Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

31.03.2011
czwartek

Polski program jądrowy – lot we mgle?

31 marca 2011, czwartek,

Społeczna Rada Narodowego Programu Redukcji Emisji opracowała uwagi do „Prognozy oddziaływania na środowisko programu polskiej energetyki jądrowej” (dokument będzie dostępny w witrynie Rady). Prognoza to jedno z kluczowych opracowań potrzebnych dla rozpoczęcia programu jądrowego. Zasadnicza konkluzja jest krótka i smutna:

„Prognoza” nie spełnia standardów formalnych stawianych dla oryginalnych opracowań i tym samym wyklucza to możliwość przeprowadzenia pełnej analizy merytorycznej przedstawionych tez i zagadnień.

Dlaczego? Bo:

Nadmienić należy również, że „Prognoza” opracowana została w bardzo krótkim czasie (około miesiąca). Z drugiej jednak strony przedstawiony do konsultacji dokument jest niezmiernie obszerny – liczy 1080 s. (785 s. „Prognoza” i 295 s. „Załącznik”). Jednakże już samo przejrzenie materiałów ukazuje istotne błędy w dokumencie (patrz poniżej dwie uwagi szczegółowe). Dużo bardziej istotne jest jednak spostrzeżenie, że opracowanie to nie spełnia norm stawianych opracowaniom oryginalnym, gdyż znaczne jego fragmenty są kopiami innych dokumentów.

Po prostu istotne fragmenty dokumenty powstały metodą copy-paste i zostały zaczerpnięte z Internetu, ze źródeł opatrzonych copyrightem i za które często autorzy nie ponoszą odpowiedzialności. Jak to się stało? Ano Ministerstwo Gospodarki ogłosiło przetarg na prognozę, jako kryterium dając cenę. Wygrała więc oferta najtańsza, kosztująca 140 tys. zł. Dla porównania najdroższa opiewała na 1,6 mln. Eksperci z którymi rozmawiałem mówili, że za 140 tys. przy takiej robocie nie ma co nawet wstawać do pracy. Chyba że podejdzie się sposobem studencko-postmodernistycznym i skorzysta z otchłani Internetu, na zasadzie że wszystko zostało już napisane. Autorzy oceny z SRNPRE konkludują:

Należy również podkreślić, że bezpieczeństwo energetyki jądrowej w olbrzymim stopniu zależy od przestrzegania przyjętych procedur i standardów. Zaakceptowanie przez Ministerstwo Gospodarki „Prognozy”, dokumentu który narusza procedury, podważa zaufanie do autorytetu Państwa w kwestii dotrzymania standardów w innych obszarach, w tym związanych bezpośrednio z bezpieczeństwem energetyki jądrowej.

Błędy w prognozie, jak np. dotyczący kwestii składowania odpadów powodują, że:

Z jednej strony należy zgodzić się z autorami „Prognozy”, że podjęcia faktycznych działań mających docelowo rozwiązać problemy związane z wysokoaktywnymi odpadami i wypalonym paliwa nastąpi dopiero za kilkadziesiąt lat. Tym niemniej opracowanie wariantowych strategii jest niezbędne już teraz, gdyż inaczej wystąpi znaczna niepewność oceny kosztu programu energetyki jądrowej oraz jej wpływu na środowisko. Należy też dodać, że współcześnie dostępne technologie przerobu wypalonego paliwa nie eliminują go, a jedynie prowadzą do zmniejszenie jego ilości. W dodatku technologie te są kosztowne, dużo droższe niż dzisiejsze technologie głębokiego, podziemnego składowania. Dlatego też wariant strategii przewidujący budowę i uruchomienie w odpowiednim czasie składowiska wydaje się, że powinien być integralną częścią programu budowy w Polsce elektrowni jądrowych. Tymczasem w „Prognozie” brak jest analizy wpływu na środowisko wysokoaktywnych odpadów i wypalonego paliwa przy założeniu scenariusza zgodnego z dziś dostępnymi technologiami. Brakuje też analiz środowiskowych dla budowy głębokiego, podziemnego składowiska.

Innymi słowy, ktoś się z nami niebezpiecznie bawi (swoją drogą wielu ekspertów już wcześniej negatywnie oceniało Prognozę, nie chcieli jednak dzielić się głośno wiedzą, bo albo byli uczestnikami innych zespołów startujących w przetargu, albo bali się, że rzucą cień na program jądrowy). Nieustannie słyszymy, że energetyka jądrowa będzie tańsza od innych źródeł energii, tymczasem nie mamy żadnych podstaw do przeprowadzenia pełnej analizy finansowej. Gorzej jednak: jeśli cały program realizowany jest w podobny sposób, jak przygotowano proces opracowania „Prognozy”, to mam powody czuć się głęboko zaniepokojony.

Zacznijmy w końcu poważnie rozmawiać o energetyce jądrowej w Polsce, zamiast bredzić. Nie wmawiajmy ludziom, że można wybudować elektrownie do 2020 r., bo dziś nawet Francuzi nie budują tak szybko (chyba, że jak przy „Prognozie”, pójdziemy na skróty). Nie mówmy, że będzie tanio, bo nie ma w tej chwili podstaw do tego rachunku. A to, że będzie bezpiecznie (nie w sensie technologicznym, lecz zarządczym), trzeba pokazać. Pierwsza prezentacja wypadła żenująco.

Powtarzam wniosek z poprzedniego wpisu: włączmy do debaty jak najszybciej społeczeństwo i nie żałujmy na rozmowę czasu. Być może, jak mawiają niektórzy eksperci i profesorowie, ludzie są ciemni i głupi. Niestety, jak widać odpowiedzialni za realizację programu także nie grzeszą mądrością. Siądźmy więc razem, mniej i bardziej mądrzy, przy stole i zobaczmy, co kto naprawdę wie i czego kto się obawia. Demofobia (strach przed społeczeństwem) jest równie irracjonalna, jak radiofobia. Debatę społeczną można zaprojektować i zarządzać nią w sposób racjonalny, jak budową elektrowni. To oczywiście wymaga wiedzy, jest ona dostępna – wystarczy zapytać socjologów, psychologów, filozofów, a nie ograniczać się do specjalistów od PR.

