Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

30.03.2011
środa

Polska z atomem czy bez?

30 marca 2011, środa,

Ostatnio przyjaciele ze środowisk zielono-ekologicznych pytali, po lekturze tekstu o ryzyku w ubiegłotygodniowej „Polityce”, czy zmieniłem zadanie na temat energetyki jądrowej i stałem się jej zwolennikiem (dodam tylko, że jestem członkiem Rady Zielonego Instytutu i współautorem dokumentu Zielony Nowy Ład). Zdania nigdy nie zmieniałem (można sprawdzić w archiwum „Polityki”) – jestem sceptyczny wobec programu rozwoju energetyki jądrowej w Polsce i jestem przeciwny krytyce technologii jądrowych opartej na irracjonalnym strachu wynikającym z radiofobii. Nie ma technologii nie wiążących się z ryzykami, można je szacować i ten szacunek powinien być jednym z elementów uwzględnianych podczas podejmowania decyzji.

Kluczowy jest sam proces decyzyjny. Fukushima pokazuje, że programy jądrowe w Japonii i Francji otoczone były ścisłą tajemnicą. Obywatele nie mieli dostępu do informacji o tym, co dzieje się wewnątrz elektrowni. Technokraci przekonywali, że ludzie i tak nie zrozumieją technicznych zawiłości, lepiej oddać sprawę fachowcom i nie przeszkadzać im kontrolą ze strony opinii publicznej. Fachowcy jednak spuszczeni z oka zachowują się podobnie jak politycy – brykają, i chodzą na skróty, oszczędzając na przestrzeganiu zbyt złożonych procedur.

Charles Perrow w świetnej książce „The Next Catastrophe” analizuje zagrożenia wynikające  z rozwoju złożonych systemów technicznych. Do takich należą też elektrownie jądrowe. Problem leży nie tylko w złożoności technologii, lecz mechanizmów działania ludzkiej części systemu. Perrow opisuje zaniedbania w amerykańskich elektrowniach atomowych na skutek oszczędności i pobłażliwości instytucji kontrolnych zmuszanych do tolerowania tych zaniedbań pod presją polityczną (ulubionym zajęciem Kongresu w okresie prezydentury Busha było cięcie budżetu państwowych instytucji kontrolnych, by zbytnio nie przeszkadzały biznesowi w pracy).

Jak więc widać, zaniedbania są wadą systemową – odnotowano je w Japonii, USA i Francji – krajach o najwyższej kulturze technicznej. Jak będzie w Polsce? O tym jutro (zapraszam do bloga w samo południe). Kwestię energetyki jądrowej podejmują także bracia Stefan i Andrzej Bratkowscy w książce „Gra o jutro 2”. Są sceptyczni z wielu względów: kwestia odpadów i kosztów likwidacji elektrowni w przyszłości, które obciążają inwestycję w sposób nieprzewidywalny. Dalej – wzmacnianie monopolu energetycznego, co z kolei prowadzi do patologii na rynku (a Perrow dodałby, do wymknięcia się systemu spod kontroli politycznej i publicznej).

Miałem wczoraj okazję prowadzić spotkanie promocyjne tej książki, obok autorów uczestniczył w nim m.in. Jan Krzysztof Bielecki, obecnie przewodniczący Rady Gospodarczej przy Premierze. Zapytałem go, co sądzi o zastrzeżeniach Bratkowskich. JKB jak mógł, starał się nie odpowiedzieć zasłaniając brakiem odpowiedniej wiedzy fachowej. Nie pytałem wszakże o mechanizm działania reaktora, tylko o mechanizm działania państwa w kwestii tak ważnej strategicznie decyzji.

