Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

2.09.2011
piątek

Parytety są potrzebne

2 września 2011, piątek,

Parytety są przykładem inżynierii społecznej, wyrastającej z tego samego sposobu myślenia, z którego czerpał tzw. światopogląd naukowy marksizm-leninizm, komunizm i którym posługiwano się w PRL.

W ten oto sposób Barbara Fedyszak-Radziejowska zaczyna merytoryczny podobno wywód na temat parytetów płci (Parytetowe myślenie rodem z PRL, dzisiejsza Rzeczpospolita). Cóż, parytetów nie wymyślił PRL, ani marksizm-leinizm, dla merytorycznej ścisłości. Są instrumentem służącym realizacji jednej z zasad fundujących większość współczesnych społeczeństw, zasady równości. Czy takie instrumenty, jak powszechne i obowiązkowe szkolnictwo czy  progresywny podatek dochodowy to także pomysły rodem  z PRL? Wszystkie są natomiast jakąś formą socjoinżynierii, czyli kształtowania społeczeństwa zgodnie z polityczną wolą jego obywateli (w przypadku demokracji).

Oczywiście, każda zasada i sposób jej realizacji wywołuje dyskusję: czy program edukacji powinien być centralnie narzucany przez państwo, czy też powinni mieć nań wpływ rodzice? Czy w szkole publicznej można uczyć kreacjonizmu, bo taka jest wola większości? Czy podatek dochodowy powinien być liniowy czy progresywny?

Idea parytetu jest wyrazem pozytywnej dyskryminacji, czyli uznania że są w społeczeństwie grupy, które były dyskryminowane i nie mogły z różnych względów aktywnie korzystać z zasady równości. Proces dyskryminacji spowodował, że powstały bariery w korzystaniu z tej zasady nawet wówczas, gdy ustały formalne bariery. Te bariery to choćby podział zasobów, np. władzy ukształtowany historycznie. Dlatego np. w USA zdecydowano się po zlikwidowaniu segregacji rasowej na pozytywną dyskryminację Afro-Amerykanów, by szybciej mogli efektywnie korzystać z zasady równości. Dlatego też w Indiach wprowadzono pozytywną dyskryminację kobiet w instytucjach politycznych, czyli parytet przyznający kobietom jedną trzecią miejsc w parlamencie federalnym i parlamentach stanowych.

Zasada pozytywnej dyskryminacji i instytucja parytetu odnosi się do struktur społecznych, a nie jednostek – osoby mają wolność, żadna kobieta nie jest zmuszana do udziału w życiu politycznym. Dzięki parytetowi zyskuje jednak możliwość skorzystania z wolności wyboru takiej ścieżki w sytuacji społecznej, w której zasoby decydujące o życiu politycznym rozdzielone są  nierówno i skupione w rękach mężczyzn.

Barbara Fedyszak-Radziejowska podaje wiele ciekawych argumentów pokazujących, że w Polsce ze względów historycznych status kobiet był szczególny:

Nie przypadkiem parytetowy feminizm jest tak silny w krajach skandynawskich i protestanckich bardziej niż w katolickiej Polsce. Tam kobiety nie dziedziczyły ziemi, majątku i tym samym podlegały znacznie większej dyskryminacji niż córki polskich ziemian, kupców, a także chłopów. Proszę przypomnieć sobie „Dumę i uprzedzenie” Jane Austen. Co więcej, brak własnego państwa spowodował, że socjalizacja prowadzona w domu przez polskie kobiety była wzbogacona o wpajanie tożsamości narodowej i religijnej. To sprawiało, że ich rola była większa, niż w innych, wolnych krajach.
Wraz z niepodległością Polki dostały prawa wyborcze.

To samo mówi feministka Magdalena Środa, nie interesuje nas jednak historia, lecz dzień dzisiejszy. Wybór parytetu, jako instrumentu wspierających oczekiwaną zmianę społeczną będzie wynikiem decyzji politycznej, stosowanie tego instrumentu rekomenduje m.in. opublikowany w poniedziałek raport „Młodzi 2011”. Przyjęcie go nie będzie powrotem do PRL, czego tak boi się Barbara Fedyszak-Radziejowska. Aha, i jeszcze jedno jej „merytoryczne” odniesienie, do Chin.