Póki co, zanim polski program program jądrowy wystartował, już przypomina lot we mgle.

Uwaga: jestem członkiem Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji, nie uczestniczyłem jednak w analizie „Prognozy”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 30

Dodaj komentarz »
  1. Tak, demofobia jest równie szkodliwa, jak wszystkie inne fobie.
    Ale warto sobie zadać pytanie, czy władza powinna się kierować w swoich decyzjach tym czego obywatele chcą, czy tym czego potrzebują?
    Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.
    Ja bym się opowiadał za tym drugim jeśli taka sprzeczność występuje i debata nie potrafi jej usunąć.

  2. Mozna miec szybko i tanio elektrownie atomowa, podobnie zreszta jak prognoze.
    Chinczycy pracaja nad taka elektrownia atomowa. Ma ona byc tania, szybka w budowie i latwa w obsludze i stac sie prawdziwym chinskim szlagierem eksportowym. Ot taka atomowa ?Syrenka? dla poczatkujacych. Proponuje ja zlokalizowac, jak planowano, na Odrze 150 km od Berlina.
    Mysle, ze grozba jej uruchomienia, bedzie dostatecznym argumentem dla naszych zachodnich sasiadow, aby zaopatrzec nas do konca swiata w bezlatna energie.
    Cena atomowego pradu jest tym wyzsza, im wyzsze sa standarty bezpieczenstwa, ktore zastosujemy przy jego produkcji. A wszyscy przecierz wiemy, ze energia jadrowa jest i ma byc tania.
    Fukuszima miala wytrzymac trzesienie ziemi do 8 w skali Richtera. Bylo 9, a i fala tsunami byla wyzsza od przewidywanej. Na tym przykladzie najlepiej widac, ze standarty bezpieczenstwa sa rzecza wzgledna i umowna. Z trwoga oczekuje polskich, oszczednosciowych standartow bezpieczenstwa. Ale przeciez w Polsce nie ma zadnych tsunami, wiec ?czego boisz sie glupia?.
    Mysle, ze poprostu was sie boje waszych tanich prognoz i taniego atomu.
    Ciagle bagatelizowanie na polskich blogach skutkow radioaktywnej katastrofy w Fukuszima dla japonskiej ludnosc i gospodarki, utwierdza mnie jedynie w przekonaniu, ze Polska nie dorosla do energii atomowej. Przyklad Japoni pokazuje nam wlasnie, ze energia atomowa moze tez byc piekielnie droga. Oczywiscie nie dla firm ktore ja produkoja, ale dla spoleczenstw ktore przyzwalaja na jej produkcje.

  3. Na debatę społeczną w sprawie energetyki jądrowej czas jest wyrażnie nie odpowiedni.Mam również wątpliwości co do wartości społecznej takiej debaty.Polecam wysłuchanie podcastu audycji dostępnej w zakładce Off Czarek na portalu TOK.FM.Dyskusji profesorów Strupczewskiego i Żmijewskiego.Pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Zupełnie jak z „raportem” Ernst & Young o polskiej nauce :/ Jak kiedyś pisała GW, w podobnie niechlujny sposób przygotowywano ustawy jądrowe: http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,8784051,Chaos_w__atomie__Nie_wiadomo__kto_prowadzi.html polskim Z kolei badania Eurobarometru sprzed roku pokazały, że większość Polaków wierzy, że technologia atomowa może być bezpieczna (64%), ale tylko 38% wierzy, że polski rząd jest w stanie zadbać o bezpieczeństwo jądrowe (http://www.krytykapolityczna.pl/Serwis-klimatyczny/Ostolski-Atom-na-polskie-kompleksy/menu-id-246.html) O bezpieczeństwie technologii można dyskutować, tu jest kilka osobnych wątków, ale nonszalancja rządu wydaje się bezdyskusyjna.

  6. Jest to bardzo dobry artykuł. Nie wypada nawet dodawać „jak na polskie warunki”. Bardo rzeczowy i rzetelny.
    Bo ja mam ciągle w uszach polskiego geniusza od bezpieczeństwa atomowego, który 20 minut przed katastrofą opowiadał w TVN, że jest ona absolutnie niemożliwa bo Japończycy na pewno mają wszystko świetnie przemyślane i zabezpieczone. A w świetle dzisiejszych informacji o chaosie, oszustwach i przekrętach firmy Tepco powiedzenie Turskiego, że polskie elektrownie są bezpieczne pod warunkiem, że nikt nie ukradnie cementu z budowy wcale nie jest dowcipem.
    Bardzo mi się podoba podniesienie przez autora problemu kosztów. Jak na razie to tylko jeden od drugiego odpisuje, że energia atomowa ma być rzekomo tania. A skoro wszyscy tak twierdzą to musi być prawda. Innych dowodów brak. Tylko jak to jest, że elektrowni atomowych nie można ubezpieczyć bo nikt nie jest w stanie oszacować ryzyka ani kosztów.

    To ja napisałam w innym miejscu, że nie jestem przeciwniczką energii atomowej ale budowa w Polskich warunkach to nocny lot we mgle do Smoleńska z międzylądowaniem w Mirosławcu.

