw. Kluczu ? kombinacji dowodu osobistego, karty kredytowej, zegarka, kalkulatora, certyfikatu klasy intelektu oraz czytnika linii papilarnych (który pozwala na korzystanie z Klucza wyłącznie jego właścicielowi).

    przy okazji – proszę zwrócić uwagę na Klucz 🙂

  2. @Pickard: dzięki za komentarz, niestety Limes inferior nie czytałem – trzeba nadrobić zaległości. Pozdrawiam

  3. Podobny wątek snuje Nancy Kress w „Hiszpańskich Żebrakach”
    W zamian za głosy wyborców, politycy chcący mieć władzę dostarczają obywatelom wszelkich dóbr za darmo.
    Przy automatyzacji procesów produkcji 80% ludności jest zbędna z punktu widzenia pracodawcy……

    Cóż, czeka nas chyba epoka nowego Luddyzmu?
    Malejąca baza podatników i pracowników, rosnąca baza trwale bezrobotnych, koncentracja kapitału w rękach coraz węższej grupy ponadnarodowych, anonimowych właścicieli.
    Dotychczas panujące bóstwo- „Złoty Cielec” czy chciwość- trzeba zastąpić jakimś innym. Ktoś ma pomysł jakim?
    Samorozwój? Doskonalenie się? Wyprawa do gwiazd?…..

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. bardzo cioekawa analiza.
    przecztalem tez Pana artykul z Dziennika nt powszechnego dochodu obywatelskiego. Jesli jest wydatek musi byc przychód. Skad wg Pana mozna wziac pieniadze na wyplate takiego dochodu ? pozdrawiam.

  6. Chyba przecenia się poziom wykształcenia wyższego nadając jego posiadaczom „szerokie kompetencje intelektualne”. Celem wielu absolwentów jest znalezienie zatrudnienia w firmach wymagających wąskiej, acz specjalistycznej wiedzy. Widać to choćby na przykładzie popytu na pracę w firmach outsourcingowych.

    Zastanawiam się też w którym kierunku powinna pójść polityka państwa w dziedzinie edukacji, skoro nie ma zapotrzebowania ani na robotników ani na absolwentów uczelni? Jest jakaś trzecia droga?

    Ciekawa jest ta koncepcja powszechnego dochodu obywatelskiego. Zastanawia mnie jednak czy przy tak dużym udziale w polskiej gospodarce pracowników osiągających pensje minimalne, nie spowodowałoby to masowego opuszczania dotychczasowych miejsc pracy. Teoretycznie pracodawca mógłby zatrzymać pracowników podwyższając ich pensje, lecz w praktyce nie wszystkich byłoby na to stać.

  7. Wbrew temu co twierdzą zatwardzali liberałowie, okazuje się po raz kolejny, że nie można pozostawić rynkowi wolności w kwestii kształcenia przyszłych pokoleń. Po jaką cholerę kończyć kosztowne studia, żeby zostać zatrudnionym w banku na tzw. okienku, bez perspektywy dalszego awansu. Za moich młodzieńczych czasów wystarczyło mieć maturę na takim stanowisku, a jak się było zdolnym, to i awans się zdarzył.
    Nie wiedzieć czemu, wszyscy są przekonani, że wykształcenie dobrego rzemieślnika jest łatwiejsze i w czasie krótsze. Jedyną niedogodnością tych zawodów jest ich fizyczność , a to ponoć w dzisiejszych czasach oznacza degradację na społecznej drabinie, choć jeszcze i dzisiaj pan doktor jako klient hydraulika nie odważy się na brak nieuzasadnionej uprzejmości wobec fachowca.
    Pytani przeze mnie młodzi ludzie, dlaczego nie studiują na politechnice, niezmiennie odpowiadali, że studia te są trudne, a oni chcą zdobyć dyplom bez większego wysiłku i spodziewają się też takiej pracy. Po latach okazuje się, że strasznie sie pomylili, bo ich nieliczni koledzy po politechnice nie mają problemów z pracą i to nie tylko w Polsce. Rezultat jest taki, że pracy w wyuczonym zawodzie nie ma, a zdobyte kwalifikacje nie przydadzą się nigdzie poza drobnymi usługami typu handel i ochrona.
    Wiem, spłyciłem temat, ale to są moje osobiste obserwacje, a cytowanie badaczy tematu wydaje mi się nie na miejscu, choć z Z. Baumanem zgadzam się w pełni. Wszystko to jednak są diagnozy ( bardziej lub mniej prawdziwe), a do opracowania terapii daleka droga.

  8. Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy – polska młodzież, wchodząca na rynek pracy jest dużo bardziej roszczeniowa, asertywna i świadoma swoich praw wynikających z KP. To nie sprawia, że pracodawca jest skłonny trkatować takich ludzi jako „elastycznych” i „umiejących pracować w zespole”. Wcale tak bardzo nie zmieniły się w ostatnim 20leciu problemy młodych ludzi wchodzących na rynek pracy w Polsce. Dobrze pamiętam jak dziewczyny po świetnych studiach i znajomoscią języków zostawały sekretarkami a faceci po filozofii, czy orientalistyce zostawali przedstawicielami handlowymi.

  9. Mnie tylko zastanawia jedno.
    Co, w wypadku powszechnego dochodu obywatelskiego, chroniłoby przeciętnego obywatela przed gnuśnieniem?
    W klasie kreatywnej możliwym wyznacznikiem jest prestiż, tak przecież działało to w czasie pierwszego boomu blogowego, tak działają portale literackie.
    Z drugiej strony jest wiki i wolne oprogramowanie, tworzone chyba z tego samego powodu, dla którego alpiniści wspinają się na najwyższe z gór. Ale jednak, czy samo zdobywanie wiedzy potrzebnej do posiadania odpowiednich kwalifikacji by wytworzyć dobra ogólne nie jest motywowane chęcią zarobku?
    Pieniądz motywuje. Brak przymusu zdobycia pieniędzy może prowadzić do lenistwa i innych zagrożeń społecznych, takich jak alkoholizm (muszę kiedyś znaleźć badania, dotyczące powiązania alkoholizmu i rent strukturalnych).
    Czy plusy przesłoniłyby minusy?
    Pamiętajmy, jak wyglądało społeczeństwo Limes Inferior (które też z całego serca polecam)

  10. Witam,

    Bardzo ciekawe obserwacje! Wiem, że to niezbyt politycznie poprawny komentarz – ale może po prostu w Polsce wypuszcza się na rynek zbyt wiele osób z wyższym wykształceniem? Proszę spojrzeć na przykład z mojego poletka – przypuszczam, że w Polsce co roku pojawia się klikadziesiąt etatów dla archeologów, tymczasem co roku studia w tym zakresie kończą setki, jeśli nie tysiące osób. Większość z nich nie będzie mogła znaleźć zatrudnienia w zawodzie, a do innej pracy mogą nie mieć kwalifikacji i wykształcenia (to samo można chyba powiedzieć o większości studiów humansitycznych). Każdego października będą się zatem pojawiać absolwenci którzy, pomimo włożonej w studia pracy i intelektu, będą mieli kolosalne problemy ze spełnieniem swoich ambicji.

    Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie ma łatwego rozwiązania dla tego problemu – gdyby uniwersytety miały układać swoją ofertę wedle rynkowych wytycznych, wydziały historii, archaeologii itd. zostałyby zdziesiątkowane. Ale może jednak warto się zastanowić, jaki jest sens przyjmowania po kilkaset osób na rok – może lepiej narzucić sobie własnoręcnie jakieś ograniczenie, a przyjętym studentom zaoferować lepsze warunki (łatwiejszy dostęp do książek, wykładowców, stypendiów), co pomoże im w znalezienu pracy, choćby zagranicą?

    Warto się też zastanowić, czy nie fetyszyzujemy wyższego wykształcenia – skoro podejście spod znaku „ucz się ucz, wiedza to do potęgi klucz” już nie działa (a przynajmniej nie tak gładko jak kiedyś), może warto poproawdzić jakąś kampanię skierowaną do młodych ludzi, która pokaże im, jak inaczej można sobie ułożyć życie (np. jak założyć własny biznes). Jakie są zalety tego, że 50% ludzi młodych studiuje, skoro ta inwestycja czasu i pieniędzy im się nie zwróci?

    Zgadzam się też z Pana obserwacją że lewica, szczególnie chyba w Polsce, zatraciłą umiejętność identifikowania najważniejszych problemów i wypracowywania odpowiedzi na nie. Mam wrażenie, że polska lewica (przynajmniej w życiu politycznym) jest lewicą głównie dlatego, że nie jest prawicą; gdyby zabrać to lustro, ciężko by chyba było zaproponować jakąś definicję.

    Pozdrawiam,
    JKSZ

  11. Monteskiusz 12:39
    opisał sytuację, którą można było dłuższy czas obserwować po każdych egzaminach na studia wyższe. teraz egzaminów nie ma, ale problem pozostał.
    Młodzi ludzie wybierają „łatwe” kierunki, a nie te, które zapewnią im pracę. Do tego włącza się Ministerstwo Nauki, próbując ograniczyć liczbę kierunków technicznych. Prof. A. Królikowski, członek Komisji Akredytacyjnej, mówi „Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego dąży do zmniejszenia liczby kierunków technicznych i przygotowany przez nie projekt rozporządzenia – który na szczęście trafił do kosza – przewidywał tych kierunków tylko osiem, zamiast obecnych 23”. („Rynek Instalacyjny” 3.2011 str.22).
    I o czym tu dyskutować?
    Produkujmy dalej marketingowców i zarządzających, a zamknijmy politechniki.Po co nam inżynierowie? Urządzenia wyprodukują Chińczycy.

    Pozdrawiam
    JKJK (inżynier)

  12. 60 proc. studentów dla pracy wyjechałoby za granicę.

    Jak ujawnia „Puls Biznesu” niechęć do wyjazdów deklaruje tylko 20 proc. ankietowanych żaków. Badania, oprócz Polski, przeprowadzono też w Czechach oraz na Słowacji, Litwie i Łotwie. Tam jeszcze więcej, bo 70 proc. deklaruje wyjazd poza granice swojego kraju.

    To bardzo niekojące dane. Młodym ludziom trudno w Polsce znaleźć pracę. Często wyrażają opinię, że do tego potrzebne są przede wszystkim znajomości. Tymczasem zachód kojarzy się z wysokopłatną posadą.

    Firmy nie chcą przyjmować absolwentów uczelni, bo ci nie mają doświadczenia zawodowego. Zamiast wydawać pieniądze na dodatkowe szkolenia, wolą wziąć kogoś, kto już pracował w danej branży. Poza tym sytuacja gospodarcza na świecie w ostatnich latach nie sprzyjała tworzeniu nowych miejsc pracy.

    Rząd opracował program „50 plus”, ale zapomniał o młodych ludziach – zauważa „Puls Biznesu”.

    No i kto będzie zarabiał na moją emeryturę? Hasło ostatni gasi światło powraca……

  13. wiesiek59 pisze:
    2011-03-28 o godz. 11:31

    „Cóż, czeka nas chyba epoka nowego Luddyzmu?
    Malejąca baza podatników i pracowników, rosnąca baza trwale bezrobotnych, koncentracja kapitału w rękach coraz węższej grupy ponadnarodowych, anonimowych właścicieli.
    Ktoś ma pomysł jakim?”

    Rafał Kosik – „Mars”, polecam. I nie jest to kolejna książka o kolonizacji Kosmosu, nie takie rozwiązanie jest tu pokazane. Prz okazji, polecę tegoż autora „Kameleon”

  14. Wykształcona młodzież w proteście na ulicach? Jest na to za głupia! Kto przy zdrowych zmysłach wybiera studia, które od lat produkują bezrobocie? Nie są to sprawy tajemne. Trzeba trochę pomyśleć, pogrzebać w internecie. Ale trzeba umieć myśleć! Koło się zamyka. Aby inwestować w wiedzę młodych ludzi trzeba wiedzieć co chcemy osiągnąć i jak do tego dojść. U nas są to hasła PR., za którymi oprócz ble, ble- nic nie ma. Zacofana edukacja szkół poszczególnych szczebli nie da myślących studentów. Tumanowaci absolwenci idą uczyć dzieci do szkół. Zamknięte, błędne koło. Zauważyłem to już w II poł. lat 70-tych. PRL łykał cały nadmiar niedouczonych absolwentów. Cywilizacja XXI w wymaga coraz większej wiedzy i myślenia. A to pojawić się nie może.