Fukushima, a także ukazywana pod jej wpływem mniej wygodna prawda na temat programów jądrowych we Francji i USA pokazują, że fachowcy potrafią być zbyt nieodpowiedzialni, by im pozostawić decydowanie w tak ważnych sprawach. Włączenie społeczeństwa nie może jednak ograniczyć się jedynie do np. referendum. Owszem, powinno wieńczyć ono proces społecznej debaty, na którą nie powinno żałować się czasu. Debaty, a nie akcji promującej program energetyki jądrowej, jak jest w obecnych planach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. Wszystko wskazuje na to, że górnictwo węgla kamiennego podzieli losy polskich stoczni, ponieważ brakuje wyobraźni kolejnym rządom i licznym szefom związkowym. Oczywiście można to wszytko odbudować, pokłady węgla pozostaną tam gdzie są, a przyszli właściciele koncesji i kopalń będą już liczyć za swój surowiec o wiele więcej i kto wie czy nie lepiej będzie zastąpić energetykę opartą na węglu siłowniami atomowymi. Praca w podziemiach kopalń jest straszna ( przepracowałem 28 lat) i wszystkim „ekologom” proponuję zrobić na sobie test w tych warunkach, a potem poproszę o wrażenia. Tak , tak, uran też należy wydobyć z ziemi, ale nie mówimy w tym wypadku o setkach tysięcy górników narażonych na niedogodności fedrowania węgla. Jak już pojawia się okazja do wyrwania z ziemi węgla brunatnego ( też w Polsce występującego w dużych ilościach), to znowu „ekolodzy” maja za złe, bo coś tam w przyrodzie się zakłóci. To prawda, ale każda działalność człowieka zawiera się w tekście:” pero, pero, wszystko równa się zero”. Generalnie jest tak, że każde spalanie (węgla, ropy, drewna, słomy itp.) wiąże się z wydzieleniem do atmosfery dwutlenku węgla. Wiatraki to szubienica dla ptaków, a siłownie wodne dla ryb, więc przestańmy się czarować, że coś jest dla środowiska neutralne.
    Obrońcy środowiska jakoś nie protestują, że urządzenia którymi się posługują na co dzień, mają wbudowaną funkcję czuwania, pochłaniającą olbrzymie ilości energii elektrycznej. Nie wszyscy z nich mają ochotę pogodzić się z faktem, że gigantyczne hodowle rzeźnych zwierząt, emitują do atmosfery gazy cieplarniane, będące podstawowym ( według ich teorii) zagrożeniem bilansu składu ziemskiej atmosfery.
    Wobec tych wszystkich realnych zagrożeń, energetyka jądrowa jawi się jako prawdziwe antidotum na bolączki naszej cywilizacji. Poza tym, kolejny skok cywilizacyjny jest możliwy tylko i wyłącznie dzięki produkcji taniej energii ( podobnie jak stało się z produkcją stali – nadal jesteśmy w tej epoce).

  2. Tylko tyle, ze pan, Panie redaktorze, wzorem JKB, tez sie uchyla od odpowiedzi. Prosze o konkrety a nie ogolniki.

  3. @gjs: dzięki za komentarz. Nie uchylam się – piszę i pisałem, że energetyka to może być jedna z opcji, wcześniej jednak trzeba uzgodnić inne kwestie, jak model rozwoju społeczno-gospodarczego w ogóle i wynikający stąd kształt systemu energetycznego (choćby kwestia sieci przesyłowych). Sam niestety nie jestem w stanie zrobić porównania dla Polski efektów budowy systemu energetyki rozproszonej, opartego na mniejszych, zdecentralizowanych źródłach energii – chętnie by? zobaczył, jak wygląda jego sensowność z punktu widzenia społecznego, bezpieczeństwa energetycznego, ryzyk i kalkulacji finansowej. Dopiero potem wolałbym decydować.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Piszesz Edwinie, „fachowcy potrafią być zbyt nieodpowiedzialni, by im pozostawić decydowanie w tak ważnych sprawach”

    Czy naprawde sadzisz, ze wola spoleczenstwa wyrazona np. w referendum jest „odpowiedzialna”? Czy moze uwazasz, ze w ramach spolecznej debaty mozna znalezc optymalne rozwiazanie problemu? Popatrz co sie dzieje w sprawie OFE.

    A poza tym jak ma niby wygladac ta debata? My sobie podabatujemy, a w tym samym czasie 10000 oszolomow pojdzie palic opony w Aleje Ujazdowskie? I kogo myslisz rzad bedzie sluchal? Spojrz na Niemcy.

    Wiec moze jednak, niech to fachowcy rekomenduja optymalne rozwiazania. Zaufanie jest chyba najwazniejszym czynnikiem spajajacym spoleczenstwa.