Egalitaryzm demokratyczny czyni nas równymi sobie obywatelami, nie zmuszając do identyczności na wzór komunistycznych Chin czy Kambodży.

Dla przypomnienia więc, status kobiety w Polsce niezwykle przypomina status kobiety w Chinach. I tu, i tu jest ona de facto własnością państwa i nie może rozporządzać swoim ciałem. W Chinach ze względu na politykę jednego dziecka, w Polsce ze względu na drakońskie prawo antyaborcyjne.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 21

Dodaj komentarz »
  1. 1. hmmm… mała korekta: de facto w Polsce mamy podatek degresywny [de iure faktycznie zapisany jest progresywny] [progresywny jest np. w Norwegii, gdzie bez względu status prawny dochodu, o podatku decyduje karta podatkowa]
    2. a czy nie jest tak, że w warunkach ekonomicznej wizji demokracji a la Schumpeter formalna inkluzja w system społeczny [„egalitaryzm demokratyczny”] jest tylko dekorem?

  2. ps w kontekście postu o Solidarności Pani Fedyszak należy przypomnieć o zapomnianych kobietach transformacji …. ale cóż polska polityka zawsze była „wspóllnotą butelki” i może dlatego w tej tradycji zapominanie o zaangażowaniu kobiet i deprecjacja parytetów jest czymś naturalnym…

  3. Drobna uwaga: rozumiem, że chodzi o Magdalenę, a nie o Barbarę Środę. Pozdrawiam!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Bezuchow: dzięki, już poprawione

  6. Ja to bym zapytał, czy kobiety chcą uczestniczyć w polityce?
    Czy mamy do czynienia z sytuacją, że chcą, ale je panujące stosunki społeczne ograniczają?
    Bo jeżeli tak, to parytety mają sens.
    Ale jeżeli ich mały udział w polityce jest spowodowany niechęcią do zajmowania się polityką, to nie widzę żadnych korzyści ani dla kobiet, ani dla ogółu społeczeństwa z parytetów ani kwot.
    Bo jeżeli na stu obywateli chcących się udzielać politycznie 90 to mężczyźni, to parytety są dyskryminujące mężczyzn.
    Czy ktoś może Pan Redaktor słyszał o takich badaniach?

  7. Szanowny Panie Edwinie

    Jak to u mężczyzny – feministy pomieszanie z poplątaniem (może jednak ten intelektualny progesteron nie sprzyja dyscyplinie umysłowej). Tu parytety, tam aborcja. Co gorsza w odpowiedzi na merytoryczna krytykę pomysłu parytetów wygłoszoną z obcych Panu ideowo pozycji potrafi Pan zareagować jedynie zestawem zwykłych argumentów.

    1. „Parytetów nie wymyślił marksizm-leninizm” – podobnie jak upaństwowienia własności prywatnej, ba nawet gułagów nie wymyślił. Ale u podstaw m-l leżała idea zmieniania świata metodami administracyjnymi. A jej twórczym rozwinięciem była kula w tył głowy dla tych którzy w/w zmian nie akceptowali (porównanie podobnie uprawnione do Pańskiego przejścia od parytetów do aborcji).

    2. Brak zgody na parytety, czego zabrakło w tekście Pani profesor powinna wynikać z fundamentalnego braku akceptacji dla ingerowania przez Państwo w wolne demokratyczne wybory na poziomie cech biologicznych jednostek. Nakaz wypełnienia jakiegokolwiek gremium w oparciu o inne podstawy niż kompetencje również budzi głęboki sprzeciw i łatwo doprowadzi do wynaturzeń. Czego licznych przykładów dostarcza Skandynawia.

    3. Podobna zasada nieingerencji powinna panować w gospodarce. Firma musi mieć absolutną wolność do obsadzani władz zgodnie z oczekiwaniami właścicieli a nie urzędników czy posłów. Państwo winno zapewniać przez swój system prawny skuteczną egzekucję zasady niedyskryminacji i to nie tylko ze względu na płeć.