  7. Bywalec2

    Słusznie piszesz, że cena atomowego prądu jest tym wyższa im wyższe są standardy bezpieczeństwa.
    Ale tu można powiedzieć, sky is the limit.
    Można zawsze tak wyśrubować standardy, że przedsięwzięcie będzie nieopłacalne.
    Czy w przypadku kopalni węglowych i konwencjonalnej energii śrubujemy tak standardy bezpieczeństwa?
    Czy tam są tak wyśrubowane, że nikt nie ginie?
    To czemu je chcemy śrubować w przypadku energetyki jądrowej?
    Moim zdaniem ze względu na radiofobię.

  8. @Vera
    siłownie atomowe buduje się na dziesiątki lat. Więc proszę sobie odpowiedzieć na proste pytanie: jak drogie będą inne źródła energii za 50 lat?
    To dlatego energia z elektrowni atomowych jest tania

  9. Po pierwsze, chcialbym pogratulowac Autorowi znakomitego artykulu.

    Tak sie sklada, ze z wyksztalcenia jestem fizykiem jadrowym, i nawet z doktoratem. To nie znaczy, ze znam sie na energetyce jadrowej, bo co innego badacz, a co innego inzynier- energetyk. Promieniowania sie nie boje, bo inaczej nie moglbym pracowac w zawodzie. Ale go nie lekcewaze. Wydaje mi sie wiec, ze mam dosc zrownowazone podejscie do tematu. Z tej perspektywy napisze pare uwag.

    Po pierwsze, zabezpieczac sie mozna przed czyms, co mozna sobie wyobrazic. Przypomina mi sie wypadek w pewnym bardzo znanym amerykanskim laboratorium, ktore wrecz slynelo z bezpieczenstwa. Pewnego dnia w czasie rutynowej konserwacji urzadzen, nagle urwal sie kawal ciezkiej rury i spadl na glowe technikowi. Technik stracil oko i omal nie zginal. W czasie kontroli powypadkowej okazalo sie, ze ten bardzo ciezki kawal metalu przez cale lata wisial na jednej srubie, ktora nagle sie urwala. Byc moze technik wywolal jakies wibracje, moze dotknal tej rury, ale na pewno przy niej nie pracowal, bo robil cos zupelnie innego. Wiele lat wczesniej ktos zapomnial wkrecic tyle srub, ile nalezalo. W ciagu wielu lat nikomu nie przyszlo do glowy, ze moze sie zdarzyc az tak trywialny wypadek przypominajacy przyslowiowa cegle, ktora spada z dachu. Rygorystycznie kontrolowano wszystko dookola, ale nie to. Nikomu nie przyszlo do glowy, ze solidnie wygladajaca rura moze latami wisiec na wlosku. Ten wypadek pokazal, ze zaniedbanie moze kryc sie wszedzie i ze moze sie zdarzyc cos zupelnie nieprzewidzianego.

    Druga uwaga. Jak pokazuja obie katastrofy, ta spod Smolenska i ta w Japonii, w miare uplywu czasu slabnie uwaga. Wydaje sie wrecz niewyobrazalne, ze piloci rzadowych samolotow nie trenowali sytuacji awaryjnych, nie trenowali wspolpracy, i nie mieli pelnych uprawnien do prowadzenia maszyn. Co wiecej, piloci wczesniej wielokrotnie ryzykowali, ryzykowali swiadomie, i w miare uplywu czasu ryzykowali coraz bardziej. Katastrofa kiedys musiala sie zdarzyc, choc niekoniecznie tego akurat dnia i z tymi osobami na pokladzie. Jak sie teraz powoli okazuje, w Japonii bylo podobnie. Dwa kraje, dwie rozne kultury, ale podobny mechanizm powolnego napinania struny az do pekniecia. W obydwu wypadkach bylo trudno przewidziec, ze ludzie zawodowo zajmujacy sie technologia najwyzszego ryzyka mogli sie zachowywac jak kaskaderzy. A jednak tak wlasnie sie zachowywali.

    Trzecia uwaga. Ryzykowne technologie sa bardzo bezpieczne pod warunkiem stalej i rygorystycznej kontroli. Przyklady polski i japonski pokazaly, ze kontrola moze sie zamienic w parodie. Natomiast przyklad rury pokazuje, ze nawet w warunkach swietnej kontroli zdarzaja sie wypadki. Wiadomo takze, ze samoloty sie czasem rozbijaja nie tylko w warunkach hucpy i balaganu, jak to bylo w 36-tym pulku. Od czasu do czasu zdarza sie cos niewyobrazalnego. Pytanie nie brzmi „czy zdarzy sie awaria”, tylko „kiedy” oraz „jak powazny bedzie ten wypadek”. Wiekszosc wypadkow nie ma zadnych konsekwencji, poza ewentualnie szumem w prasie. Naprawde powazne wypadki zdarzaja sie rzadko, ale jednak sie zdarzaja. Polska elektrownia nie bedzie wyjatkiem od statystycznej reguly, mimo, ze na pewno bedzie fachowo zbudowana i prowadzona. Trzeba sobie z gory powiedziec, ze istnieje jakies ryzyko czegos nieprzewidzianego, chociaz bardzo niewielkie. Na to sie trzeba z gory zdecydowac. Trzeba jasno powiedziec, ze uczynione zostanie wszystko, zeby wykluczyc ryzykanctwo, naduzycia, i zaniedbania. Ale mimo to moze sie zdarzyc wypadek. Nie mozna obiecac, ze wypadek jest calkowicie wykluczony. Nie mozna obiecywac spoleczenstwu cudow, w ktore nikt nie uwierzy, a w kazdym razie nie powinien.

  10. @Pickard
    No właśnie. Okazuje się, że o kosztach decydować ma Pańska wyobraźnia. To moja wygląda tak:
    O kosztach energii (słonecznej) za 50 lat być może decydują wyniki powstania w Libii. I po co komu wtedy elektrownie atomowe.