  15. Polecam ciekawy tekst Michela Hussona, który okazał się kiedyś w „Le Monde Diplomatique” i w którym autor sprzeciwił się on idei powszechnego dochodu: http://www.monde-diplomatique.pl/LMD9/index.php?id=1. Mnie jego argumentacja przekonała. Niestety dosyć „mglisty” wydaje mi się postulat „skracania czasu pracy” w wyniku którego miałby zwiększyć się poziom zatrudnienia. Chętniej poczytałbym o tym więcej.

    Mam problem z powszechnym dochodem. Na dzień dzisiejszy jestem bardziej przeciw niż za. Także wywód Slavoja Zizka mnie przekonał: http://vimeo.com/8073858.

    Pozdrawiam.

  16. to ja chyba jestem ze starej lewicy, mi się ciągle wydaje że wiedzą nie bardzo się najem jeśli pola do uprawy zbóż są nie moją własnością… mogę ewentualnie wykoncypować jak ją uprawiać tak aby posiadacz nie zauważył… umiemy (podobno, ja tam na własne oczy nie wiedziałem) zamienić materię na energię (i vis a vis być może też), ale nie słyszałem, żeby ktoś zamienił ideę, myśl w materię. lub ewentualnie w energię. bresarianie?

    prekaryzacja w cudzysłowie bo to sowo obce? a do tego brzydkie i niestosowne.

    polecam też kilka akapitów, jak mi się zdaje, na podobny temat, napisanych przez niejakiego Krugmana – http://www.nytimes.com/2011/03/07/opinion/07krugman.html

    a w ramach poszerzania znajomości środowisk polecam Szarfenberga – http://rszarf.ips.uw.edu.pl/ pisał już kilka razy o czymś co Pan nazywa PDO np. tu – http://rszarf.ips.uw.edu.pl/pdf/mdg_ps.pdf

    @Pickard – czyli Twoim zdaniem MDG (lub PDO) nie zniesie dużych dysproporcji i podziału społeczeństwa? bo subzerowcy zgodnie z ludzką „naturą” zawsze będą chcieli mieć więcej?

    pozdrawiam z czeluści bezrobocia

  17. @pawesta: dziękuję, znam i cenię dr. Szarfenberga. A także kilka innych osób myślących o PDO. W ostatnim akapicie mojego wpisu chodziło mi o coś innego. Pozdrawiam

  18. Minimalny Dochód Gwarantowany.
    Spróbowałem oszacować ile mógłby on wynosić i wyszło mi następująco.
    Całkowite wydatki socjalne państwa:
    ZUS 160 mld
    KRUS 15 mld
    Budżet (bez dotacji do KRUS i ZUS) 35 mld
    Razem 210 mld zł rocznie
    od tego należałoby odjąć podatek potrącany od rent i emerytur, który wraca do budżetu.
    210 mld zł / 38 mln obywateli / 12 miesięcy = 460 zł
    minus ten podatek, który jest potrącany obecnie (nie sprawdziłem ile tego jest)

    A zatem MDG oznaczałby likwidację wszystkich rent, emerytur, zasiłków i zastąpienie ich jednakowym świadczeniem dla wszystkich (włącznie z dziećmi) w wys. 440-460 zł miesięcznie.
    To byłby dobry pomysł, ale proszę sobie wyobrazić protesty emerytów. To dopiero byłby neoliberalizm (nawiasem mówiąc zapewne tak się kiedyś wydarzy).
    Oprócz wprowadzenia MDG można by zlikwidować płace minimalne – bo każdy dochód jest dodatkowy.

  19. Mnie się wydaje, że mamy tych studentów za dużo i po prostu zbyt głupich. Dwie lewe ręce do pracy fizycznej, głowy ciasne – kierunki humanistyczne wybierane są nie dlatego, że ta tematyka pasjonuje studentów, a dlatego, że nie rozumieją przedmiotów ścisłych (których pojęcie wymaga większego wysiłku). Nie ma czegoś takiego jak umysły ścisłe. Oni są po prostu bardziej pracowici. Studenci wymagających kierunków politechnik z pracą nie mają problemów. Ci słabsi siłą rzeczy muszą odpaść.

  20. Gdyby Polacy zamiast chwalic sie tym jakie ksiazki czytaja, chwalili sie tym co z-r-o–b-i-l-i, to sytuacja mlodych ludzi moglaby sie zmienic szybko. Potrzebne technologie juz sa 😉
    Na razie polska kultura robi swietna robote eliminujac sama siebie. Niewielu po niej bedzie plakac 😉

  21. PDG mogłoby zadziałać tylko w sytuacji, gdyby CAŁY ŚWIAT zaimplementował to rozwiązanie. Bez tego, państwa pozostające przy „darwinowskiej” gospodarce – nastawionej na silną konkurencję – bardzo szybko zwiększałyby swoją przewagę gospodarczą, technologiczną i w konsekwencji militarną nad społeczeństwami które postanowiły „przyhamować”. Z każdym rokiem te różnice rosłyby coraz szybciej, bo cały proces byłby również napędzany wysysaniem najbardziej ambitnych i produktywnych jednostek z państw w których te 5-10% najbardziej utalentowanej części społeczeństwa musiałoby się dzielić z resztą większością wygenerowanej przez siebie wartości dodanej. Po kilku dziesięcioleciach takiego eksperymentu przepaść między obydwoma modelami byłaby tak duża, że bardziej efektywna część świata przywaliłaby w mniej efektywną wielką packą na muchy, zagarniając jej surowce i kładąc kres kolejnej utopijnej iluzji w historii ludzkości.

    Tworząc scenariusze przyszłości trzeba zawsze brać pod uwagę naturę ludzi – ja nie mam co do niej żadnych złudzeń 😉

  22. Wiedza niezbędna do prac biurowych powinna być dostępna w szkołach średnich, zamiast analiz budowy pantofelków i układu pokarmowego ślimaka. Polska szkoła jest skrajne teoretyczna.

    Ja nie rozumem fascynacji protestami społecznymi. „Wyjdą na ulicę” i co? Staną się lepsi? Spełnią oczekiwania autorów blogów? Obalą demokrację?

    Moim zdaniem młodzi raczej się przemieszczą za granicę niż „wyjdą na ulicę”, chociaż zapewne jedno drugiego nie wyklucza. Jak Polska będzie niedługo bankrutować, to o kim będzie myślał rząd? Młodzi mają sobie sami poradzić, a rząd zadba o emerytów.

    Jeżeli kierunki humanistyczne produkują bezrobotnych, wprowadźmy na nich odpłatność. Niech ludzie spełniają hobby za swoje pieniądze.

