Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

30.08.2011
wtorek

Spór o podręczniki, czyli kto ważniejszy: dzieci czy wydawcy?

30 sierpnia 2011, wtorek,

Kto ma dzieci, wie ile kosztuje wyprawka do szkoły, a zwłaszcza najdroższa jej część – podręczniki. Przy trójce uczących się pociech doświadczam boleśnie co roku operacji zakupu, zaciskam jednak zęby bo nie to mnie najbardziej irytuje. Bardziej martwi mnie, że dzieci dosłownie na swoich plecach dźwigają ciężar „market failure” (niedoskonałości rynku), jakiego przykładem jest sektor podręczników. Owszem ma się on dobrze, lecz służy samemu sobie, czyli wydawcom. Rodzice są jeleniami do golenia, dzieci muszą dźwigać na plecach kilogramy makulatury przygotowywanej tak, żeby co roku trzeba było kupować nowe książki i zeszyty ćwiczeń, często bezsensownie drukowane na drogim (i ciężkim) papierze.

Czy tak ustawiony rynek podnosi jakość polskich podręczników?

…”ukryty program” polskich podręczników, a zwłaszcza ich anachronizm, promowanie tradycjonalizmu kosztem nowoczesności nie służy budowaniu pomyślności Polski w najbliższych dekadach. Analiza ich treści dowodzi, że są one zwrócone częściej ku tradycji niż współczesności. […] Zarówno w wybranych fragmentach z klasyki literatury polskiej, jak i w różnych baśniach i legendach bardzo często pojawiającym się motywem jest wiara w magię, istnienie sił nadprzyrodzonych, złych mocy, duchów. Przemiany społeczne współczesnego świata są prawie niedostrzegalne. Na podstawie podręczników można by sądzić, że najważniejszym problemem współczesnego świata jest zbyt dynamiczny rozwój nauki i techniki, który prowadzi do zagłady i zniewolenia człowieka. O demokracji, równości, tolerancji wspomina się jedynie w odniesieniu do historii lub bardzo ogólnikowo…

To kawałek oceny z opublikowanego wczoraj raportu „Młodzi 2011” autorstwa prof. Krystyny Szafraniec. Minister edukacji narodowej Katarzyna Hall ma pomysł na zmianę rynku podręczników poprzez zobowiązanie wydawców do przygotowywanie elektronicznych wersji, relacjonuje ten pomysł w dzisiejszej „Wyborczej” Ola Pezda.

Idzie Jaś do szkoły, a w tornistrze niesie drugie śniadanie, piórnik oraz kilogramy książek i zeszytów. Tak jest dziś. W dorocznym warszawskim ważeniu tornistrów najcięższe miały ponad osiem kilogramów. MEN chce, żeby było tak: Jaś idzie do szkoły, a w tornistrze niesie drugie śniadanie oraz półkilogramowy tablet, a nim wszystkie podręczniki, tyle że w wersji cyfrowej. Albo kilka kartek z wydrukowanym zestawem ćwiczeń na dziś.

Co na to wydawcy?

Minister jeszcze rozporządzenia nie podpisała, ale już zbuntowali się wydawcy. Boją się załamania rynku. Polska Izba Książki skrytykowała ministerialny projekt w oficjalnym piśmie od MEN.

Dlaczego? Bo boją się załamania rynku książki, choćby ze względu na piractwo. I straszą, że podręczniki nie stanieją, lecz będą jeszcze droższe.

Pani Minister, proszę nie ulegać szantażowi i robić swoje. Rozumiem wydawców, że boją się utraty wpływów – rynek podręczników to najbardziej lukratywny segment rynku książki. Życzę wydawcom jak najlepiej, jednak nie kosztem moich dzieci i ich kręgosłupów.  Minister edukacji odpowiedzialny jest troszczyć się nie o rynek, lecz o jakość edukacji i podmiot swoich działań, uczniów. Rynek może być do tego środkiem, jak jednak widać z wcześniejszego opisu, jest środkiem niedoskonałym. Wiedzą o tym nawet Amerykanie uwielbiający wolny rynek, jednak jeśli chodzi o podręczniki stosują daleko posuniętą interwencję władzy publicznej, w wielu stanach obowiązuje zasada centralnych zakupów podręczników.