    4. Nie wiem na ile parytety uwłaczają kobietom czyniąc z nich pracowników „specjalnej troski”. Tą ocenę należy pozostawić samym kobietom. Jednak oczekuję od Pana uczciwego przyznania ze parytety nie są jedyna metodą postępowania a jej skuteczności nie udowodniono ponad wszelką wątpliwość.. Głosy sprzeciwiające się parytetom są równie uprawnione w dyskusji jak te je promujące. I nie jest to tego rodzaju spór jaki istnieje między ewolucjonizmem a kreacjonizmem w szkołach.

  8. Demokracja polega na tym, że wyborcy wybierają kogo chcą. Parytet narusza zasadę demokracji, czyli równość kandydatów wobec wyborcy. Jest to naruszenie nieskuteczne i dlatego nieistotne. Wzrost liczby kobiet na listach nie zmieni wyniku wyborów, lub zmieni w kierunku przeciwnym do zakładanego (rozproszenie głosów). Jedynym skutecznym sposobem zrównania szans społecznych na dostanie się do sejmu jest zastąpienie wyborów losowaniem. Wtedy każdy miałby równe szanse. Byłaby to losokracja albo fatumokracja.
    Kłótnia wokół parytetu ma większe znaczenie retoryczne niż praktyczne.

  9. Marchewa, brawo 🙂 super podsumowanie

  10. Dziękuję za komentarze, kilka uwag:
    @Marchewa: dziękuję za komentarz zaczynający się niezwykle merytorycznie ale trudno. Nie rozumiem zarzutu, że przedstawiłem „zwykłe argumenty”, bo moim zdaniem są one wystarczające. Poza tym przypomniałem przy okazji rodowód idei parytetu po to, by pokazać że zaczynanie tekstu przez p. Fedyszak-Radziejowską od odniesienia do PRL nie ma intelektualnego sensu. Komunizm stosował swoją socjoinżynierię, ale jeśli pokazywać obawy związane ze skutkami parytetu, to należałoby się odnieść do projektów socjoinżynieryjnych właściwych tradycji liberalnego kapitalizmu, jak rasizm i eugenika. Można wówczas dyskutować, czy parytet to tego samego typu ingerencja w strukturę społeczną, jak tamte pomysły, czy nie, ale przynajmniej poruszamy się w jednej tradycji intelektualnej. Komunizm niech odpowiada za swoje zbrodnie.
    Jeśli chodzi o aborcję, to nie piszę o niej, tylko o upaństwowieniu ciała kobiety poprzez instrumenty prawne, w odpowiedzi na argument chiński p. Fedyszak-Radziejowskiej.
    Warto też czytać ze zrozumieniem – gdy piszę, że wybór parytetu będzie wynikiem decyzji politycznej, to oznacza że w warunkach państwa demokratycznego decyzja ta zostanie podjęta po przedstawieniu argumentów wszystkich stron, z uwzględnieniem woli ogólnej wyrażonej w składzie Parlamentu. Nie widzę gdzie bym napisał, że głosy przeciwko parytetowi nie mają takiego samego prawa istnienia w debacie publicznej. Chyba intelektualny testosteron (by użyć Pańskiej poetyki ze wstępu do komentarza) przyćmił wzrok, tak że czyta Pan to co chce przeczytać, ustawiając od razu na wstępie ideologicznie swojego adwersarza.
    Jeśli chodzi o demokrację i obsadzanie stanowisk metodami demokratycznymi (to także odpowiedź dla Krzysztofa Mazura), to chciałem przypomnieć, że istotą demokratycznego obsadzania nie są kompetencje, tylko wola wyborców zorganizowana przez procedury wyborcze. Każdy kto trochę śledził matematykę wyborczą i techniki wyłaniania reprezentacji politycznej wie, że żadna nie jest obiektywna i stanowi tylko przybliżenie w ramach konsensu politycznego. Parytet jest tylko jedną z technik oddziaływania na wynik wyborów w ramach takiego konsensu. Rozwiązaniem w pełni obiektywnym byłoby rzeczywiście losowanie, stosowali je Ateńczycy z jednym wszak warunkiem – wszyscy obywatele musieli uczestniczyć w sposób bierny i czynny w demokracji.
    Inną dyskusją jest kwestia obsadzania stanowisk merytorycznych, a nie politycznych. Tu stosowanie zasady pozytywnej dyskryminacji jest bardziej problematyczne, pełna zgoda, a argument że firmy (zwłaszcza prywatne) działające w warunkach wolności gospodarczej nie powinny być wolności pozbawiane przez administracyjne normy, jak np. parytet jest istotny. Z tym że znowu warto pamiętać, że wolność gospodarcza ograniczana jest na wiele sposobów przez państwo, od podatków przez regulacje po obowiązkowe wywłaszczenia (lub np. podziały firm w przypadku działań antymonopolowych). Parytet nie byłby w tym kontekście jakimś szczególnym instrumentem.