  23. Koniecznie powinien Pan przeczytać „Linię oporu” Dukaja – pokazuje (oprócz mnóstwa innych rzeczy) przyszłość społeczeństwa gospodarki kreatywnej, w której praca jest luksusem, a realizacja gwarancji powszechnego dochodu na poziomie dobrobytu sprawia, że towarem najbardziej poszukiwanym jest sens życia (po co robić cokolwiek, skoro nie muszę robić niczego?).

  24. @ Realista

    Ale wlasnie na tym polega pomysl! 😉
    Polecam:

    http://www.wired.com/magazine/2011/02/ff_madeinamerica/

    Ta cala innowacyjnosc zaczela sie w latch 90′ jako bunt amerykanskiej mlodziezy, ktora chciala pracowac!

    @CBJ

    Moim zdaniem tak juz jest.

    @ Krzystof Mazur

    Zgadzam sie. Wyjda na ulice i co? Cos z tego przybedzie? Wez jednak pod uwage ze tak sie w Polsce rodzily kariery i to sa wzorce kariery dla tej mlodziezy. No moze jeszcze noszenie teczki za profesorem 😉

  25. @Realista

    Jeszcze raz przeczytalem twoj komentarz. Inaczej rozumiemy slowo ‚praca’.

  26. @pawesta
    ja niczego nie sugeruję, nie w tym wypadku. Jeśli chodzi o ten wpis, tylko czytam z ciekawością. o interpretacjach Limes inferior – też chętnie przeczytam.
    Nota bene, wydaje się że pisarze SF zdążyli już przećwiczyć wszystkie możliwe scenariusze 🙂 mam tylko nadzieję, że nie czeka nas ten z Make room! make room! Harry’ego Harrisona (film „Soylent green” z genialną rolą Charltona Hestona był oparty na tej historii).

    co do bezrobocia, z tego co wiem, dotyka też inżynierów. Wszystko zależy od regionu – a w Polsce mobilność jest ograniczona ze względu na brak czegoś co widziałem (i używałem 🙂 we Francji – bloki budowne/przerabiane pod wynajem. Bloki mieszczące same jedno lub dwupokojowe mieszkania, które można tanio wynająć, z garażami i pralniami pod nimi. Tego w Polsce brak, a wielka szkoda.

  27. W tym wpisie pozwolę się nie zgodzić na termin „epoka poprzemysłowa” i wszystkie teorie z tym związane. Jak wiemy z doświadczenia (oglądu) nie ma miejsca coś, co można nazwać zwijaniem przemysłu. Nasz zachodni sąsiad ( ostatnio nazywany narodem ślusarzy) nie uległ złudzeniom i nie wyeksportował swoich fabryk do Chin, a jeśli coś tam produkuje, to dlatego, że u siebie nie ma odpowiednich mocy ( tym razem ludzkich). W przeciwieństwie do USA, Niemcy w dalszym ciągu produkują gwoździe, a także mniej skomplikowane elementy konstrukcyjne, by dojść do najbardziej wyrafinowanych maszyn i całych fabryk, które są przedmiotem handlu na cały świat. Te głupie Fryce nie chcą wierzyć, że zamiast milionów samochodów można „produkować” tylko i wyłącznie bańki giełdowe, a na dodatek dobrze z tego żyć. Ich naiwność sięga doprawdy zenitu, gdy słyszę że chcą kształcić polską młodzież na wykwalifikowanych pracowników fizycznych ( ja wolę nazwę rzemieślnik). Pozostając przy naszych nieznośnie praktycznych sąsiadach, przypomnę tekst POLITYKI, z którego dowiedziałem się, że taki niemiecki student przeciętnie kształci się na wyższej uczelni 8 lat ( !!!!!!!). Tą informację natychmiast zweryfikowałem u krewnych, którzy wydali niedawno swoją córkę z Niemca-Kurda ( kim będzie potomek jak dodamy pochodzenie dziadków ????). Ich córka wprawdzie skończyła studia w terminie 4,5 roku, natomiast oblubieniec poświęcił na to 8 lat, czyli średnia 6, 25 roku na uczelni. Trzeba trafu ( w związku z licznymi wątpliwościami co do kierunku studiów), bo ci emigranci wybrali właśnie kierunki techniczne i na brak zajęcia nie narzekają. Innymi słowy, „poprzemysłowy” świat potrzebuje jak najbardziej inżynierów i to czasami z dwoma fakultetami.
    Pozdrowienia

  28. Mój ojciec jest technikiem mechanikiem. Ukończył Zespół Szkół Zawodowych, w ramach którego było Liceum, Technikum 5-letnie kończące się maturą i egzaminem zawodowym, i kilka różnej maści zawodówek, po których można było przy dobrych wiatrach odbyć 2 lata nauki i też podejść do matury.
    W tym mętliku różnych szkół we wszystkich rocznikach uczyło się ok. 3000 osób, ale tylko 300 z nich – byli to uczniowie szkół kończących się maturą.
    Jaki z tego wniosek?
    Jeśli tylko 10% z tych osób miało możliwośc zrobienia matury i zdawania na studia, to byli to najzdolniejsi uczniowie. Pozostałe 90% zwyczajnie nie chciało albo wręcz nie nadawało się na studia.
    Było to jakieś 30 lat temu – ale nie sądzę, że przez te 30 lat nagle przybyło tam aż tyle wybitnie uzdolnionych dzieci. Rozkład Gaussa ciągle wygląda tak samo.

    Fakt, jest to przykład ze szkoły zawodowej, nie z LO (być może odsetek zdajacych maturę i idących na studia byłby wyższy), ale mimo wszystko – statystyki oszukać się nie da.

    A mój ojciec – chociaż dorobił się w rodzinie magistrów, doktorów i inżynierów – to nadal twierdzi, że na rozum z wieloma magistrami by się nigdy nie zamienił!
    Ja sama mam w otoczeniu młodą mgr biol, po kilku podyplomówkach która zdania po polsku pisemnie nie skleci poprawnie, a obsługa kserokopiarki przekracza jej możliwości manulano-intelektualne..

    Więc jeśli chcemy biadolić o wykształconych bezrobotnych – skupmy się na tych naprawdę wykształconych.