    Pozdrawiam. Jurek

  6. Energia warunkuje poziom życia. Nikt nie będzie pytał o pochodzenie prądu w gniazdku, wszyscy o to, dlaczego go nie ma.
    Również ekolodzy……
    Źródło energii to decyzja polityczna. A jaką możliwość wyboru ma polityk uzależniony od czteroletniej kadencji? Przy dziesięcioletnim przynajmniej cyklu budowy?
    Na renowację pogierkowskich urządzeń trzeba wydać co najmniej 100 miliardów zł……
    Przy znanych problemach finansowych i nieczytelnych regułach gry, żaden z wielkich graczy energetycznych nie podejmie ryzyka budowy nowych obiektów.

  7. Panie Edwinie! Błagam niech Pan coś napisze, bo od wczoraj nie mogę wyjść ze zdumienia, że „Polityka” – było nie było – poważny tygodnik opinii, wydrukował ten straszny, żenujący paszkwil Jarosława Kaczyńskiego. Czy to jest żart primaaprilisowy? (pod „felietonem” widnieje data 1 kwietnia 2011), czy też redakcja „Polityki” kompletnie oszalała i w ramach źle pojętego pluralizmu postanowiła pozwolić prezesowi na wylewanie pomyj na swoich łamach? Jedyne co mnie ogarnia po wczorajszej lekturze to zniesmaczenie. Z poważaniem (jeszcze) wierny czytelnik

  8. @fi

    Nie trzeba pytac redaktorow, by wiedziec, ze to zart. JK nigdy by do Polityki nie napisal przeciez

  9. @J. Kowalski-Glikman: Jurku, głos ekspertów jest kluczowy, to jednak nie oni podejmują decyzje, tylko politycy. Kontrolować trzeba jednych i drugich, bo każda władza – czy to polityczna, czy ekspercka ma dziwną skłonność do degeneracji. Pilnie śledzę analizy tego co działo się w Tepco, pilnie śledzę debatę francuską – co mi po ekspercie, który ukrywa przed społeczeństwem dane o skażeniu promieniotwórczym, gdy przekroczyło ono dopuszczalne normy? A tak robił po 1986 r. szef francuskiego odpowiednika CLOR.
    Natomiast publiczna debata daje się zaprojektować i zarządzać w sposób racjonalny, tak jak budowa elektrowni. Obawa przed prawdziwymi konsultacjami społecznymi przypomina natomiast obawy fundamentalistów ekologicznych przed atomem. Debata oznacza jednak gotowość do rozmowy o alternatywach i gotowość do rezygnacji ze swojego stanowiska.
    Jeśli chodzi o OFE to raczej argument na moją korzyść. Przecież żadnej debaty publicznej nie było. Dyskutowali eksperci. I co pokazali? Pozdrawiam

  10. Panie Redaktorze,

    Czytałem Pana w niedawnej papierowej Polityce, i czytam tego bloga.
    Jestem jak najbardziej za tym, żeby społeczeństwo informować, żeby nie straszyć, jak to robią szeroko rozumiani ekolodzy.
    Ale czy jest Pan pewny, że ludzie tak naprawdę chcą decydować w takich sprawach?
    Bo moim zdaniem, większość nie. Chce komuś zaufać, zepchnąć na kogoś odpowiedzialność. Nie jestem technokratom, a tak uważam.
    Jeżeli będziemy chcieli ludzi zmusić do podjęcia decyzji, to powiedzą nie.na wszelki wypadek. Podejmą niekorzystną dla siebie decyzje. Takie sprawowanie władzy nazywamy populizmem.

    Cieszę się, że Charles Perrow tak świetnie potrafi potrafi przeanalizować zagrożenia płynące z rozwoju energetyki jądrowej. Ale ta energetyka się rozwija na całym świecie wiele lat i praktyka pokazuje, że to strachy na lachy.

    Pisze Pan: „Perrow opisuje zaniedbania w amerykańskich elektrowniach atomowych na skutek oszczędności i pobłażliwości instytucji kontrolnych zmuszanych do tolerowania tych zaniedbań pod presją polityczną (ulubionym zajęciem Kongresu w okresie prezydentury Busha było cięcie budżetu państwowych instytucji kontrolnych, by zbytnio nie przeszkadzały biznesowi w pracy).