Nie musimy iść tak daleko, wystarczy inny zabieg, promowany od kilku lat przez Fundację Nowoczesna Polska – wolne podręczniki. Za niewielkie pieniądze można przygotować otwarte zasoby edukacyjne i podręczniki dostępne w Internecie na wolnej licencji. Bezpłatnie. Jeśli wydawcy będą straszyć podwyżką, będzie alternatywa. A jeśli chcą zarobić, niech udowodnią, że oferują rzeczywistą wartość dodaną i że ich oferta jest lepsza. Wolne podręczniki oczywiście znakomicie utrudniłyby życie wydawcom przyzwyczajonym do sprawdzonego modelu biznesowego. Skoro jednak są takimi zwolennikami rynku, powinni być gotowi na twórczą destrukcję.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 23

Dodaj komentarz »
  1. „sąd bezwzględny i szczery,
    nos dla tabakiery!”

    Niech się pan nie dziwi, nasi Geniusze po katastrofie w Smoleńsku pozwolili na kupno Embraerow.
    One latają tylko na wysokości korytarzy komunikacyjnych gdzie jest tłok i łatwo o zderzenie. I to oni, Geniusz nimi latają. To czego pan od nich wymaga w sprawie książek dla dzieci ?

    Gdyby był rynek o którym bajki opowiadał prof. Balcerowicz to książki byłyby drukowane w Chinach albo z Chin przyszłyby do Sławkowa szerokimi torami nośniki pamięci z zapisami książek.

  2. Bardzo Panu dziękuję za ten wpis. Niestety nie mam nadziei na zrozumienie (i działania) ze strony pani minister. Obym się myliła…

  3. Nie ma wolnego rynku podręczników.
    Cechą konieczna wolnego rynku, jest wolny wybór jego uczestników.
    Szkoła jest obowiązkowa a rodzic nie ma żadnego wyboru chociaż..

    Moim zdaniem, MEN powinien ogłosić konkurs na podręczniki.
    Powołać komisję konkursową i zwycięzców nagrodzić kupnem praw autorskich i je upublicznić. Tak powinien robić regularnie co kilka lat.
    Wtedy podręczniki by drukowali być może w Chinach, być może w ogóle by się ich nie drukowało.
    Wolny rynek by był.
    Kto by chciał, mógłby zostać wydawcą, wydać taniej na marnym papierze, drożej na drogim.
    Wolny wybór, niska cena.
    W ten sposób rozwiązano by problem jakości podręczników a nie tylko ich ceny i wagi w tornistrze.
    Publikowanie podręczników w internecie jest połowicznym rozwiązaniem.
    Nie po to jest notebook czy tablet, żeby wyświetlać treści papierowe.
    Podręczniki elektroniczne powinny być daleko bardziej bogate.
    A na koniec najciekawsze, nie ma obowiązku uczenia wg. podręczników i nie ma obowiązku ich posiadania:)
    Nie ma takiego prawa, to zwyczaj.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Właśnie zastanawiałem się jaka jeszcze papką zostanę ugoszczony przez miłościwie nam panujących. Szkoła to duża grupa średnio wyrobionych politycznie wyborców a podręczniki fajny temat we wrześniu.
    Co to za kraj w którym wyprawka do darmowej i obowiązkowej szkoły kosztuje więcej niż płaca minimalna? A dodatek pana Boniego w postaci zmian dot. umów tzw. śmieciowych nie wzbudzi pytania kto zmienił „Kodeks Pracy” i dlaczego protestujący związkowcy byli wtedy źli?
    Moim zdaniem podręcznik w PDF to bzdura, nie potrzebne są badania żeby stwierdzić że percepcja tekstu jest dużo gorsza. Może mieć to zastosowanie i nawet usprawni zeszyty ćwiczeń sprawdziany etc jednak w przypadku długich tekstów raczej nie. Moim zdaniem to postulat wyborczy jak autostrady etc. nic z tego nie będzie poza grupą manewrowanych, nie wierze bowiem w szwedzki model szkolnictwa w Polsce bez jego korelacji ze Szwedzkim kodeksem pracy, cena prądu i zasobami gazu.

