Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

7.04.2011
czwartek

Internauci u Premiera

7 kwietnia 2011, czwartek,

Internetowa ofensywa Donalda Tuska trwa. Wczoraj czatował w Onecie, dziś podejmował w swej Kancelarii przedstawicieli środowisk internetowych: organizacji pozarządowych i reprezentacji biznesu teleinformatycznego. Po stronie rządowej Premierowi towarzyszyli Michał Boni oraz wysocy przedstawiciele resortów infrastruktury, spraw wewnętrznych, kultury, sprawiedliwości. Był nawet koordynator służb specjalnych. Aż by się chciało rzec – full wypas.

Spotkanie było w zasadzie kontynuacją rozmowy z internautami (czy raczej, jak mówi Wagla, obywatelami korzystającymi z Internetu) zainicjowanej rok temu, po aferze z rejestrem usług i stron niedozwolonych. Wówczas to internauci się zbuntowali i ich protest spowodował, że rejestr nie powstał. Michał Boni przyznał też wówczas, że rząd budował społeczeństwo informacyjne, a tu okazało się, że ono istnieje samo z własnej, nieprzymuszonej woli.

Po dobrych początkach rozmowy o Internecie ucichły – Donald Tusk tłumaczył to nie zła wolą, tylko specyficznym ubiegłym rokiem, by wspomnieć 10 kwietnia i powódź. Specyfika roku nie przeszkadzała jednak, by rząd znowu trochę przy Internecie narozrabiał – tym razem czarę goryczy przelała ustawa implementująca dyrektywę o usługach audiowizualnych (pisałem o tym w komentarzu). Ustawa rozciągała zakres władzy regulacyjnej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na niektóre aspekty działania Internetu. Powstał rwetes, Premier ustawę przyblokował przekonując senatorów, by na poziomie prac w Senacie usunęli sporne przepisy.

Katalog spraw, z jakimi wystąpili obywatele-internauci był jednak znacznie większy, pełną listę z opisem można przeczytać na stronie Fundacji Panoptykon. W skrócie chodziło o takie kwestie, jak retencja danych, blokowanie stron internetowych, wykorzystywanie informacji publicznej, wspomniana już regulacja mediów, reforma praw autorskich. Premier zadeklarował, że kwestia działań prawnych wobec Internetu będzie podejmowana ze szczególną ostrożnością, żeby w dobrym zapale nie zniszczyć właściwego dla tego medium potencjału wolności. Przy implementacji dyrektyw ma obowiązywać zasada, żeby nie być nadgorliwym i nie wykorzystywać dyrektyw jako wehikułu do wprowadzania dodatkowych przepisów, zaostrzających unijną podstawę.

Jednocześnie Donald Tusk dał do zrozumienia, że choć jak najbardziej otwarty jest na systematyczne konsultacje ze środowiskiem internetowym, to jednak należy dobrze się zrozumieć: za ostateczny kształt aktów prawnych odpowiadają organy konstytucyjne. Konsultacje to nie wspólne pisanie ustaw, ostateczny kształt aktu prawnego nie musi uwzględniać sugestii zgłaszanych w trakcie rozmów ze stroną społeczną.

Rozmowy były nadspodziewanie dobre, jeśli porównać to choćby z ostatnim spotkaniem „Republiki Książki” (piałem trochę w poprzednim wpisie, gdzie przedstawiciele grup interesów bez żenady próbowali przepychać swoje partykularne sprawy). U Premiera tylko przedstawiciel sieci telewizji kablowych próbował namówić Donalda Tuska, żeby zajął się ustawą o Państwowym Instytucie Filmowym, nakładającą na operatów telewizji opłatę na PISF. Żenujące, na szczęście inni przedstawiciele biznesu nie poszli tym samym tropem, mówiąc o problemach, a nie o interesach (jeden z mocniejszych postulatów mówił o tym, żeby powołać resort odpowiedzialny za sprawy informatyzacji i społeczeństwa informacyjnego, bo w tej chwili panuje bezhołowie i każdy minister uważa, że zna się na Sieci).

Premier rozmawiał o pół godziny ponad zaplanowany czasy, od razu umówił się na kolejne spotkanie i przekazał pałeczkę Michałowi Boniemu, który ma koordynować rozmowy. MB od razu podzielił problematykę na podproblemy, którymi mają zająć się grupy robocze. Tempo ma być dosyć szybkie (bo i niektóre kwestie wymagają szybkiego załatwienia – wiadomo, że Komisja Europejska nie odpuści ustawy implementacyjnej o usługach audiowizualnych). Jakie będą efekty, zobaczymy.

