Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

24.08.2011
środa

Spór o GMO, nie straszmy głodem

24 sierpnia 2011, środa,

Prezydent Bronisław Komorowski zawetował ustawę  o nasiennictwie. Wzbudziła ona wiele emocji, bo dotyczy także kwestii żywności z organizmów modyfikowanych genetycznie. Jak zwykle przy takich okazjach strony dyskusji wyciągają wszelkie możliwe argumenty. Chciałem zwrócić uwagę na jeden tylko z nich, podniesiony w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” przez Krystynę Naszkowską:

Tymczasem, chcemy tego, czy nie, świat nie ucieknie od GMO, bo te rośliny są jedynym skutecznym sposobem walki z głodem.

Niestety, to jeden z najczęściej powtarzanych mitów, nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością dotyczącą głodu. Polecam artykuł Esther Duflo i Abhijit V. Banerjee z majowego numeru „Foreign Policy” (artykuł jest fragmentem książki  „Poor Economics: A Radical Rethinking of the Way to Fight Global Poverty”). Żywności nie brakuje, jeśli liczyć ilością kalorii, jaką mogą wyprodukować dostępne areały. I długo jeszcze, stosując tę miarę, nie będzie brakować. Ba, jak przekonują autorzy, również realna liczba głodujących na świecie jest mniejsza – większość problemów wynika nie tyle z niedożywienia, ile złej diety, pozbawionej np. odpowiednich mikroelementów i witamin. Zła dieta jest jednak najczęściej skutkiem braku wiedzy, a nie brakiem dostępu do odpowiedniego pożywienia.

Głód w większości przypadków nie jest spowodowany brakiem jedzenia, lecz brakiem pieniędzy na jego zakup. Paradoksalnie, najbardziej głodują rolnicy z krajów rozwijających się, uprawiający mało wydajne pola. Plony są zbyt małe, by być podstawą egzystencji. Co można zrobić? Poszukać bardziej opłacalnego zajęcia, co wielu mieszkańców wsi robi, przenosząc się do miast i zasilając rosnące slamsy. Ilu z nich rzeczywiście poprawi swój status ekonomiczny? Inny sposób, to podnieść wydajność upraw. Tyle tylko, że GMO nie jest tu żadnym rozwiązaniem, przeciwnie. Uprawy GMO wymagają wyższej kultury technicznej i większych nakładów kapitałowych, w konsekwencji sprzyjają koncentracji rolnictwa, czyli prowadzą do efektu jak w punkcie poprzednim – wypychają znaczną część drobnych rolników do wielkomiejskich slamsów.

Konieczność dziejowa? Niezupełnie. Claude Aubert w artykule „Nourir la planete avec l’agriculture biologique: mythe ou realite?” (Ecologie&Politique, 38/2009) pokazuje, że drobne, niskokapitałowe zabiegi, jak nawożenie kompostem i zmiana sposobu nawadniania upraw zwiększyły plony w krajach afrykańskich nawet kilkukrotnie. Oczywiście, większe plony trzeba mieć gdzie sprzedać, żeby uzyskać pieniądze na zakup innych niezbędnych artykułów. I tu zaczyna się kolejny problem, dostępu do rynku. Mieszkańcy krajów rozwijających się muszą konkurować z subwencjonowanym rolnictwem Europy, USA i Japonii, są więc bez szansy. Podobnie jak są bez szansy w konkurencji z amerykańskimi samochodami – w 2010 r. w USA zebrano 400 mln ton ziarna, z czego 126 mln przeznaczono na bioetanol (w 2000 r. na bioetanol poszło tylko 16 mln ton ziarna). I podobnie jak są bez szansy z agrokorporacjami i rządami bogatszych krajów, które wykupują ziemię w krajach rozwijających się (blisko 60 mln hektarów zostało przejętych w ten sposób do 2010, czyli więcej niż USA przeznaczają na uprawę kukurydzy i pszenicy).

Skończmy z hipokryzją i nie mieszajmy do dyskusji o GMO argumentu walki z głodem, bo rozwiązaniem problemu głodu jest rozwój gospodarczy w miejscach, gdzie głód i zagrożenie nim występuje. Do tego bardziej zaś niż eksport kosztownych i wymagających technologii nadają się takie rozwiązania, jak instytucje mikrokredytu, programy edukacyjne, wiercenie studni  i otwarcie bogatych rynków na lokalne produkty rolne.