    W Niemczech bezpiecznie składowano odpady pod ziemią i to miało być tak bezpieczne przez 100 000 lat. Po 50 latach dostała się woda i beczki zaczęły rdzewieć a odpady wypływać. Koszt opanowania sytuacji to 2 miliardy Euro. Tak to jest z tą wyobraźnią o taniej energii.
    Obowiązuje ogólna zasada, że każde zabezpieczenie jest nowym źródłem niebezpieczeństwa. Tymczasem mamy bezmyślne powtarzanie, że numer trzy plus jest lepszy niż dwa. Dlaczego i co to znaczy?

    Nie wierzę w polskie bezpieczeństwo jeśli nad reaktorem atomowym w Świerku codziennie krążą dziesiątki samolotów pasażerskich czekających na lądowanie i nikogo to nie interesuje choć na całym świecie istnieje zakaz takich bardzo ryzykownych operacji mimo a elektrownie są zabezpieczone przed uderzeniami samolotów. To jest moja wyobraźnia.

    O przebiegu zdarzeń w Japonii zdecydowała według mnie nie technika tylko stosunki społeczne w Japonii o czym nikt w Polsce zdaje się nie mieć pojęcia. Może o tym napiszę. Problem, że nawet na tym forum jakiekolwiek szersze oceny wywołują wulgarne odzywki. Nie jest to atmosfera skłaniająca do wszechstronności ocen i głębi dyskusji.

  11. @Pickard jeszcze raz, ostatni
    Elektrownie planowane są na 50 lat. Niestety, okazało się, że po 30 latach to już złom. Sposób wykorzystywania jak zwykle był nieco inny niż założony i powoduje to kruchość materiałów budowlanych oraz materiałów rdzenia. Zakładano pracę ciągłą reaktora a okazało się, że częstsze przerwy w pracy i wywołane tym zmiany promieniowania i temperatury nie pozostają bez wpływu na konstrukcję.
    Można budować z nowych materiałów. Tylko, że nowe oznacza nowe i niesprawdzone bo nikt niema na to 50 lat. Może więc Pan z góry przyjąć, że cena będzie o 40% wyższa niż założona. Itd itp.
    Nie istnieje też teoria statystyczna dotycząca wydarzeń ekstremalnie rzadkich. Nagle 25000 lat pracy zamienia się na 25.
    Niestety, już dzisiaj wielu ludzi ocenia katastrofę Fukuschimy jako większą niż Czernobyl. A końca nie widać.

  12. narciaż2 ma rację.Potwierdza słowa mojej babki :”jak Pan Bóg dopuści to i z kija wypuści”.Oczywiście to nie jest złosliwośc adresowana do narciarza.Mam wrażenie,że warunkiem koniecznym uruchomienia dyskusji, której celem ma byc uzyskanie przyzwolenia społecznego na energetykę jądrową,musi byc posiadanie wiarygodnego planu likwidacji ewentualnej awarii oraz ograniczenia jej skutków.
    Przekonywanie,ze awarii nie będzie jest już teraz niewiarygodne.Ten warunek konieczny jest zaś nie do spełnienia.Katastrofy Czarnobyla i Fukushimy pokazały to dobitnie.Na pewno powstaną technologie bezpieczniejsze.Kłopot w wykonaniu wiarygodnych testów.Sadzę,powtarzając pogląd z poprzedniego wpisu,że dyskusja społeczna obecnie jest niezasadna.Co prowadzi, z kolei do wniosku,że do energetyki jądrowej nie powinniśmy się spieszyc.I tak,zresztą nie ma na to pieniędzy.Przymusowo musimy reanimowac naszą brudną energetykę węglową i liczyc na gaz głupkowy.

  13. Vera
    Moze ci ubezpieczyciele, ktorzy nie chca ubezpieczyc elekrowni atomowych, cos wiedza czego my nie wiemy. Inaczej nie potrafie sobie wyobrazic ich niechec do kasowania i to praktycznie bez ryzyka. Dzieki tej opieszalosci ubezpieczycieli mozemy my, jako spleczenstwo, wskoczyc i naprawde zarobic jako gwarant bezpieczenstwa energetyki jadrowej.
    Tak przedzezniana tu na blogu ?radiofobia? ma, przedewszytkim dzieki jeszcze nie oswieconej, albo moze lepiej napisac nie naswietlonej czesci ludzkosci, calkiem spory wymiar gospodarczy.
    Ci odwazni i nie bojacy moga zapytac o jego rozmiary Japonczykow. Moze jak kiedys bedzie po wszystkim.
    Parker
    Pana obiekcje co do narzucania nadmiernych kosztow bezpieczenstwa energtyce jadrowej, potwierdzaja tylko moje obawy, ze w Polsce chcianoby uprawic technologie jadrowa z ta sama kulura techniczna i technologiczna, jak to sie juz dzieje w konwencjonalnej energetyce.

    Budowa elektrowni atomowej to kilku miliardowa inwestycja i to nie tylko w zlotowkach. Juz znalezienie przez Polske kredytodawcy dla tak olbrzymiej i w sumie konfliktowej inwestycji, bylaby wielkim sukcesem. Taka kumulacja srodkow finansowych na jeden, kryjacy w sobie wiele niebezpieczenstw projekt energetyczny, bylby jednak jedynie dowodem brawury i lekkomyslnosci.
    Moze Tusk, ktory w innych dziedzinach zawsze byl zwolennikiem malych krokow, chce tutaj za przykladem Gierka, takze postawic swoj pomnik w Zarnowcu.
    Olbrzymie sumy jakie pochlonelaby by budowa elektrowni atomowej w Polsce mozna by o wiele skuteczniej zainwestowac w rozwoj energetyki komunalnej. W Niemczech coraz wiecej komun uniezaleznia sie od wiekich koncernow energetycznych budujac wysoko wydajne, male elektrocieplownie gazowe. Gazu w Europie srodkowej jest juz teraz pod dostakiem, a bedzie jeszcze wiecej dzieki budowie rurociagu polnocnego i Nabuco, nie wspominajac juz o lupkowym i Swinoujsciu. Spowoduje to nieuchronnie spadek cen gazu i zwiekszy rentownosc elektrowni gazowych.
    Inwestycje w komunalna energetyke sa oczywiscie o wiele mniej spektakularne i prestizowe niz budowa elektrowni atomowej i to moze byc jedna z glownych przeszkod stojacych im na drodze.