W każdym razie rozmowy z obywatelami-internautami to drugi, obok rozmów z Ruchem Obywateli Kultury (o tym więcej w najnowszej „Polityce”) obszar ciekawego eksperymentu w polskiej demokracji. Władza odkrywa, że dziś trzeba i warto rozmawiać nie tylko z grupami mającymi fizyczną siłę nacisku. Siła symboliczna, wynikająca ze zdolności do sieciowej samoorganizacji może być równie godna respektu. I nawet jeśli skłonność do rozmów z obywatelami-internautami i obywatelami kultury wynika z politycznej kalkulacji związanej z kalendarzem wyborczym, to i tak samo doświadczenie tych rozmów ma szansę zmienić ponurą polityczną codzienność. Dowodzą one bowiem, że dyskusja o problemach nie musi sprowadzać się do młócki w telewizyjnych studiach. Pokazują, że można dyskutować na argumenty, a nie tylko przerzucać się inwektywami rozpalając emocje.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Być może Tusk jest jednym z ostatnich idealistów w rządzie którym o coś chodzi?
    Wymierającym pokoleniem altruistów?
    Kimś, komu oprócz szmalu, przyświecają inne wartości?

  2. Czemuś jestem dość sceptycznie nastawiony do deklaracji premiera i ministrów a w siłę nacisku nie wierzę. Dobra wola, chęć rozmowy? No i co z tego jak co pół roku wypływają te same pomysły. Dojdziemy w końcu do tego, że obywatele nie zauważą (a media już dziś nie widzą bo nie mają w tym interesu mimo, że to jest właśnie ich rola) kolejnej próby i jakieś „prawo nowe” przejdzie. „Fizyczna siła nacisku”? To znaczy co, bruk poleci? A kto zaprotestuje przeciwko ściganiu pedofili?

    Z wyrazami zrezygnowania,
    s.

  3. W 3 kwestiach:

    – rozwijając swoją myśl ze spotkania – którą skierowałem do Premiera Tuska, „analogi w rządzie” to nie tylko kwestia technologii ale przede wszystkim tego co jest w sposobach zarządzania i efektywności (a raczej jej miernej efektywności) administracji rządowej. A raczej także – braku „common sense”.

    – tak Panie Premierze, internet to nie jest ufo. To normalny sposób komunikacji. I nie mówimy tu o jakim wyimaginowanym narzędziu ale czymś co jest krwioobiegiem komunikacji, gospodarki czy normalnego życia społeczeństwa. To grubo ponad połowa społeczeństwa, które żyje, ciężko pracuje i chciałoby by rząd, państwo nie przeszkadzało nadmiernie w życiu, umożliwiało zdrową konkurencję na rynku.

    – ze względu na małe zrozumienie/analogowość powyższych dwóch spraw mamy do czynienia z takimi właśnie ustawami, prawodawstwem. Gdzie tworzy sie „coś” totalnie w oderwaniu od rzeczywistości, tracąc na to wiele cennego czasu i zasobów. Kolejne spotykanie się, zamiast rozmowa o długofalowych strategiach cyfryzacji gospodarki, jest fajne, medialnie. Ale mniej medialne powinno już być zajęcie sie konkretnymi sprawami, o których m.in rozmawialiśmy, lub są tutaj poruszane. Postawą jest szersze studium – jak Polska może w ogóle sprostać konkurencji międzynarodowej, na rynku światowym. A to już wykracza poza bieżącą politykę.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Edwin Bendyk:
    Dowodzą one bowiem, że dyskusja o problemach nie musi sprowadzać się do młócki w telewizyjnych studiach. Pokazują, że można dyskutować na argumenty, a nie tylko przerzucać się inwektywami rozpalając emocje.

    Ale dyskusja na argumenty jest trudniejsza – trzeba coś przeczytać, przemyśleć, znać się na czymś. O wiele łatwiej jest powtarzać w kółko mantrę „za naszych rządów Polska była krainą mlekiem i miodem płynącą, teraz jest ruiną”.

    steelman:
    Czemuś jestem dość sceptycznie nastawiony do deklaracji premiera i ministrów a w siłę nacisku nie wierzę. Dobra wola, chęć rozmowy? No i co z tego jak co pół roku wypływają te same pomysły. Dojdziemy w końcu do tego, że obywatele nie zauważą (a media już dziś nie widzą bo nie mają w tym interesu mimo, że to jest właśnie ich rola) kolejnej próby i jakieś ?prawo nowe? przejdzie.

    Cóż, w siłę nacisku można nie wierzyć, ale to właśnie dzięki naciskowi premier zdecydował się na spotkanie z obywatelami. Rozmawiać trzeba właśnie dlatego, że co jakiś czas ktoś powtarza swoje błędy. Jedni robią to z nieświadomości, inni dla zachowania własnych wpływów, jeszcze inni z chęci życia w swoim świecie i niechęci do uczenia się. Gdyby wszystko dawało się załatwić jedną rozmową, świat byłby piękniejszy.