    Tylko oni nie są wtedy bezrobotni…

  29. Mnie się wydaje, że od czasów Marksa niewiele się zmieniło. światem rządzi nadal kapitał, który wytwarza wartość dodatkową (tylko dzisiaj to się nazywa share value) i pomnaża się nieustannie. Biedni biednieją coraz bardzie, a bogaci są opływają w niebywałym dostatku. I tu nie ma znaczenia czy fabryki produkują towary, jak za czasów Marksa, czy Software.

    Oczywiście obraz kapitalisty zmienił się radykalnie. To już nie jest ten opasły właściciel fabryki, a dosyć anonimowy inwestor, który wyciska w rabunkowy sposób soki z firm i gospodarek stosując wyrafinowane instrumenty giełdowe.

    Problem więc ten sam, a rozsądnych rozwiązań nadal brak. Nie regulujemy rynku finansowego, który wzbogaca się poprzez spekulacje bez żadnego ryzyka. Bo jak coś im się nie uda, to i tak państwa (czyli podatnicy) przejmą ich długi. Nie potrafimy nadal ograniczyć nienaturalnego bogacenia się jednych kosztem drugich.

    A najgorsze jest to, że za czasów Marksa ludzie buntowali się. Dzisiaj natomiast cisza, nikt nie wychodzi na ulice, aby protestować przeciwko spekulantom, nikt nie strajkuje w firmach, które inwestorzy dla maksymalizacji zysku niszczą, Więc może jednak nie jest aż tak całkiem źle?

  30. Glowny problem edukacji w Polsce polega na tym, ze nie uczy sie samodzielnego myslenia poza podstawowka i to tylko w pierwszych 4 klasach.
    Pozniej nacisk skupia sie wylacznie na odklepywaniu na pamiec encyklopedycznej wiedzy, ktora w pozniejszym wieku nie jest przydatna.

    I produkujemy absolwentow z dyplomami, a raczej nawet same dyplomy, bo tych, ktorzy opuszczaja mury szkolne czy uczelniane i sa kompletnie nieprzygotowani do funkcjonowania zarowno w zyciu codziennym jak i w zawodzie, trudno nazwac absolwentami. A aspiracje sa duze, tylko wiedzy przydatnej w danej dziedzinie zdecydowanie mniej. A zatem mowienie o „wyksztalconych” bezrobotnych jest naduzyciem, bo nie tak jest rozumiane „wyksztalcenie”

  31. Witam,

    Proponuję wszystkim przyszłym studentom aby dwa razy się zastanowili nad kierunkiem studiów. I wybrali studia techniczne tak jak ja to zrobiłem. I niech się uczą języków niemieckiego lub(i) angielskiego, czego ja nie zrobiłem a potem cierpiałem (po za tym to wstyd dla absolwenta studiów). Bo lepsza praca inżynierska była w PL dla znających języki obce. Od 5 lat pracuję i mieszkam z rodziną w Irlandii. Wolałbym w PL ale miałem trochę większe oczekiwania finansowe po prawie 10 latach pracy. No i już wiem, że mój płynny angielski (mówiony a nie migany;) jest na 3 plus. A wielu po studiach humanistycznych najczęściej można znaleźć w supermarketach albo na zmywakach bo nawet nie znają języka.
    Politycy powinni trochę bardziej zreformować system studiów niż planują i ograniczyć przyjęcia na tego typu studia tzn. na nauczycielskie, socjologię itp. albo wprowadzić opłaty. Płacisz za to co chcesz a potem nie płacz, że wolałeś lekkie studia a nie ciężką fizyczną pracę.
    Pozdrawiam

  32. Może nie co inne spojrzenie.
    Uważam, że wyjście wykształconej młodzieży na ulicę jest wysoce prawdopodobne. Moment krytyczny nastąpi w momencie kiedy, osoby z wykształceniem technicznym, będą mieli problemy z znalezieniem adekwatnej pracy. Proszę zwrócić uwagę na portale z pracą! Kogo pracodawca potrzebuje, a mianowicie: przedstawicieli handlowych, specjalistów d/s finansowych itd. Pracuje fizycznie z osobami, które posiadają tytuł inżyniera. Dlaczego tak jest? Ponieważ rynek nie jest w stanie ich wchłonąć. Z mojego doświadczenia największymi, czy raczej najliczniejszymi pracodawcami są małe i średnie firmy, a one nie mają interesu w zatrudnianiu inżynierów(raczej dobierają pracowników z grona rodzina, albo znajomych). Zapewne są jakieś wyjątki od tej reguły, ale w dużej mierze jest to uzależnione od branży, miejsca itp. Mam też kilku znajomych po studiach humanistycznych, którzy pracują w branżach technicznych. Przede wszystkim dlatego, że w przeciwieństwie do inżynierów(nie generalizuje) znają dobrze języki obce, więc z tym dezawuowaniem kierunków humanistycznych nie przesadzałbym. Moim zdaniem chory jest system, a mianowicie: inżynier budownictwa, aby pełnić samodzielne funkcję na budowie musi po studiach wybrać się na magisterkę, odbyć praktyki i zdać egzamin na uprawnienia. Jeśli nawet studia nie są problemem, to problem zaczyna się w czasie poszukiwania pracy(pracodawca potrzebuje osoby z uprawnieniami, a przede wszystkim z doświadczeniem) . I mamy na rynku pracy rozgoryczonego człowieka. Takich przykładów jeśli chodzi o drogę kariery jest znacznie więcej. Pracy po prostu jest faktycznie mniej, widzę to po swoje branży. A prognozy, które mówią, że za kilka lat będzie brakowało nam dużej ilości inżynierów uważam za przesadzone(jak oni to policzyli?). Jak to powiedział jeden z moich kolegów, że łatwiej jest zrobić z górnika profesora, niż z profesora górnika(taka figura retoryczna, proszę się nie obrażać). Nie zgadzam się,że parownicy są mało elastyczni, roszczeniowi i itd. Sukcesem jest znaleźć pracy w pewnej i dużej firmie. Sporo ludzi pracuje na umowach śmieciowych( umowa zlecanie), mimo że według KP wykonują czynności na podstawie stosunku pracy.