  14. A czy przeciwnicy energetyki jądrowej z powodu groźby ewentualnego skażenia środowiska czy zagrożenia życia obywateli, biorą pod uwagę nie potencjalne, ale realne skażenie środowiska przez konwencjonalne źródła energii?
    Katastrofy platform wiertniczych, tankowców, efekt cieplarniany, kwaśne deszcze.
    Czy liczą te tysiące ludzi rocznie, którzy tracą życie i zdrowie na całym świecie przy pozyskiwaniu węgla?
    Ile osób zginęło lub odniosło obrażenia do tej pory na świecie w wyniku awarii elektrowni jądrowych?
    Może być w przeliczeniu na pozyskana energię?
    Nie ma rozwiązań idealnych.
    Ale są lepsze i gorsze.
    Energetyka jądrowa niesie zagrożenia, ale ratuje ludzi przed śmiercią i kalectwem,to można statystycznie wykazać.

  15. Bywalec2

    Już po napisaniu komentarza pokazała się Pańska odpowiedź.
    Pan wybaczy, ale nie jest moja rola Pana uspakajać.
    Próbuję tylko racjonalizować problem.
    Wydaje mi się, że tylko jego racjonalizacja może spowodować zmniejszenie obaw.
    Bo ryzyka nie unikniemy, można powiedzieć podejmujemy je z chwila przyjścia na świat.
    Jak ktoś się boi latać, to wybierze dużo mniej bezpieczny samochód i tyle.
    Proszę się spróbować ustosunkować do komentarza z 15:09

  16. parker pisze:
    2011-04-01 o godz. 15:19
    no i muszę Cię poprzeć….
    Nie ma idealnych rozwiązań.
    Żródła prądu w gniazdku nie obchodzą nikogo. Niemcy część energii importują z Francji, nie pytając o pochodzenie. Jesteśmy uzależnieni od energii. Politycy będą musieli ją dostarczyć. Związek przyczynowo- skutkowy dla przeciętnego człowieka nie istnieje.
    To widać na przykładzie sen żywności, ropy, gazu.
    Za wysokie ceny odpowiada rząd. Niska cena na przykład laptopa- niewolnicza praca w Chinach, nikogo nie zainteresuje. Choroba popromienna w Nigrze- uran dla Francji, też…..

  17. W sprawie dyskusji o bezpieczeństwie elektrowni jądrowych można po prostu zacytować wypowiedź artystyczną twórców filmu „China Syndrom”. Tym którzy zapomnieli lub nie znają fabuły tego filmu przypomnę, że jedną z kluczowych postaci jest grany przez Jacka Lemmona kierownik zmiany w takiej elektrowni, który zaniepokojony dziwnym zachowaniem pompy dostarczajacej chłodziwo dołącza się do dziennikarskiego śledztwa w tej sprawie. Jego niewzruszona wiara w znakomite standardy bezpieczeństwa wyparowuje nagle gdy odkrywa, że rentgenogramy z badań konstrukcji zostały po prostu sfałszowane dla obniżenia kosztów budowy. Nie jest dla mnie do końca jasne kto będzie inwestorem w Polsce. Jeśli prywatna firma to bezpieczeństwo przegra z analizą kosztów, jeśli Państwo to jeszcze gorzej bo wybór wykonawców na podstawie obowiązujacego prawa (PZP) doprowadzi z całą pewnością do wyboru najgorszej pod względem bezpieczeństwa oferty. Dokument o którym pisze Nasz Gospodarz jest wspaniałą uwerturą do Narodowej Opery Nuklearnej. Nic tylko wstać z miejsca i oklaskując autorów krzyczeć – Brawo! Brawo Rząd Traktujcie nas wszystkich jak skończonych idiotów! P.S. Pracowałem przez lata z materiałami radioaktywnymi i radiofobii u siebie nie zauważyłem.

  18. „Lot we mgle”
    to przedni tytuł, mówiący wszystko na temat realiów III RP.
    To jest następny dowód na to żeby Geniuszy Narodu Polskiego z odpowiednim rodowodem odstawić jak najszybciej od koryta.

    Gdy pozwoli im się zbudować reaktor to jest pewne ze on wybuchnie. Ta ferajna nadaje się tylko na pielgrzymki, msze, całowanie łap papieży i pozwalanie Watykanowi na grabież Polski

  19. Nie chce mi się liczyć, ale czy hasło:
    „jeden megawat = jedno życie, byłby adekwatny?
    Może ktoś już obliczył zależności? Każde źródło energii , czy transportu, pochłania ofiary.