  6. Czytałem ostatnio, że od czytanie się jednak oczy nie psują. A e-książki na e-papierze czyta się równie komfortowo jak na zwykłym.
    Gorzej jest z tabletami, tu już się pojawiają negatywne efekty dla oczu, ze względu na mniej częste mruganie. Ale kto rozsądny założy, że dzieci nie będą miały kontaktu z komputerem w tych czasach? To niech mają tablety i dostęp do wiedzy, w tym do prezentacji multimedialnych (na czytnikach e-ink to na razie przyszłość).
    Z tabletami będzie jeszcze jeden problem – te które mają wystarczającej wielkości wyświetlacz, czyli co najmniej 10″, są dość drogie. A mniejsze się nie nadzadzą.
    Podobnie, w przypadku decyzji o zakupie czytników z e-papierem, te z wyswietlaczem wielkości A4 (a takie były by najlepsze) są kosmicznie drogie.
    No i ceny e-booków – wcale nie są takie niskie, bezpodstawnie.
    Tak że pomysł pani mnister jest w sumie niezły, ale kiedy się wchodzi w szczegóły techniczne, już nie wygląda tak różowo. Co nie znaczy, że nie da się tu nic zdziałać…

  7. Szkole konczylam dosyc dawno temu i pamietam, ze obowiazywal wtedy jeden, gora dwa podreczniki do danego przedmiotu (dla danej klasy), obejmujace calosc wymaganego materialu. Pozwalalo to na przekazywanie podrecznikow mlodszym kolegom lub rodzenstwu; wyprawka dla dziecka byla znacznie tansza, bo odzyskiwalo sie czesc wydanych pieniedzy.
    Co istotne – w podrecznikach nie pojawialy sie bledy ortograficzne i nie bylo afer z lapowkami od wydawcow.

    Zastanawia mnie, czemu Ministerstwo nie opracuje i nie opublikuje takich podrecznikow na stronie internetowej, z opcja sciagniecia PDFow. Wydawcy mieli by tylko prawo drukowania i sprzedazy (oplaciwszy niewielka oplate licencyjna), bez mozliwosci ingerowania w tresc ksiazek.

    Takie rozwiazanie pozwoliloby na
    1) odchudzenie tornistra (mozna by w skoroszycie nosic jedynie kilkadziesiat kartek wraz z cwiczeniami na dany dzien lub blok materialu),
    2) obnizyloby znaczaco koszt wyprawki i pozwolilo by go rozbic na kilka miesiecy.
    3) zapewnilo wysoka jakosc i zgodnosc z programem (proponuje kary finansowe dla autorow i zatwierdzajacych za przepuszczenie bledow merytorycznych i ortograficznych)
    4) zmniejszylo lapowkarstwo
    5) podrecznik mozna by oddac nastepnym uczniom

  8. Jeszcze jedna dygresja. Zastanawiam się jak ocenić jakość pracy p. Szafraniec, biorąc pod uwagę, że jej się wydaje iż czytanie przez dzieciaki książek Sapkowskiego, Dukaja, Grzędowicza, Komudy, bodaj i Pilipiuka to źródło wiary w „bardzo często pojawiający się motyw magii, istnienie sił nadprzyrodzonych, złych mocy, duchów”. Albo taki Mickiewicz, też konserwa z tymi jego Dziadami 😉
    Albo klasycy cyberpunku, Gibson, Stephenson na przykład – też do kitu! 😉

    No litości, wygląda na to że pani profesor zagustowała w fantastyce komunistycznej z lat 50tych, antyreligijnej i postępowej według ówczesnych komunistycznych standardów. Pani profesor może sobie taką literaturę lubić i cenić prywatnie, ale nie propagować za publiczne pieniądze! 🙂

  9. @Artur
    PDF mozna wydrukowac, por moj poprzedni komentarz. Kiedy musze nauczyc sie czegos, katuje nasza udreczona planete i naciskam „Drukuj”

  10. Ja natomiast jakoś nie mogę zrozumieć tego pragnienia wszystkich, żeby rynek został ostatecznie zmonopolizowany – żeby nastąpił powrót do czasów PRL. Jeden wydawca, jeden podręcznik. Całkowity monopol.