  33. Może nieco inne spojrzenie.
    Uważam, że wyjście wykształconej młodzieży na ulicę jest wysoce prawdopodobne. Moment krytyczny nastąpi w momencie kiedy, osoby z wykształceniem technicznym, będą mieli problemy z znalezieniem adekwatnej pracy. Proszę zwrócić uwagę na portale z pracą! Kogo pracodawca potrzebuje, a mianowicie: przedstawicieli handlowych, specjalistów d/s finansowych itd. Pracuje fizycznie z osobami, które posiadają tytuł inżyniera. Dlaczego tak jest? Ponieważ rynek nie jest w stanie ich wchłonąć. Z mojego doświadczenia największymi, czy raczej najliczniejszymi pracodawcami są małe i średnie firmy, a one nie mają interesu w zatrudnianiu inżynierów(raczej dobierają pracowników z grona rodzina, albo znajomych). Zapewne są jakieś wyjątki od tej reguły, ale w dużej mierze jest to uzależnione od branży, miejsca itp. Mam też kilku znajomych po studiach humanistycznych, którzy pracują w branżach technicznych. Przede wszystkim dlatego, że w przeciwieństwie do inżynierów(nie generalizuje) znają dobrze języki obce, więc z tym dezawuowaniem kierunków humanistycznych nie przesadzałbym. Moim zdaniem chory jest system, a mianowicie: inżynier budownictwa, aby pełnić samodzielne funkcję na budowie musi po studiach wybrać się na magisterkę, odbyć praktyki i zdać egzamin na uprawnienia. Jeśli nawet studia nie są problemem, to problem zaczyna się w czasie poszukiwania pracy(pracodawca potrzebuje osoby z uprawnieniami, a przede wszystkim z doświadczeniem) . I mamy na rynku pracy rozgoryczonego człowieka. Takich przykładów jeśli chodzi o drogę kariery jest znacznie więcej. Pracy po prostu jest faktycznie mniej, widzę to po swoje branży. A prognozy, które mówią, że za kilka lat będzie brakowało nam dużej ilości inżynierów uważam za przesadzone(jak oni to policzyli?). Jak to powiedział jeden z moich kolegów, że łatwiej jest zrobić z górnika profesora, niż z profesora górnika(taka figura retoryczna, proszę się nie obrażać). Nie zgadzam się,że parownicy są mało elastyczni, roszczeniowi i itd. Sukcesem jest znaleźć pracy w pewnej i dużej firmie. Sporo ludzi pracuje na umowach śmieciowych( umowa zlecanie), mimo że według KP wykonują czynności na podstawie stosunku pracy.

  34. Bess pisze:
    2011-03-29 o godz. 08:25

    Masz absolutną rację.
    Chcąc upowszechnić kształcenie na poziomie średnim, trzeba było obniżyć poziom. Krzywej Gaussa nie da się oszukać!
    W ramach mitu o obniżaniu kosztów, zlikwidowano kształcenie zawodowe w szkołach przyzakładowych, przedszkola wyrównujące poziom startu, warsztaty szkolne.
    Subwencja oświatowa jest mniejsza niż koszty prowadzenia szkoły przez gminy. Żadna gmina nie będzie chciała utrzymywać szkół ponadregionalnych- górniczych, łączności, kolejowych, ceramicznych.
    W moim mieście zostały okrojone bądź zlikwidowane, tak samo jak internaty zresztą.
    Efekt? Za kilka lat odejdą ostatni wykształceni w starym systemie fachowcy. Co potem?
    Uruchomimy płatne kursy, gdzie za kasę otrzyma się właściwy kwitek, bez wnikania w wiedzę egzaminowanego…..

  35. Proszę sobie ocenić poziom intelektualny obecnych studentów na podstawie uczestników różnych teleturniejów, n.p.” 1 z 10 ” czy „gilotyna” lub inne. Mam takie wrażenie, że przeciętny maturzysta sprzed 30 lat prezentuje o wiele wyższy poziom niż obecne humanistyczne elity szkół wyższych.

  36. W świetle tematu dyskusji, ciekawe spostrzeżenie…..
    http://alfaomega.webnode.com/news/kapitalizm-do-naprawy-z-prof-januszem-reykowskim-rozmawia-krzysztof-pilawski/

    „Niedawno Donald Tusk w programowym tekście w ?Gazecie Wyborczej” wyznał: ?Dziś już wiem, że sama wolna konkurencja nie zapewni ładu społecznego i sprawiedliwości”, a Lech Wałęsa w felietonie dla Wirtualnej Polski uznał, że ?czas na komunizm XXI wieku”, ?komunizm nowego typu”, którego zadaniem jest ?planowe podejście do wyrównania przepaści międzyludzkich i nierówności poziomów życia. W innym wypadku wszyscy wpadniemy w przepaść, cała cywilizacja, bez różnicy – biedni i bogaci”. Wygląda na to, że obaj podobnie jak pan – są zwolennikami naprawiania demokratycznego kapitalizmu.”

  37. MDG? Brzmi ciekawie a co z inflacją? Nawet jeżeli by tych pieniędzy nie brać prosto z drukarni to wrzucenie ich na rynek trzeba zrównoważyć podażą dóbr i usług wytworzonych w kraju (ewentualnie zapewnienie odpowiedniego bilansu wymiany handlowej). Bo jak nie to może być katastrofa. Nie wiem jak w tym przypadku regulować długość kija i masę marchewki. Które są różne dla każdego społeczeństwa i każdego człowieka.

    Na początek proponuję bezpłatne przejazdy komunikacją miejską dla mieszkańców (podatników).

  38. Całkowicie się zgadzam z Monteskiuszem i Bessą (em).
    Właśnie teraz jest to b.ważne dla mnie.Praktycznie.
    Chodzi o mojego wnuka.Zdaje za rok maturę.
    Namawiam na zawodowe szkolenie ,nawet rzemieślnicze,byle rzetelne.Najlepiej za granicą.Języki posiada.W rodzinie inteligenckiej od pięciu pokoleń
    jestem odsądzany od czci wiary. Każde studia krajowe uważam za bezsensowne.Mając zawód i pracę zawsze można,może patrzę zbyt optymistycznie,jeżeli będzie ochota, zrobic studia.Wybrane świadomie.
    Z uwzględnieniem dojrzałych poglądów na własne predyspozycje i uwarunkowania rynku.Dorosłe życie
    z ciągłym lękiem egzystencjalnym o środki jest piekłem.
    Perspektywy MDG są odległe.Mam nadzieję,że nieprawdziwe.Dyskusja potrzebna.Politycy ,czy pseudo politycy,niezależnie od tzw „opcji” mają ją „w głębokim poważaniu”.