  20. Przed chwilą obejrzałem na Discovery historia film pt.”W cieniu reaktora” o awarii w Czernobylu.
    Nie będę opowiadał filmu w którym wypowiadają się naukowcy którym nie sposób odmówić kompetencji w omawianym temacie. Film pewnie będzie powtarzany, polecam wszystkim.
    Bezpośrednio w wyniku katastrofy zginęło jak dobrze zapamiętałem 18 osób, na chorobę popromienną zapadło ok 120 z czego do dziś zmarło około 20, w tym 4 na choroby które mogły ale nie musiały być skutkiem Czernobyla. Liczby podaje z pamięci, mogę się mylić w szczegółach, ale nie o rząd wielkości.
    Daleko bardziej tragiczne były skutki paniki.
    W celach propagandowych ewakuowano z okolicznych terenów ludzi, którzy zapadali na choroby psychosomatyczne na skutek przeświadczenia, że dostali niebezpieczna dla życia dawkę promieniowania, co nie było prawdą.
    Alkoholizm, samobójstwa, depresje i właśnie różnego typu choroby nie związane z promieniowaniem bezpośrednio a tylko ze strachem, o podłożu psychosomatycznym zebrały tragiczne żniwo idące w tysiące.
    Liczbę aborcji CHCIANYCH ciąż, szacuje się na 200 tysięcy.
    Do dziś do nich dochodzi.
    Takie są skutki radiofobii.
    Komu odpowiedzialność za te skutki uboczne awarii przypisać, zwolennikom energetyki jądrowej, bo bez niej oczywiście nie byłoby i awarii i skutków ubocznych, czy przeciwnikom którzy te panikę rozsiewali, pozostawiam do oceny każdemu z nas.
    Ale warto się i nad tym zastanowić.

  21. Jest to znakomity przyklad funkcjonowania ustawy o zam. publicznych – decyduje cena, zawsze najnizsza. Doswiadczylem tego skladając oferty tu i owdzie (byly najdrozsze). Odrzucenie opiniowania Prognozy natomiast bardzo dobrze swiadczy o podejsciu do tematu – efektem tego jest odrzucenie calej prognozy i zapewne juz odpływa w sina dal termin 2020.
    Kilka przypomnien:
    – Niemcy maja ok. 25 tys wiatrakow (przyklad najwiekszej bredni technicznej, na jaka wpadla nasza UE) – moc zainstalowana w nich to ok. 15% mocy w RFN, ale produkcja energii to tylko 3% !! Wiatrak to najdrozsza energia – czy zgadzamy sie placic od dzis 2-3 razy wiecej za prąd?,
    – premier Buzek (ten od rozwalenia PKP) 10 lat temu zamykał kopalnie, dzis lata po konferencjach opowiadając bajeczki o gazyfikacji wegla co wymaga budowy nowych dziur w ziemi (temat znany od II wojny) – ile zaplacimy za energie z takiego procesu?
    – nie obawiam sie zlego wykonania elektrowni jadrowej w Polsce, poniewaz niestety nie będą jej budowac Polacy – w Żarnowcu w PRL jeszcze umieli budowac; teraz wykonawca bedzie jakis Westinghaus lub inny koncern zachodni
    – reaktor radziecki typu czarnobylskiego w Żarnowcu na żądanie strony polskiej (tak, tak!) mial automatykę Siemensa; po zamknięciu budowy został sprzedany Finom i tam jeszcze pracuje,
    – polscy spawacze na Wegrzech w elektrowni Paks (ok. 2500 ludzi z Polski tam pracowalo) wykonywali spawanie rur z trudnych stali i jakoś nie slychac aby w Paksu pękały rury – czyli umielismy robić, ale teraz nie ma spawaczy.

    a jako mieszkaniec Ślaska nie chce kolejnej kopalni – niech się Vera martwi skad wziąc paliwo do elektrowni cieplnych w Polsce (gornikom na Ukrainie marnie placą więc proponuje juz teraz kontraktowac dostawy) na przyszłe lata.

  22. A może wystarczy tylko policzyć proponowaną przez Niemcy alternatywę dla EJ tzn. energię słoneczną. Wg mnie wychodzi, ze mają racje wiec lepiej poradzić naszym politykom aby o EJ przestali gadać i denerwować ludzi bo to po prostu głupia gadka polityków-historyków, którzy w szkołach fize i matme zaliczyli na ładne oczy. Niemcy piszą że tzw. Grid Parity dla słonecznej będzie u nich już w 2013. Na stronach handlowych chińczyków za baterie PV za 1W trzeba zapłacić 1.5 dolara (a u Francuzów za 1W w EJ chyba dobije do 5 euro). A teraz policzmy jaka bateria PV potrzebna do zasilenia Polski. Rocznie zużywamy 155TWh. Słoneczko u nas świeci 3 godzinki dziennie i zapewnia 1kW na metr kwadratowy. Baterie PV maja sprawność 15%. Policzmy w drugą stronę. Japończycy teraz wysiedlają ludzi na 30 km. To obszar 2826000000 m kw. Czyli przez roczek możemy mieć 464170500000 kWh, a więc 464 TWh. Jak to policzyłem. A no tak: (30000*30000*3.14*365*3*0.15=..) To po co budować EJ i w razie czego wysiedlać ludzi? Może od razu budować baterie na dachach. Pewnie już teraz mamy tyle dachów, ale u nas nie można kupić chińskich tanich baterii ani podłączyć ich do sieci. Akumulatory tez już dawno wymyślono, a teraz to nawet koło zamachowe może być akumulatorem.

  23. @ Zun

    Zuzycie energii elektrycznej przez gospodarstwa domowe to raptem ( w podmuchach) 20% calosci. Reszta zuzycia to przemysl, ktory potrzebuje energii w systemie 24/7/365. I tu jest „pies pogrzebany”. Na obecnym etapie energia „zielona” nie jest droga dlatego, ze generator wiatrowy czy panel sloneczny sa drogie. Koszty wynikaja z ilosci, ktore nalezy zainstalowac by uzyskac dostawy w ilosci generowanej przez elektrownie weglowe lub jadrowe. Wymagana jest rozbudowa infrastruktury przesylowej oraz uwzgednienie okresowosci dostaw energii. Efekt jest taki, ze kazdy MW zainstalowanej energii „zielonej” musi byc wsparty 1MW enrgii konwencjonalnej. I tak dalej i temu podobnie.