  11. Miłe złego początki

    Tak się zastanawam … jaką sieczkę muszą mieć w głowie zwolennicy parytetów wyborczych. Nie dociero do nich, że to niebezpieczny precedens? Zaraz w kolejce ustawią się „parytetowcy” od orientacji seksualnych, czy religii. To tak na początek. Po nich pojawią się inni.

    No, ale jak komuś (tak jak Autorowi) śmierdzi normalna, „nudna” demokracja? I chcę ją zastąpić tą „właściwą”? Co zrobić z takimi poprawiaczami?

  12. @Tichy62: jak Pan definiuje normalną, nudną demokrację? Parytet jest w Polsce (i na świecie znaną) instytucją umożliwiającą np. udział w Parlamencie przedstawicieli mniejszości narodowych. W „normalnej” demokracji o jakiej pewnie Pan myśli liczy się tylko głos większości. Dobra demokracja polega na tym, że zwiększa szanse artykulacji politycznej społecznej różnorodności. A jeśli obrusza Pana parytet, to powinien Pan także protestować przeciwko zasadzie progu wyborczego – przecież to parytet, tylko na odwrót, polega na wycinaniu. Też socjoinżynieria.
    No i co zrobić z takim jak ja? To zależy, czy Pan rzeczywiście wierzy w wyznawaną przez siebie demokrację. jeśli tak, to po prostu przegadać i zyskać poparcie opinii na rzecz swoich, antyparytetowych poglądów. Znane są rozwiązania antydemokratyczne, wspomina o nich Marchewa w swoim komentarzu.

  13. Zostawmy na moment parytety, osobiście mam do niech stosunek ambiwalentny.
    Ciekawy jest problem inżynierii społecznej.
    Moim zdaniem, opór społeczny przed parytetami jest spowodowany właśnie złymi doświadczeniami z inżynierią społeczną z przeszłości, co słychać w krytykowanym wystąpieniu Barbary Fedyszak-Radziejowskiej.
    Można łatwo powiedzieć, że nasze złe doświadczenia z przeszłości są spowodowane niedemokratycznym systemem który tę inżynierię stosował.
    No właśnie, ale czy tylko?
    Wspomniał autor o rasizmie i eugenice.
    Przy okazji chciałbym zaprotestować, obydwa te zjawiska to zaprzeczenie liberalizmu. Pisanie o nich „projektów socjoinżynieryjnych właściwych tradycji liberalnego kapitalizmu” jest co najmniej nieuprawnione.
    Ja bym to nazwał wręcz, uprawianiem socjotechniki antyliberalnej.
    Uważam inżynierię społeczną za bardzo niebezpieczne i szkodliwe zjawisko, niezależnie od tego, czy stosuje je demokratyczne czy niedemokratyczne państwo.
    „..socjoinżynierii, czyli kształtowania społeczeństwa zgodnie z polityczną wolą jego obywateli.”
    Polityczna wola obywateli to wola większości która nie koniecznie musi tej większości służyć, ale też często przeciwko mniejszości jest skierowana.
    Przykłady można mnożyć ale ograniczę się tylko do wspomnianej eugeniki, zakazu aborcji, czy właśnie systemu podatkowego.
    System podatkowy jak służy inżynierii społecznej, nie służy gospodarce, która powinna służyć wszystkim obywatelom.
    System podatkowy powinien służyć tylko i wyłącznie zaspokajaniu potrzeb społecznych, których nie jesteśmy w stanie zaspokoić indywidualnie.
    I w tym mieści się zarówno zbiorowa konsumpcja jak i zaspokajanie potrzeb słabszych, wykluczonych i innych nieradzących sobie w życiu.
    Do wyrównywania nierówności społecznych powinno dochodzić nie przy pobieraniu podatków, tylko przy wydawaniu pieniędzy z nich uzyskanych.
    Ostrożnie z inżynierią społeczną, bo skutki są widoczne dopiero po wielu latach a mogą być opłakane jak się wiele razy przekonaliśmy.