    Nowoczesne podręczniki mają mnóstwo fotografii, reprodukcji, ilustracji, infografik. To wszystko kosztuje – a płacimy jak dotąd tylko za wykorzystanie w wersji papierowej. Nawet jeżeli e-podręczniki mają być tylko prostym PDF-em, pozbawionym wszelkiej treści interaktywnej (a tak naprawdę nie wiemy, czym ma być e-podręcznik – dalej brak definicji), to wydawca musi zapłacić za kolejne pola eksploatacji.

    Na te wszystkie koszty będzie stać tylko najsilniejszych wydawców – Nową Erę i WSiP. Reszta odpadnie, bo nie będzie miała za co kupować takich gadżetów. Jedyne wyjście, to podnieść cenę, a za wyższą przecież niczego nie sprzedadzą, bo i tak wszyscy mówią, że podręczniki są za drogie.

    Odnoszenie się do tego, że przecież wydaje się mnóstwo beletrystyki w wersjach elektronicznych, też wydaje mi się chybione. Materiał ilustracyjny zawarty w przeciętnym kryminale jest w najlepszym wypadku minimalny, często w ogóle go brak. Koszt opublikowania jest więc nieporównywalnie mniejszy.

    Dobrze byłoby też wiedzieć, jak będzie się opłacać pracę redaktorów – jeżeli komuś się zdaje, że wystarczy wrzucić tekst autora w wersji elektornicznej, to się bardzo myli. Chyba nie ma innego rodzaju tekstów tak mocno i głęboko zmienianych, przerabianych i uzupełnianych przez redaktorów jak podręczniki.

  11. To rozwiązanie z tabletem usuwa tylko jedną niedogodność obecnej sytuacji: zbyt duży ciężar książek. Książki zapisane na dysku tabletu mogą kosztować tyle samo co papierowe i mogą być tak samo głupie i anachroniczne jak podręczniki.

    A co do tabletu – ktoś musi go zasponsorować (rodzice czy państwo?), musi on zawierać jakieś oprogramowanie (spore koszty i spora możliwość przewału*), oprogramowanie może być niekompatybilne z obowiązującym programem, wreszcie muszą być serwisowane, administrowane** przez kogoś i po jakimś ich czasie życia wymieniane.

    Wreszcie tablet, jeżeliby go już wprowadzić, powinien być używany tak, aby wykazał swoje przewagi w stosunku do „papierowych” metod nauczania. Czyli np. zamiast rozwiązywać dziesiątki zadań z matematyki za pomocą tabletu, rozwiązujemy trzy i potem w arkuszu kalkulacyjnym/dowolnym języku programowania piszemy program który za nas będzie umiał to zrobić. Piszemy esej z polskiego a tablet szuka podobieństw w bazie tekstów (lekki kosmos 🙂 )

    *chyba bedzie jakieś np. Ubuntu zainstalowane przez producenta na podstawie wytycznych MEN
    **z doświadczenia wiem, że dawanie uprawnień administracyjnych dorosłym często bywa destrukcyjne, a co dopiero dawanie uprawnień dzieciom. W każdym razie niemożliwość nauki z powodu niedziałania tabletu trzeba ograniczyć do minimum.

  12. „Jaś idzie do szkoły, a w tornistrze niesie drugie śniadanie oraz półkilogramowy tablet”
    Dresiarze na pewno się ucieszą z takiego rozwiązania. Ministerstwo zasponsoruje Jasiowi także ochroniarza?

  13. @Pan Bendyk
    Obejrzałam stronę fundacji i podręcznik matematyki. Dla mnie trudno o coś odstraszającego. Czy to typowe dla fundacji za państwowy chleb? Podręcznik wydaje się być w kompletnie nieczytelnym stylu Wikipedii. Czy istnieją jakieś dzieci, które z tego korzystają? Jak jest współpraca przyszłych użytkowników? Jakoś komentarzy nie widać. Dla kogo to? Trudno o coś bardziej nudnego. A może to tylko synekurki? Ale to moje zdanie i może się mylę. Nie oceniam.