    nt. energii jadrowej

    Jesli rzeczywiscie nastapi zlikwidowanie energetyki opartej na weglu nie mamy wyboru, jedyne co nam pozostaje to energetyka jadrowa. Spoleczenstwo winno byc informowane w sposob logiczny i wyczerpujacy o zamiarach i konsekwencjach. To jednak oznacza, ze nie nalezy mowic o wizjach, ktore nie maja szans realizacji. Jesli jednak probujemy forsowac „zielona” utopie bez wegla i „atomu” to spoleczenstwu nalezy wyraznie powiedziec o kosztach, ktore bedzie musialo permanentnie poniesic. Nie sa to tylko koszty oplat za energie. Nalezy jasno powiedziec o spadku konkurencyjnosci produktow, mozliwej utracie miejsc pracy ( moze nawet obnizeniu standartu zycia) itd. Jesli brac pod uwage wydarzenia poza Europa wnioski sa dla Europy niezbyt optymistyczne. Inwestycje w przemysl weglowy nie maleja a rosna – wegiel jest dla wielu krajow rozwijajacych sie zrodlem dobrobytu i poprawy warunkow zycia. W zaleznosci od mozliwosci rozne kraje eksperymentuja z energia ” zielona” ale nie widac parcia w strone eliminacji energetyki konwencjonalnej. Czy da sie owe kraje zmusic do zmian poprzez zastosowanie „instrumentow finansowych” – „sadze, ze watpie”. Moim prywatnym zdaniem, kraje rozwiniete proponowanymi koncepcjami zwalczania zmian klimatycznych brna w ekonomiczna slepa uliczke. Jest to proces zapoczatkowany duzo wczesniej z zupelnie innych powodow. Wiecej mozna znalezc w ciekawej ksiazce ” How the West was Lost. Fifty Years of Economic Folly -and the Stark Choices Ahead” autorstwa Dembisy Moyo.

    Pozdrawiam

  24. @JSN 2 uwagi:

    1) jest przeciwnie od tego co napisałeś – są bardzo duże szanse na to, ze elektrownie jądrowe w Polsce będą budować firmy polskie, jak np.: Polimex-Mostostal, Elektrobudowa, Format Lambda, Polbau, Energomontaż Północ, które zdobyły już doświadczenie w Olkiluoto (budują tam blok wyposażony w najnowocześniejszy reaktor typu EPR (generacja 3+).
    http://www.wnp.pl/artykuly/budujemy-atomowke,6747.html
    http://energetyka.wnp.pl/energetyka_atomowa/polacy-buduja-atomowke-w-finlandii,6962_2_0_0.html
    http://energetyka.wnp.pl/energetyka_atomowa/r-pearce-westinghouse-o-kosztach-budowy-elektrowni-jadrowej,134135_1_0_0.html

    2) W Czarnobylu pracował reaktor typu RBMK, a w Polsce miał pracować również reaktor radziecki, ale zupełnie innego typu – WWER-440.

  25. Ofiary Czernobyla to histeria? A jaka w Polsce zachorowalność na raka przed 1986 i po? (Czy dane są tajne, bo lobby atomowe je ukrywa?) Nawet we Francji nie chcą uznać, że im zawiało Korsykę. Alarm podniósł weterynarz: krowy roniły, mleko skażone, ludność całymi rodzinami choruje na tarczycę. Właśnie (31/3/2011) była w Paryżu demonstracja przeciw zaniechaniu dochodzenia przeciw prof. Pierre Pellerin, ówczesnemu ministrowi zdrowia, o nieostrzeżenie ludności , zatajanie i podawanie fałszywych informacji. A sprawa nadal się ciągnie i rząd „nie widzi związku”.

    Chodzi o to, że skażenia radioaktywne nie znikają, ale się akumulują w podłożu. I wszystkie prócz jodu mają długi okres pół-życia. „Bezpieczne normy” są ustalane statystycznie (jak teraz widzimy, z powodów ekonomicznych) , na poziomie jednostki to loteria. A pyły plutonu są na 100% śmiertelne, w ilości jednego odetchnięcia czy 1 miligrama.
    .

  26. Nina2

    Ja się na tym nie znam.
    A jak się nie znam, to słucham tych co się znają.
    W filmie wypowiadali się profesorowie zatrudnieni przez Międzynarodową Agencje Atomistyki i inni naukowcy.
    Twierdza oni zgodnie, że nikt poza ratownikami i pracownikami Czernobyla w chwili awarii, nie otrzymał szkodliwej dla zdrowia dawki promieniowania a ewakuacja okolicznej ludności była nie tylko niepotrzebna, ale wręcz zbrodnicza.
    Tego słowa nie użyli, to ja takie wyciągam wnioski, na podstawie przestawionych w filmie jej konsekwencji.
    Oczywiście można im nie wierzyć i wierzyć weterynarzowi na Korsyce.
    Ale ja do weterynarza chodzę z psem, a w sprawie zagrożeń nuklearnych, słucham fizyków jądrowych.
    Szczególnie, że nie teoretyzują tylko opisują konsekwencje tragicznego zdarzenia, zbadane empirycznie.

  27. I jeszcze jedno, można analizować rożne możliwe scenariusze, można analizować zagrożenia, można nie wierzyć naukowcom, bo mogą mieć interes w okłamywaniu społeczeństwa, można się w końcu bać irracjonalnie, bo ludzie mają do tego prawo.
    Ale czemu nikt z obecnych na blogu przeciwników energetyki jądrowej, nie chce się zmierzyć z doświadczeniem ludzkości w tej materii?
    Przecież to nie jest technologia którą świat sosuje od wczoraj.
    To już prawie sześćdziesiąt lat, i żadne kasandryczne przepowiednie się nie sprawdzają.
    Odpowiem za nich, bo nie liczę na odpowiedź.
    Bo nie maja argumentów.