  14. @parker: zgadzam, się ostrożność zawsze wskazana, dlatego systemy demokratyczne w toku rozwoju zaopatrują się w bezpieczniki, jak zasada checks and balances w USA, prawa człowieka chroniące jednostkę przed wolą większości, etc. Tak czy inaczej mówimy o życiu, które niestety potrafi odbiec od idei. Oczywiście, eugenika i rasizm nie mają nic wspólnego z czystą ideą liberalizmu, zostały jednak zrealizowane w liberalnych społeczeństwach. Zaprzeczać temu to tak jak przyznać rację tym komunistom, którzy twierdzą że komunizm radziecki i Gułag nie miał nic wspólnego z ideą komunizmu.
    Problem z liberalizmem historycznym polegał od początku na określeniu, kto jest podmiotem praw. Liberalizm dotyczył tylko tak określone podmioty. Na początku byli to więc jedynie biali mężczyźni, często o określonym statusie majątkowym. Z czasem walka o uznanie wprowadzała do pola polityki inne grupy: Czarnych, kobiety, etc.

  15. Pozwolę sobie się nie zgodzić.
    Eugenika i rasizm nie zostały zrealizowane w liberalnych społeczeństwach.
    Proszę pamiętać, że rozmawiamy tu i teraz, więc pojęcia którymi się posługujemy mają dzisiejsze, nie historyczne znaczenie.
    To dlatego zarzuciłem Panu antyliberalną socjotechnikę.
    Mój głos to właśnie liberalne checks and balances na Pana blogu:)

  16. @parker: przyjmując takie stanowisko traci Pan możliwość oceny np. komunizmu jako ideologii, bo komuniści stwierdzą (i twierdzą to samo) to samo. Rasizm to USA i cała Europa Zachodnia XIX i pierwszej połowy XX wieku, eugenika to także USA, Szwecja najdłużej (oczywiście, eugeniką posługiwały się nazistowskie Niemcy, nie one jednak ją wynalazły). W czasie kiedy tymi metodami się posługiwały, były społeczeństwami liberalnymi i tak się opisywały. Systemy społeczne są systemami historycznymi i tak muszą być analizowane, a nie w odniesieniu do teorii i idealizacji.

  17. Chyba nie zostałem dobrze zrozumiany.
    Nie tracę możliwości oceny systemów społecznych w przeszłości.
    Bo w czasie kiedy się tymi metodami posługiwały, według dzisiejszego rozumienia liberalizmu, nie były społeczeństwami liberalnymi mimo, że tak się wtedy opisywały.
    Liberalizm jest myślą społeczną, która ewoluuje wraz z rozwojem społeczeństw.
    Jak mówimy o faszyzmie czy nazizmie dziś, wiemy co mamy na myśli, bo dzisiejszy faszyzm i nazizm jest tym samym który znamy z historii.
    Jak mówimy o komunizmie też, te pojęcia nie zmieniły swojego znaczenia, więc analogia jest nieuprawniona moim zdaniem.
    Napisał Pan:?projektów socjoinżynieryjnych właściwych tradycji liberalnego kapitalizmu?
    Współczesny liberalny kapitalizm nie czerpie z tej tradycji, a tak można zrozumieć Pana myśl i tego dotyczyła moja uwaga.
    Oczywiście można to uznać za moje przewrażliwienie liberała, ale wie Pan, wróg nie śpi, trzeba być czujnym:)

  18. Obserwujac zycie polityczne w kraju, a takze czytajac argumenty forumowiczow (np. skoro kobiety nie chca wladzy, to po co je zmuszac, czy tez – do czego ta „parytetacja” doprowadzila w…. Szwecji) jestem jak najbardziej za parytetami: 30% miejsc w sejmie, rzadzie dla mezczyzn. Od razu oczysci sie atmosfera. Przykladem sa kraje skandynawskie gdzie sa parytety, a w niektorych rzadach i parlamentach przewaga kobiet. Chyba dosyc dobrze te kraje sobie poczynaja. Dlaczego? Bo kobiety wiedza, ze musza byc pracowite, kompetentne, uczciwe – nie chroni ich noszenie spodni. Oczywiscie meskich.