    Czy p. Bendyk jako członek fundacji mógłby coś o niej napisać? Przecież jeśli to ma byś rozpowszechnione, musi być zareklamowane. Wygląda na to, że jak każda półpaństwowa instytucja, fundacja ugina się pod ciężarem biurokracji a strona jest po prostu źle zrobiona.
    Piszę to nie dla krytyki czy złośliwości bo temat uważam to za bardzo interesujący i ważny. Artykuł byłby na pewno bardziej przydatny niż dyskusja o pożal się b. raporcie.

  14. @marchłołt

    Przykro mi, ale niestety ten rynek działa tak, że to nauczyciele wybierają podręcznik, a rodzice muszą go kupić… gdyż nie mogą zrezygnować z usługi edukacyjnej swoich pociech (przymus edukacyjny) oraz mają bardzo ograniczone możliwości zmiany szkoły, do ktorych uczęszczają ich dzieci (przydział z rozdzielnika). Więc de facto wydawcy konkurują o nauczycieli, a koszty pokrywają rodzice. Stąd zapewne niektórym marzy się powrot do całkowitego monopolu na tym rynku… i wcale się im nie dziwię.

  15. Nauczanie to inwestycja pokolenia aktywnego zawodowo w pokolenie jeszcze zawodowo nieaktywne, by ono, gdy dorośnie do wieku aktywności zawodowej było zdolne do utrzymania nie tylko siebie ale także na tych, którzy pracowali na ich wykształcenie oraz szkolenie kolejnego pokolenia, które w przyszłości na nich będzie pracowało. W rachunku opłacalności inwestycji stosuje się dwie zasady :
    – minimalizacji nakładów – tj. zamierzony efekt osiągnąć możliwie najmniejszym nakładem
    – maksymalizacji efektów – z określonych zasobów uzyskać możliwie największy efekt.
    W obecny system ma na celu zapewnić możliwie największe korzyści wydawcom podręczników. To tak jakby budowano autostrady tylko po to, by zapewnić największe dochody dostawcom żwiru.
    No ale czy magistrowie historii zdolni są do rozróznienia pojęciu celu i środków?

  16. Shigella pisze:2011-08-30 o godz. 10:38
    świetny tekst, gratulacje

  17. tablet? nie dajmy się zniewolić fetyszowi ITC… przecież dzieciaki dostatecznie długo siedzą przed ekranami [wiadomo już, że niebeiskie widmo z diod ma negatywny wpływ na koncentracje, sen, etc.]. do tego ciągłe patrzenie się w ekran zaburza akomodację… jest prostsze rozwiązanie: komplet ksiażek kupuje hurtem szkoła [docelowo na kilka sezonów], dzierżawi uczniom, którzy korzystają z nich w szkole, natomiast w domu pracują na ekwiwalencie elektronicznym… ale cóż w Polsce w każdej branży [szczególnie w szkolnictwie „niższym i wyższym”]instytucje i placówki są po to żeby wypłacać pensje, a nie służyć konsumentom danych usług ;]

  18. do marcholt: przymus edukacyjny nie stanowi o obowiazku kupowania podrecznikow. Podobnie
    jak nie implikuje onobowiazku wybudowania szkoly przez rodzicow i zakupienia autobusu do dowozenia dzieciakow.

    Najbardziej niepojete dla mnie w tym wszystkim jest zachowanie rodzicow, ktorzy gotowi pluc krwia, zeby placicic paskarskie ceny dyktowane przez polmafijne gremia. Za tzw. komuny,
    kiedy zbrodniczy rezim podniosl raz na dwadziescia lat ceny kielbasy o kilka procent, to buntowal sie caly kraj, a komitety plonely. Dzisiaj rodzice nie sa w stanie sie skrzyknac i zbuntowac przeciwko tej patologii podrecznikamowej.