  28. Dla zainteresowanych skutkami awarii w Czarnobylu zamieszczam linka do raportu Forum Czarnobylskiego:
    http://www.carbon14.pl/~andrzej/Prawo%20Atomowe/Spuscizna%20Czarnobyla.pdf

    Tu z kolei skrócony opis raportu UNSCEAR:
    http://www.dziwnyswiat.com/articles.php?id=116

    A tu znajdziecie Państwo oświadczenie Polskiego Towarzystwa Fizyki Medycznej, które ustosunkowało się do różnych fałszywych stwierdzeń propagowanych szeroko przez dra Jerzego Jaśkowskiego odnośnie do skutków zdrowotnych promieniowania po awarii w Czarnobylu:
    http://atom.edu.pl/images/stories/atomowe/bezpieczenstwo/czarnobyl/zarzad_ptfm_oryginal_oswiadczenia_o_jaskowskim.pdf

    O rzetelności analiz tego pana można przekonać się wpisując jego nazwisko do Youtuba. Tonem mędrca mówi głupoty na wszystkie możliwe tematy. Ale trzeba pamiętać, że to właśnie tego rodzaju osoby przyczyniły się do wywoływania paniki poczarnobylskiej i znalazły posłuch u nowych władz w 1989 r. co skończyło się fatalną decyzją o zamknięciu EJ Żarnowiec.

    A tu z kolei zamieszczam linka pokazującego jak wyglądał stan zaawansowania robót w 1990 r. po decyzji o zawieszeniu budowy EJ a przed decyzją o jej zamknięciu:
    http://www.youtube.com/watch?v=vase1xpsO4s&feature=related

  29. Wrócę do mojego pierwszego komentarza pod tym blogiem, bo to wydaje mi się, że tak naprawdę, to pytanie czy władza ma postępować tak jak obywatele chcą, czy kierować się ich dobrem, jest może nie wyrażonym wprost, ale sensem ostatnich wpisów Redaktora. Nikt nie podjął tego wątku, więc rozwinę go sam, bo wydaje mi się zasadniczy przy dyskusji na temat przyszłości energetyki jądrowej, ale przecież nie tylko.

    Autor domaga się więcej kontroli ze strony społeczeństwa zarówno nad politykami podejmującymi w naszym imieniu decyzje, jak technokratami i naukowcami, którzy bez takiej kontroli mają naturalna skłonność do brykania i chodzenia na skróty.
    Nie sposób się z tym nie zgodzić.
    Ale kto ma tę kontrolę sprawować, jakie społeczeństwo ma narzędzia sprawowania tej kontroli?
    Moim zdaniem nie ma innego wyjścia, jak sprawowanie kontroli powierzyć państwu a więc pośrednio politykom. Że to mechanizm niedoskonały?
    Jak wszystko, można powiedzieć.
    A nad politykami w takim razie kto?
    Chyba naukowcy i dziennikarze?
    Środowisko naukowe jest na tyle duże i zróżnicowane, że nie widzę możliwości żeby ktoś ryzykownych działań nie nagłośnił.

    Redaktor zarzuca „władzy”, że nie informuje o wszystkim społeczeństwa, Posłużył się chyba jakimś francuskim przykładem, nie mogę go teraz znaleźć.
    Na pierwszy rzut oka, ma rację.
    Ale czy zawsze?
    Czy jeżeli skutkiem poinformowania społeczeństwa jest panika i szkody większe niż sprawa o której ma poinformować też?
    Jeżeli nieinformowanie nie wywołuje skutków negatywnych dla społeczeństwa, poza złamaniem tej niewątpliwie słusznej zasady jawności i ewentualną utrata zaufania? Ja taką decyzję uznałbym za akt odwagi i odpowiedzialności władzy.
    Bo łatwo jest poinformować bez względu na konsekwencje w imię zasad.

    Czy dziennikarze którzy ujawnili, nie pamiętam czy zarzuty się potwierdziły ale to bez znaczenia dla rozważań, fakt handlu organami, zdawali sobie sprawę, że doprowadzą do spadku liczby przeszczepów i skażą wiele osób na śmierć?
    Ufam, że nie.
    A gdyby zdawali sobie z tego sprawę, to można uznać, że prawo do informacji ma w takiej sytuacji brać górę nad innym interesem społecznym.
    Można prosto uznać, niech każdy robi swoje.
    Ja tak nie uważam.

    I ostatnia kwestia, jeśli empirycznie ale i naukowo można dowieść, że energetyka jądrowa jest bezpieczniejsza od konwencjonalnej, autor bloga to przyznaje w artykule, a i tutaj nikt nie próbował z tym polemizować, to czy obowiązkiem odpowiedzialnej władzy nie jest przekonywać społeczeństwo do zaakceptowania tego kierunku rozwoju energetyki?
    Czy słuszne są zatem zarzuty kierowane do rządu, że podjął decyzje i zamiast ze społeczeństwem dyskutować zamierza je przekonywać?
    Sorry za ten długi komentarz i dyskusje z samym sobą, ale to uważam za mój obywatelski obowiązek 🙂

  30. The Register publikuje ciekawy artykuł na temat wydajności elektrowni wiatrowych. Sytuacja nie wygląda tak zielono jakby tego sobie zieloni życzyli.

    http://www.theregister.co.uk/2011/04/07/wind_power_actually_25_per_cent/

  31. A czy Polska brała pod uwagę małe konstrukcje reaktorów takie jak Toshiba 4S? Czy nie lepiej byłoby wybudować kilkanaście takich małych elektrowni i zobaczyć jak to się je, a potem myśleć co dalej. Kilka powiatów wstępnie by się na takie coś pewnie zgodziło. W przypadku małych konstrukcji mielibyśmy na serio dywersyfikację. Ale chyba już Francuzi by na tym nie zarobili, więc nie wiem czy to ma jakiekolwiek szanse ;).

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php