    Obywatele mogą czegoś nie zauważyć, jeśli będzie się problemom przypatrywać garstka osób. Jeśli działania różnych instytucji zaczną monitorować masy, wtedy niewiele jest w stanie umknąć takiej obserwacji.

  6. @wiesiek59
    Mogę tylko powtórzyć: Sam sobie budujesz chlew w którym mieszkasz.

    Natomiast ja podziwiam (wiadomość wczoraj) tych wszystkich, którzy przenieśli bez pieniędzy 20 000 żab przez jezdnię. To właśnie oni powinni otrzymać medale od prezydenta. Moje wielkie uznanie dla tych ludzi. Oni stanowią przyszłość.

  7. @Piotr ‚Mikołaj’ Mikołajski pisze:

    2011-04-08 o godz. 09:28

    100/100 🙂

  8. „ostateczny kształt aktu prawnego nie musi uwzględniać sugestii zgłaszanych w trakcie rozmów ze stroną społeczną.”
    po przecież Rycho, Zbycho czy Grzecho muszą mieć dobra kasę.

    w GW jakas wdowa po PSL placze ze jej ciezko.
    250 tys, umorzenie pożyczek bankowych, ~ 50 tys na pogrzeb, renty dla córek, renta dla niej.

    Trzeba sobie zadać pytanie to ile posłowie „wyciągają” skoro kasa którą dostają od III RP wdowy spowodowała ze one są biedni ?

  9. „W każdym razie rozmowy z obywatelami-internautami to drugi, obok rozmów z Ruchem Obywateli Kultury (o tym więcej w najnowszej ?Polityce?) obszar ciekawego eksperymentu w polskiej demokracji.”
    Troszkę się zagotowałem.Rozmowy z obywatelami jako eksperyment.Zagotowałem się także,albowiem,premier ma taką posadę ,że jego głównym zajęciem jest ściągnięcie podatków z „wszystkiego co się rusza” i zadbanie ,by buce parlamentarne,za bardzo nie uszczupliły tego pola zdzierstwa państwowego.
    Internet,hodowla królików,czy inna działalnośc.Musi zadbac o kolejnośc dziobania,rolowanie długu i żeby troszkę zostało dla biednych.W tym porządku.Nie mogę zrozumiec dlaczego premier ,zamiast spotykac się z personami internetotwórczymi (?) czy kulturotwórczymi (?) nie wymusi na bucach parlamentarnych odpowiednich mechanizmów ekonomicznych wyzwalających rozwój tych dziedzin poprzez inwestycje prywatne ,bo państwo i tak nie ma na to pieniędzy.To jest zagadka.

  10. „Jednocześnie Donald Tusk dał do zrozumienia, że choć jak najbardziej otwarty jest na systematyczne konsultacje ze środowiskiem internetowym, to jednak należy dobrze się zrozumieć: za ostateczny kształt aktów prawnych odpowiadają organy konstytucyjne. Konsultacje to nie wspólne pisanie ustaw, ostateczny kształt aktu prawnego nie musi uwzględniać sugestii zgłaszanych w trakcie rozmów ze stroną społeczną.”
    I to jest właśnie to!
    Oznacza, że społeczeństwo jest przedmiotem działania tej władzy, a nie jej podmiotem. Całkowite zaprzeczenie celu w jakim władzę kiedyś wymyślono. Dla myślacych ludzi to nie do przyjęcia.

    „(jeden z mocniejszych postulatów mówił o tym, żeby powołać resort odpowiedzialny za sprawy informatyzacji i społeczeństwa informacyjnego, bo w tej chwili panuje bezhołowie i każdy minister uważa, że zna się na Sieci).”
    A to jeden z jaskrawych przykładów ( gdyby postulat wszedł w życie ) w jaki sposób powiększa się liczbę niepotrzebnych urzędników. Pewnie po to, aby w przyszłości było kogo redukować w celu pokazowej walki z ich nadmiarem.

  11. Piotr ‚Mikołaj’ Mikołajski pisze:
    Cóż, w siłę nacisku można nie wierzyć, ale to właśnie dzięki naciskowi premier zdecydował się na spotkanie z obywatelami.

    Uwierzę w siłę nacisku jeżeli do następnego spotkania nie dojdzie bo nie będzie takiej potrzeby. Uwierzę jeśli rząd zrozumie, że Internet jest takim samy medium jak telefon (tyle, że tańszym i pojemniejszym). Tak jak nikt przy zdrowych zmysłach nie uzna, że pozbył się złodzieja samochodów jeśli zablokuje mu telefon (w najgorszym wypadku będzie go podsłuchiwać) tylko go ściga w świecie realnym, tak blokowanie transmisji danych w Internecie skazane jest na porażkę. Rząd deklaruje, że to rozumie ale „co innego widzę, co innego słyszę”.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php