    Myślę, że gdyby opisywał elektrownie wodne, węglowe czy jakiekolwiek inne, też by miał co opisać tyle, że te zaniedbania nie wywołują u nikogo emocji.
    Bo te emocje są związane właśnie z radiofobią.
    Pobłażliwość pod presją polityczną?
    Śmiała teza, ocierająca się o spiskowe teorię.
    A może zdrowy rozsądek i patrzenie przez palce na absurdalnie ponad miarę wyśrubowane normy bezpieczeństwa pod presją polityczną?

    Jeżeli Fukushima coś nam pokazała, to właśnie nadzwyczajne bezpieczeństwo energetyki jądrowej.
    Na kilkanaście tysięcy ofiar straszliwego kataklizmu, nikt nie zginął od atomu.
    Teraz czekam, nie żartuje, na raport na temat zaniedbań w systemie bezpieczeństwa. Już się takie przebitki do prasy pokazały.
    Bo udowodnią, że mimo niespotykanego trzęsienia ziemi i licznych zaniedbań system okazał się bezpieczny.
    Warto rozważać:) ale czasem się warto po prostu do doświadczeń odwołać, jak są.

  11. Nie ma technologii nie wiążących się z ryzykami, można je szacować i ten szacunek powinien być jednym z elementów uwzględnianych podczas podejmowania decyzji. DOTYCZY TO RÓWNIEŻ TZW „ZIELONYCH” ŹRÓDEŁ ENERGII I NIE WOLNO O TYM ZAPOMINAĆ. SZCZEGÓLNIE ŻE LUDZIE KRYTYKUJĄCY ENERGIĘ Z ATOMU NIE ZDAJĄ SOBIE SPRAWY JAK PASKUDNE SĄ SKUTKU UBOCZNE NP. WIATRAKÓW I BIOPALIW. DZIEJE SIĘ TAK DLATEGO, ŻE

    Obywatele nie mają właściwego dostępu do informacji o tym, co dzieje się wewnątrz „ZIELONYCH” elektrowni. ZIELONI Technokraci przekonują, że ludzie i tak nie zrozumieją technicznych zawiłości, lepiej oddać sprawę fachowcom i nie przeszkadzać im kontrolą ze strony opinii publicznej. Fachowcy jednak spuszczeni z oka zachowują się podobnie jak politycy ? brykają, i chodzą na skróty.

    O WŁAŚNIE – DOKŁADNIE TAK JEST Z ZIELONĄ ENERGIĄ – LUDZIE NIE ZDAJĄ SOBIE SPRAWY, ŻE NIE JEST TO ŻADNA ALTERNATYWA, ANI ZE WZGLĘDÓW ENERGETYCZNYCH, ANI EKOLOGICZNYCH I WPŁYWU NA LUDZI.
    Ja uważam, że obecnie nie ma alternatywy dla energii jądrowej. Liczby nie kłąmią

  12. Panie Edwinie, a skąd czerpie Pan wiedzę o tym, że kampania na temat energetyki jądrowej będzie „promocyjna”? W ogłoszeniu o zamówieniu publicznym na stronach MG (http://bip.mg.gov.pl/node/11280) mówi się o „kampanii informacyjnej”. Czyżby była to „wiedza” od tych zaprzyjaźnionych „ekologów” :-), którzy już dawno mówią o rządowej propagandzie atomowej, choć kampania jeszcze w ogóle nie ruszyła.

  13. @monter: Z dokumentu, do którego Pan odsyła. Oto choćby mały cytat:

    Dlatego w pocza?tkowej fazie promowania idei wykorzystania w Polsce energetyki ja?drowej nie jest możliwe uzyskanie jednoznacznego społecznego poparcia, nie mówia?c już o entuzjazmie dla takiego rozwia?zania. Realnym celem jest natomiast uzyskanie przyzwolenia wyrażanej jako akceptacja dla swoistej ?obiektywnej koniecznos?ci?. Nie należy jednak sprowadzac? energetyki ja?drowej do poziomu ?zła koniecznego?.

    Jak wół jest o promowaniu. To zresztą logiczne, skoro decyzja jest podjęta, to jak ów dokument zakłada, kampania informacyjna będzie miała charakter kampanii marketingowej.