  39. „nie ważne czy Polska będzie biedna czy bogata, ważne by była katolicka” to jest cala ideologia rządzących elit z KOR, S i Krk.
    Do czasu jak będziemy mieli cztery stolice, Watykan, Waszyngton, Brukselę, W-wa i takie elity, to gadanie w III RP o tym co i jak zmienić nie ma sensu.

    Przy światowej nadwyżce rąk do pracy mówienie o zwiększeniu prokreacji to duże nieporozumienie

  40. wazne moim zdaniem jest w naszym kraju „cos” jeszcze, czyli kolejny raz nasi wplywowi decydenci powtarzaja ideologiczny buzz, ktory w krajach w ktorych probowano go realizowac juz dawno sie zdyskredytowal. przeciez ksiazki o brazylizacji swiata pracy [bez wzgledu na sektory] pojawialy sie juz pod koniec lat 90, tym czasem u nas slyszymy caly czas bajanie o knowlege-based economy oraz o kulturze jako nowej galezi gospodarki [jaki to miraz widza po dekadzie Niemcy, ktorzy utopili w Zaglebiu Ruhry potezne pieniadze].
    poza tym w ogole nie widac tych kwestii w debacie o OFE: dla mnie najważniejsze w tym emerytalnym mirażu jest to, że Balcerowicz jako ikona neoliberalnych przemian po 1989 roku, udaje, że ?zbrazylizowany? świat polskiej pracy nie jest faktem, że wszyscy potencjalni emeryci pracują w oparciu o stosunek pracy [pełen etat] oraz, że od 100% dochodów ma odprowadzana składkę? historie życiowe sporej części obywateli tego kraju są dość radykalnie rozbieżne z takimi iluzjami. w takim razie skąd te tysiące osób w agencjach pracy czasowej? skąd tysiące zatrudnione z płacą minimalną w umowie? skąd te tysiące dla których głównym składnikiem pensji jest bonus za plany sprzedażowe a podstawą maja głodową? skąd te tysiące na samozatrudnieniu bo przez 2 lata mogą płacić niecałe 400 PLN?ów składek wiec pracodawca dał im prosty wybór [ a pewnie spora liczba z nich jak skończy się ulga zarejestrują firmę na jakiegoś emeryta w rodzinie i będa balansowały na granicy ryzyka] ? co z tysiącami permanentnie zatrudnionymi w szarej strefie i osobami, którym pracodawca nie opłacał składek? ale własnie te fakty miała przykryć min. reforma Buzka: wszak [głosi to chyba otwarcie jedynie Profesor Orłowski] jednym z głównych celów było radykalne obniżenie stopy zastąpienia.. w końcu z czego finansować system repartycyjny skoro rzeczą bardziej katastrofalna niż hipotetyczne procesy demograficzne [w końcu może wybuchnąć np. krwawa wojna o zasoby] jest forma w jakiej sporej liczba osób jest zmuszona pracować… w końcu wywiad z Marcelem z Polityki przeszedl praktycznie bez echa http://www.polityka.pl/rynek/1513944,1,rozmowa-z-mario-marcelem-ekonomista.read

  41. Monteskiusz dosyc dobrze sprawe ujal na przykladzie Niemiec i zasad funcjonowania tamtejszego spoleczenstwa. Z wlasnych doswiadczen moge powiedziec, ze rzetelnej wiedzy jest w Niemczech nadal zywy. Fatalny jest pod tym wzgledem system anglosaski. I jeszcze jedna uwaga. Dawniej firmy zatrudnialy pracownika na wiele lat, jesli nie na cale zycie. Oplacalo sie wtedy inwestowac w mlodego absolwenta. Obecnie okres zatrudnienia to kilka lat ( chyba +- 5) i potem drogi sie rozchodza. Mlody czlowiek potrzebuje kilku lat pobytu w pracy by byc pracownikiem wartosciowym, a czasu tego obecnie jest za malo. Wobec tego calkiem logiczym podejsciem jest zatrudnienie kogos z doswiadczeniem zamiast wyksztalconego „zoltodzioba”.

    Pozdrawiam

  42. Panie Edwinie!
    Jest Pan z pewnością świetnym ekonomistą, nie najgorszym socjologiem-teoretykiem, futurystą może nawet wybitnym, ale żeby w tym wszystkim zabrakło Panu elementarnych zasad psychologii albo wręcz chłopskiego rozumu?
    Przecież, jeśli zagwarantujemy (z jakich pieniędzy – nie mamy ich) WSZYSTKIM Minimalny Dochód Gwarantowany, to jakieś 90 procent społeczeństwa przestanie robić COKOLWIEK !!! Urzędnicy przestaną przychodzić do pracy, no dobra, czasem przyjdą poplotkować, ponarzekać na życie i … przegonić natrętnego petenta! Nie przypomina to Panu czegoś?
    Przecież to wszystko już było! W PRL-u! Obowiązek pracy to, jakby nie patrzeć, gwarancja MDG! W PRL-u nie było wolontariatu. Każda praca („czynów społecznych” nie liczę – to były jednorazowe awantury) łączyła się z nieodzowną pensją. Czy się mylę.
    A co do pracy babci przy opiece nad wnuczkiem – ależ ona nie jest darmowa! Myśli Pan, że babcia niczego nie dostaje? Ależ dostaje bardzo wiele: miłość wnuczka, wdzięczność dzieci, realizację podstawowych potrzeb człowieka (potrzeba akceptacji). Wdzięczność rodziców dziecka nierzadko zresztą się materializuje, a to już jest wynagrodzenie za pracę. Może i ma Pan wiele wizjonerskich przemyśleń, ale bez uwzględniania podstawowej wiedzy o naturze człowieka, o jego psychice, funta kłaków nie będą warte!

  43. @steelman: Darmowe przejazdy komunikacją miejską przećwiczyli Rosjanie z katastrofalnym efektem (czyli takim, jakiego można było się spodziewać 😉 ).

    Mieszkańcom Moskwy będącym na emeryturze pozwolono korzystać ze środków transportu miejskiego całkowicie za darmo. Tak bardzo spodobało im się to rozwiązanie, że większość dnia spędzali na jeżdżeniu z jednego krańca miasta na drugi (a Moskwa jest DUŻYM miastem ;)) w celu zapełnienia sobie dnia i wyszukiwania lepszych cen na produkty spożywcze. W efekcie miasto każdego dnia dokładało do statystycznego emeryta dziesiątki rubli, tylko po to, aby ten mógł zaoszczędzić kilka kopiejek na zakupie kawałka mięsa.