    I jeszce raz do marcholt: z tego, ze ty nie rozumiesz, dlaczego niektorzy nawoluja do przyrocenia monopolu panstwa w wydawaniu i obrocie podrecznikow (w podstawowym, ogolnie ustalonym standarcie) nie swiadczy jeszcze, ze to zly pomysl. Liberalny belkot
    w tym duchu, gdy chodzi o budowe drog wlasnie w tej chwili kompromituje sie na naszych oczach. Tylko ci, co nie chco widziec , nie widza. Inne przyklady na zyczenie.

  19. h2ols pisze:
    2011-08-30 o godz. 20:27
    To nawet nie chodzi o fetysz, ale o możliwości tabletów (moim zdaniem lepszy, jeśli już, byłby netbook 12″ z dyskiem SSD).
    Jeśli chodzi o praktyczne rozwiązanie problemu dźwigania książek w plecaku, faktycznie lepszym rozwiązaniem była by taka organizacja pracy dzieciakom, by książki można było trzymać w szkole, a nie nosić. Tzn więcej pracy w szkole, mniej materiałów zabieranych do domu.

  20. lolek1 pisze:
    2011-08-30 o godz. 18:40

    No właśnie!
    Liberał, a nie rozumie rynku;)

  21. Cytowany przez Pana tekst z raportu „Młodzi 2011” pasuje jak ulał do sposobu myślenia części naszych polityków, zwłaszcza tej bardziej prawicowej, radiomaryjnej. Jeszcze raz potwierdza się, ze edukacja szkolna jest mocno zależna od polityki.

  22. Chętnie nosilbym podręczniki dziecku, gdybym mial nadzieję, że zawarte w nich treści na pewno slużyć będą jego intelektualnemu rozwojowi. Niestety programy nauczania są anachroniczne, często zaklamujące rzeczywistość( patrz historia ).Dbalość o zdrowie fizyczne dzieci jest troszkę zabawna w tym świetle.Zanim zażądamy laptopów czy zgodzimy się – z konieczności – na ciężkie podręczniki, żądajmy diametralnej zmiany programowej. Tak dla dobra dzieci, jak i naszego.Obowiązujące programy nauczania to podstawowa przyczyna narzekań nauczycieli akademickich. A nie oni przecież winni dbać o umiejętność czytania i pisania absolwentów liceów.

  23. Problem z cenami podręczników polega na tym, że jest to rynek ściśle kontrolowany przez ministerstwo – tj. podręcznik, który zostaje wydany musi być zatwierdzony przez ministerstwo, albo nie może być używany w szkole. Nie widzę w tym żadnego uzasadnienia, jawi mi się to bardziej jako relikt poprzedniego ustroju, gdzie wszystko musiałobyć centralnie zatwierdzone.
    Uważam, że to rodzice powinni mieć wybór, czego uczą się ich dzieci i w konsekwencji być w stanie wybrać najlepszą szkołę dla swojego dziecka, która zatrudnia najlepszych nauczycieli, którzy wybierają najlepsze podręczniki. Podstawowym problemem jest tutaj brak konkurencji w sektorze edukacyjnym (bo jest znacjonalizowany) oraz, niezależny od tego problem braku konkurencji wśród wydawców – skoro podręcznik musi być zatwierdzony i zawierać jakoś zdefiniowane minimum programowe, to tak naprawdę wszystkie produkty na tym rynku będą równoważne.

  24. ?”bardzo często pojawiającym się motywem jest wiara w magię, istnienie sił nadprzyrodzonych, złych mocy, duchów.
    (…)
    O demokracji, równości, tolerancji wspomina się jedynie w odniesieniu do historii lub bardzo ogólnikowo?”
    ja tu nie widzę różnicy. siły nadprzyrodzone i demokracja są jednakową bajką. przynajmniej dla mnie, co skłania do zastanowienia „jaką ideologię zaszczepić w podręcznikach?”.
    teraz, gdy podręczniki są ogólnikowe, nie narzucają aż tak bardzo sposobu patrzenia na świat.

    co do piractwa to: chyba każdy miał w klasie kogoś, kto nie miał podręcznika do angielskiego (bo był za drogi) i chodził z kserówkami

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php