  14. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że uzyskiwania energii z atomu jest obecnie najbardziej realną, opłacalną i dopracowaną już metodą zaspokojenia narastającego głodu energetycznego ludzkości (co w przyszłości nie wyklucza odkrycie i wypracowania innych lepszych metod, np. fuzja).( Alternatywą mogłaby być planowanie i kontrola urodzeń w skali światowej, co wydaje się zupełnie nierealne, gdyż to tylko częściowo powidło się wcześniej w Chinach i obecnie już nawet tam nie funkcjonuje.) Czy polscy przeciwnicy energetyki jądrowej wierzą naiwnie, że Francuzi, czy Japończycy są mniej rozsądni i roztropni od nich ? Nad energią z tzw. źródeł alternatywnych także warto pracować, ale w obecnie stosowanych technologiach stanowić one mogą tylko uzupełniające źródła energetyczne.

  15. Panie Edwinie, no to ja też zacytuję fragment, ale z ogłoszenia o zamówieniu:

    „Z istoty wybranego trybu przeprowadzenia postępowania wynika brak możliwości sformułowania szczegółowego opisu przedmiotu umowy przed zakończeniem dialogu konkurencyjnego z zaproszonymi wykonawcami. Do ogłoszenia o wszczęciu postępowania załączono koncepcję kampanii informacyjnej dotyczącej energii jądrowej wykonanej na zlecenie Departamentu Energii Jądrowej. Stanowić ona będzie podstawę do negocjacji.”

    Z tego wynika, że opis przedmiotu zamówienia ukształtuje się dopiero po zakończeniu tzw. dialogu konkurencyjnego (jest to jeden z trybów udzielana zamówień publicznych). Nie jest jeszcze przesądzone jak będzie ostatecznie wyglądał ten opis , bo dyskusja wciąż trwa. To miałem na myśli, kiedy pisałem o rzekomej wiedzy środowisk „ekologicznych na temat charakteru tej kompanii.

    Nie przesądzając co ostatecznie znajdzie się w treści koncepcji kampanii, która wygra, to nawet w cytowanym dokumencie jest mnóstwo działań inicjujących dyskusję nt. EJ w bardzo różnych środowiskach. Dlatego pisanie o kampanii „promocyjnej”, czy „propagandowej” jak lubią robić to tzw. „ekolodzy” jest zwyczajnie niesprawiedliwe.

    Zwłaszcza w kontekście tego jak duża ilość działań promocyjnych (niekiedy wprost tak nazwanych!) na poziomie rządowym i unijnym, jest podejmowana w kontekście OZE i innych inicjatyw lubianych przez tzw. „zielonych”, np.:
    1) Kampania Komisji Europejskiej na rzecz Zrównoważonej Energii (m.in. promocja instalacji i projektów energii odnawialnej): http://www.mos.gov.pl/kategoria/3272_kampania_komisji_europejskiej_na_rzecz_zrownowazonej_energii/,
    2) działania wspierające finansowo OZE
    „Obok ww. wsparcia systemowego przewiduje się także bezpośrednie wsparcie finansowe dla realizacji inwestycji związanych z energetyką odnawialną. Wsparcie to będzie udzielane w znacznym stopniu ze środków Unii Europejskiej. Dotyczy to budowy nowych mocy w zakresie OZE, budowy i rozbudowy sieci przesyłowych umożliwiających przyłączanie nowych jednostek wytwórczych, a także produkcji urządzeń na rzecz energetyki odnawialnej. Na inwestycje w OZE przeznaczane są także środki Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.”
    (http://www.mg.gov.pl/Gospodarka/Energetyka/Odnawialne+zrodla+energii),
    3) dyrektywa 2009/28/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23 kwietnia 2009 r. w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych,
    4) kampania „Budowa koalicji i sieci partnerskiej na rzecz promocji odnawialnych źródeł energii” – realizowana przez Fundację na rzecz Efektywnego Wykorzystania Energii ze środków Phare (http://www.oze.info.pl/oprojekcie/index_html),
    5) kampania informacyjną na rzecz racjonalnego wykorzystania energii pod hasłem ?Czas na oszczędzanie energii? (http://www.mg.gov.pl/node/10722)
    etc……..

    Myślę więc, że w licytacji które działania: te popierane przez „ekologów” czy EJ są mocniej „promowane”, to energetyka jądrowa jednak przegrywa.

    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php