Na koniec, w dyskusji o GMO oczywiście przywoływany jest głos ekspertów. „Foreign Policy” także zapytał panel złożony z 58 ekspertów o sposoby walki z głodem i niedoborem żywności. Stwierdzenie: „Tylko szerokie zastosowanie inżynierii genetycznej jest w stanie zwiększyć produkcję żywności w stopniu wystarczającym, by nadążyć za wzrostem liczby ludności” 39% uczestników uznało za prawdziwe, 61% za fałszywe. Na pytanie, jakie więc działania powinno się podjąć, żeby zmniejszyć problem głodu, eksperci wskazali, w kolejności:

– wspieranie rozwoju gospodarczego,

– wspieranie małych gospodarstw rolnych,

– reformę handlu produktami rolnymi.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. Wprowadzanie genetycznie zmodyfikowanych nasion uzaleznia rolnikow od producentow tych nasion.
    Tu sa dla wielkich koncernow naprawde miliardy do zarobienia. Walka z glodem na swiecie jest tu w najlepszym przypadku produktem ubocznym, a nie celem.
    Przy tych potencjalnych zyskach wydatek na kupno przychylnych opini naukowych jest naprawde drobnostka.
    W tych warunkach prezydenckie weto moze sie okazac przyslowiowa proba ?zawracania Wisly kijem?.

  2. W czerwcowym Świecie Nauki jest świetny artykuł na temat GMO,a dokładniej na temat odporności zmodyfikowanej kukurydzy na glifosat(Roundup).Miało być tak: siejemy tą kukurydzę,zlewamy pole Roundupem,szlag trafia chwasty a kukurydza ma się dobrze,nie musimy stosować groźnych herbicydów.Czyli płacimy więcej za kukurydzę GMO,Roundup i mamy święty spokój.Niestety jest tak:siejemy,zlewamy glifosatem a potem plewimy ręcznie bo chwasty wykształciły odporność na Roundup… Korzyści poszły szczekać,za to mamy superchwasty.Polecam ten artykuł wszystkim,którzy bredzą na temat korzyści z GMO.D przodu są jedynie koncerny produkujące ziarno GMO.
    „Świat Nauki 6/2011 – Ekspansja superchwastów”
    Pozdrawiam

  3. doskonały tekst… gratuluje 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Genetyczne modyfikacje mogą akurat problem złej diety wyeliminować najszybciej. Ale oczywiście zgadzam się, że jeśli za GMO stoi Monsanto, sytuacja krajów rozwijających się tylko się pogorszy. To samo jednak może dotyczyć pomocy żywnościowej w ogóle, nawet jeśli nie obejmie ona gatunków genetycznie modyfikowanych.

    Bezrefleksyjny sprzeciw wobec GMO to wylewanie dziecka z kąpielą – inicjatywy takie jak CGIAR czy BiOS mają szansę stworzyć system rozwoju genetycznie modyfikowanej żywności dostosowanej do potrzeb i możliwości krajów rozwijających się i na dodatek promują alternatywny wobec korporacyjnego system własności intelektualnej. Etyczny i prawny sprzeciw wobec żywności modyfikowanej torpeduje jednak ich wysiłki.

  6. Z kolei ja zwróciłbym uwagę na fakt, że pytanie zadane ekspertom jest źle sformułowane. Sam, będąc raczej zwolennikiem GMO też odpowiedziałbym, że owo zdanie jest fałszywe, gdyż widziałbym również inne metody na rozwiązanie problemu przeludnienia.

  7. Opor pana redaktora przeciw zaprzeganiu szlachetnej idei walki z glodem do taranu propagandy modyfikowanej genetycznie jest jak najbardziej sluszny, uzasadniony argumentami, ktore przytacza. Z calym jednak szacunkiem – propozycje rozwiazan
    alternatywnych, w blogu proponowane, traca niestety myszka harcerskiego zapalu (z calym szcunkiem) z czasow zupenie niedziejszych. Koncernom od GMO zajeloby pewnie niecaly dzionek, zeby zrobic porzdek z pomyslami takimi jak: wspieranie reform, malych gospodarstw i
    studni kopanych. Zreszta, kto to mialby niby robic? Pani Ochojska (z calym szcunkiem) i jej woluntraiusze (szacun)? Chyba tez nie wyobraza sobie pan redaktor, ze jacys premierzy, prezydenci, parlamentarzysci (bez szcunku) zabrali by sie za kopanie studni lub kopanie po kostkach prezesow karteli od GMO. Jako wielki entuzja sta teorii spiskowych podejrzewam nawet, ze ten maly prztyczek naszegoe Pana Prez. wymierzony producentom i entuzjastom modyfikowanych kartofli i innych glutow wynikal raczej z walki wokol zasadniczej czesci zawetowanej ustawy, tyczacej sie parcelacji panstwowych sluzb nasiennictwa i plynacych stad
    fruktow niezmodyfikowanych . GMO tak czy siak wroci zostanie przyklepane ku radosci tym,
    ktorym zmodyfikuje w gore zyski w bliskiej perpsektywie czasowej i ku utrapieniu zwyklego podatnika, ktoremy bedxie sie musial zrzucic na posprzatanie po tej zabawie w perspektywie dalszej.