  44. Spójrzcie jak to robią Czesi
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9342555,Czesi__nie_studiujcie_.html

    Zawsze podziwiałem ich pragmatyzm, może naśladować?

  45. Pański artykuł uważam za bardzo trafną analizę sytuacji osób młodych na rynku pracy. Sama jestem dobitnym przykładem, potwierdzającym Pana tezy: ukończyłam dwa kierunki studiów (nauki społeczne) magisterskich, studia podyplomowe (projekty unijne, pisanie i zarządzanie), w przerwach międzysemestralnych pracowałam zagranicą (żeby nie zarzucono mi braku doświadczenia), odbyłam praktyki studenckie w ambasadzie RP, napisałam projekt unijny (przeszedł) w ramach wolontariatu dla organizacji pozarządowej (żeby nie mówiono, że nie mam doświadczenia w pisaniu projektów unijnych), posiadam także certyfikat z zagranicznej szkoły językowej. Pracy szukałam przez rok w jednym z największych polskich miast, gdzie rzekomo nie ma wcale bezrobocia. Jedyne co proponowano mi na rynku pracy to oferty telemarketingu tudzież akwizycję. Od pół roku mieszkam zagranicą wraz z mężem (który w Polsce miał identyczne problemy z pracą). Nie zanosi się na powrót do kraju.

  46. Drogi panie Bendyka stal sie Pan niestety ofiara legendy. Tunezyjski handlarz owocow nie mial nawet matury. Jego rzekome wyksztalcenie, mialo jedynie sluzyc mobilizacji arabskich akademikow.
    Mysle, ze problemem polskich akademistow nie jest zbyt wysokie wyksztalcenie i nadmierna wiedza, a raczej jej brak. Przyrost ilosci wyzszych uczelni i ich absolwentow w Polsce, szedl w parze z dewaluacja ich wyksztalcenia. Wiele szkol wyzszych stalo sie zwykla przechowalnia mlodych ludzi, odciazajaca jedynie rynek pracy.
    Obciazanie gospodarki za to, ze nie ma przeznaczenia dla zle, albo w niewlasciwych kierunkach wyksztalconej mlodzezy, jest conajmniej zdumiewajacy. W wolnym kraju kazdy sam jest kowalem swojego losu.
    Wszystkim bezrobotnym akademikom polecam ?die Walz?. Tak nazywano kiedys w Niemczech wedrowke czeladnikow w celu zdobywania doswiadczenia zawodowego i zyciowego i wyzwolenia sie na mistrza. Europa stoi dla was otworem. Zdobywajcie nowe doswiadczenia. Kurczowe trzymanie sie ksiezulkowej sukienki uszczesliwi tylko Ksiedza Proboszcza.

  47. Bardzo ciekawy tekst. W komentarzach mocno dostaje się wszelakiej maści humanistom. W dużej mierze zgadzam się z tymi atakami, ale z drugiej strony nie uważam, że młody inżynier jest lepiej przygotowany do wejścia na rynek pracy. Jeżeli mówimy o spadku jakości absolwentów szkół wyższych dotyczy to zarówno humanistów, jak i inżynierów. Bardzo uogólniłem, ale w większości przypadków tak jest. O tym czy ktoś się odnajdzie na rynku pracy zależy przede wszystkim od jego predyspozycji charakterologicznych (odwaga, pracowitość, spryt itp.) i szeroko rozumiane znajomości.

  48. Z całym szacunkiem ale jeśli Pan rozumie proletaryzację tak jak ją rozumiał Marks to cały ten tekst jest jakimś nieporozumieniem. Ludzie z wyższym wykształceniem w sensie statystycznym w Polsce się nie proletaryzują.

    Podobnie porównywanie deskilingu do pracy na taśmie w fabrykach Forda też jest IMHO jakimś nieporozumieniem. Do przykręcania śruby przez 8 godzin dziennie nie potrzeba żadnej wiedzy, anie specjalistycznej ani szerokiej. Nawet jeśli coś jest na rzeczy to robotnicy Forda nie byli żadnymi proletariuszami tylko w najgorszym razie przedstawicielami niższej klasy średniej.

    I last but not least biadanie nad nadprodukcją wykształconych warstw społeczeństwa w Polsce ma co najmniej 80?letnią historię. Już przed wojną narzekano że zbyt wielu ludzi ma maturę.

  49. Obawiam się, że jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Poziom kształcenia na uczelniach wyższych. Proszę wybaczyć, ale większość uczelni dziś rozdaje dyplomy w zamian za wpłatę czesnego. Mam kilku znajomych studiujących obecnie na „uczelniach wyższych”. Poziom żenujący. Sam ukończyłem studia na politechnice, wiele lat temu. Z czterystu osób na początku zostało siedemdziesiąt. Matematyka wykończyła resztę. Nie było udawania. Dziś absolwent po niewiele różni się od kandydata przed studiami. No może tylko posiadanym dyplomem. Wiedza to nie dyplom. Jeśli ktoś uważa, że dyplom magistra można dostać po sześciu godzinach matematyki, sześciu marketingu, czterech godzinach zarządzania strategicznego i dziesięciu z całej reszty przedmiotów, to gratuluję dobrego samopoczucia, ale w moich kategoriach to żaden magister.

  50. Wszystko wskazuje na to, że jedynym właściwie rozwiązaniem problemu bezrobocia technologicznego jest paradoksalnie postępująca automatyzacja systemu produkcji. Kwestia nie polega na odpowiedzi na pytanie jakiej technologi użyć, tylko jak przebudować fundamenty na których spoczywa obecne społeczeństwo konsumpcyjne. Jak podkreśla autor tekstu kapitalizm obecnie zbliża się do momentu w którym zapadnie się pod własnym ciężarem, w końcu jak miałoby być inaczej w społeczeństwie wzniesionym na fundamentach mechanizmów rynkowych ? Skoro jesteśmy w stanie zastąpić prace ludzi praca maszyn z pożytkiem dla nich samych dlaczego nie mielibyśmy tego zrobić ? taka szansa otwiera nieosiągalne wcześniej możliwości dla budowy nowego typu społeczeństwa obywatelskiego w którym forma codziennej aktywności nie jest zdeterminowana jedynie kwestią zdobywania środków do życia. Zakładając, że zaspokajanie ludzkich potrzeb i redukcja uciążliwej pracy są nadrzędnym celem każdej ludzkiej wolności, to jest jeszcze dożo do zrobienia.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php