  8. Świetny tekst 🙂

    Od siebie dodam, że, mimo kurczenia się areału ziem uprawnych, nadal dysponujemy na Ziemi gigantycznymi niewykorzystanymi rezerwami produkcyjnymi w postaci oceanów, które, jak na razie, wykorzystujemy jedynie na poziomie kultury myśliwsko-łowieckiej, z nieśmiałymi zalążkami rolnictwa. Tak na dobrą sprawę, 2/3 powierzchni ziemi „leży odłogiem”, a mogłoby z powodzeniem być wykorzystywane jako gigantyczne farmy bogatych w białko i minerały wodorostów, które doskonale nadają się do spożycia zarówno przez ludzi jak i zwierzęta hodowlane. Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja miso i wakame mogę jeść codziennie 😉

  9. Pisze pan ciekawie i niestandardowo, podając źródła.
    Dzięki za to i proszę nie brać pod uwagę jak czasem się doczepimy o coś.

    @ burlap pisze: 2011-08-24 o godz. 14:00
    Masz racje ze jednym z problemów jest etyczny.
    To ze jedyny właściciel i dystrybutor ziarna np. Monsnato ma/będzie miał możliwość zabawić się w Stalina i wyśle kilkadziesiąt milionów ludzi 2m pod ziemie by użyźnili przeludniona planetę.

  10. Tak, ze wszystkim co redaktor pisze nie sposób się nie zgodzić.
    I rynki trzeba otworzyć i zaprzestać dotowania rolnictwa w krajach wysoko rozwiniętych i być może ogłosić moratorium w bogatych krajach na GMO.
    Ale z powodów ekonomicznych a nie ze strachu. Żeby po latach nieuczciwej konkurencji spłacić trochę dług wobec krajów których naturalny rozwój musi się dokonać przez rozwój rolnictwa.
    I to prawda,że GMO nie jest jedyną drogą do wykarmienia ludności.
    Dzisiaj, jak są jeszcze inne rezerwy tak.
    Ale jutro?
    Można powiedzieć jutro będzie futro, ale można jak klasyk, „jutro to dziś, tyle że jutro”.
    Nie można przedstawiać sprawy, albo mycie rąk albo mycie nóg.
    Można jedno i drugie.
    Argumenty, że nie da się udowodnić, że nie szkodzi słabe.
    Nigdy się nie da stwierdzić że nie szkodzi, bo horyzont obserwacji można dowolnie przesuwać wraz zaostrzaniem kryterium ostrożności.
    A że ostrożności nigdy za wiele..
    Nie da się rozstrzygnąć czy w przyszłości..
    W przyszłości jak się byk z dwiema głowami urodzi, co matka żarła modyfikowana kukurydzę to będzie jeden z dowodów, że szkodzi.
    Jak ten z Rundupem. Nie chwasty odporne od Rundupu, tylko od zmodyfikowanej kukurydzy.
    Zmodyfikowana kukurydza ma nie być na Rundup odporna, tylko na szkodniki i chwasty.
    Ma być od nich silniejsza a dla szkodników niesmaczna.

  11. Cieszę się, że kolega Bendyk zabrał głos po rozsądnej stronie. Chwalebne.

  12. Cieszę się z tego artykułu i mam nadzieję, że Pan jeszcze pogłębi ten temat. Niedługo w naszym kraju będą uchwalane ustawy odnośnie żywności modyfikowanej. Ważne żeby pisac prawdę i żeby do niej dotrzec. Mam nadzieję, ze większośc społeczeństwa jest przeciw żywności modyfikowanej i dobrze by było gdyby politycy mieli odwagę o tym pamiętac.

  13. @ browar – dodałbym jeszcze, że skutkiem ubocznym wykańczania roundupem i innymi świństwami, okazało się być zniszczenie sąsiadujących, organicznych upraw, które odporne na ów nie były. W ten sposób zniszczono wiele powierzchni uprawnych na całym świecie, włącznie z USA, ale szczególnie dotknęło to krajów biednych. Kolejny skutkiem ubocznym było uzależnienie rolinków od Monsanto, bo o nich tutaj mówmy, które wywiera potężną presję ekonomiczą na społeczność rolniczą (brzmi dość debilnie, wiem:))) Kolejny wymysł mający na celu zbicie fortuny – podobny do wielu, wielu innych, o których wspominać nie chcę :))

  14. Drobiazg, ale irytujący. Jeśli ekspertów było 58 i ich 35 miało pewne zdanie, to w zapisie dziesiętnym mamy iloraz 0,6034(cośtam) czyli w przybliżeniu 60%. Gdyby tę samą opinię miało 36 osób, to iloraz 0,6206(innecośtam) odpowiada 62%. WIęc sytuacja, w której „39% uczestników uznało za prawdziwe, 61% za fałszywe” byłaby możliwa gdyby jeden z ekspertów wstrzymał się od głosu, ale to by znaczyło, że w panelu było 57 ekspertów i jeden turysta.

  15. idąc za andsolowym tokiem myślenia wydawać się może, że liczby sa ważne a przecież one nie istnieją. Natomiast kalafior który w lodowce leży przez miesiąc wcale sie nie zmienia, istnieje. Mam nawet podejrzenie, że jest skrzyzowaniem skorupy żółwia z liściem kapusty. 🙂 Co bedzie dalej ? Naukowcy pracują intensywnie …..

  16. Świetny tekst

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php