  19. @parker: rzeczywiście, nie rozumieliśmy się wzajemnie. Nie miałem na myśli, że współczesny liberalizm czerpie z tamtej tradycji, tylko że trzeba o tej tradycji pamiętać. Liberalizm to żywy prąd intelektualny poddający się ciągle refleksji, pełna zgoda. Nazizm i komunizm, miejmy nadzieję to projekty martwe. Liczę natomiast na refleksję inspirowaną marksizmem (jako prądem intelektualnym a nie ideologią stojącą u podstaw komunizmu). Dobra krytyka zawsze się przydaje. Dziękuję za tę dyskusję.

  20. To zdecydowanie bardzo dobry artykuł, wart poparcia nie tylko ze względu na temat ale na rzeczowość i wyważenie argumentacji. Moje pełne poparcie dla artykułu i jego tez. Więcej takich. Ten argument o traktowaniu kobiet przez liberalnych konserwatystów jako własności państwa jest wart zapamiętania.

    P.S. Nie Chce mi się komentować. Dyskusja o parytetach została pozytywnie rozstrzygnięta jakieś 30 lat temu nawet, jeśli .. tego nie zauważył. Ktoś, kto ma z tym problemy myśli kategoriami sprzed tamtych czasów.

    Do odezwania skłoniło mnie zapierające dech twierdzenie, że demokracja to wola większości często skierowana przeciw mniejszości. Zimno się robi. Demokracja, jaką ja znam, to poszanowanie wzajemne wszystkich, to zrozumienie, że każdy jest gdzieś mniejszością, każdy jest gdzieś obcym i innym. A słabszym wyrównuje się szanse.

  21. Przepraszam za upierdliwość.

    Pisze Pan: „Nie miałem na myśli, że współczesny liberalizm czerpie z tamtej tradycji, tylko że trzeba o tej tradycji pamiętać.”

    Za Wikipedią: Tradycja ? przekazywane z pokolenia na pokolenie treści kultury (takie jak: obyczaje, poglądy, wierzenia, sposoby myślenia i zachowania, normy społeczne), uznane przez zbiorowość za społecznie doniosłe dla jej współczesności i przyszłości.

    A pamiętać oczywiście trzeba, tego nie neguję.

    PS. Odnoszę wrażenie, że współczesny liberalizm sporo czerpie z marksizmu.
    No ale są niestety „liberałowie” można ich spotkać, którzy wyznają darwinizm społeczny, któremu bliżej do eugeniki niż do wyrównywania szans.
    Tak więc może to pisanie o tradycji nie jest tak zupełnie nieuprawnione.
    Ja się od tej „tradycji” odcinam w każdym razie.
    Z liberalnym pozdrowieniem.

  22. Feminizm jest moim zdaniem przeciwskuteczny. W szczególności w Polsce, ale chyba nie tylko. Nie poprawia sytuacji większości kobiet. Koncentracja na problemach elit powoduje oderwanie od życia ludności i w konsekwencji porażkę wizerunkową. Z punktu widzenia przeciętnej kobiety i w ogóle przeciętnego człowieka niezależnie od płci, nie ma znaczenia płeć osób na wysokich stanowiskach, zarówno w gospodarce, jak i polityce. Parytet nie jest inżynierią społeczną, bo nie dotyczy społeczeństwa, tylko polityków, jest to inżynieria polityczna, czy też ustrojowa.
    Parlament jest reprezentacją poglądów politycznych, nie grup płciowych, ani żadnych innych. Kobiety w sejmie są i nie zajmują się sprawami kobiecymi. Najwięcej ich było w klubie Samoobrony, są też nieustannie we władzach PiSu. Czy kobiety poza sejmem na tym skorzystały? Były też feministki Jaruga-Nowacka i Środa na stanowiskach ministerialnych w rządzie SLD. Co robiły? Opowiadały o parytetach i seksistowskich reklamach. Co zrobiły? Nic. Jedyną partią, która zrobiła coś realnego jest antyfeministyczna PO, która wprowadziła ustawową możliwość eksmisji osób stosujących przemoc domową (jest to nawiasem mówiąc jedyny sukces PO, poza odsunięciem PiSu od władzy). Nie wiem czy i jak działa to w praktyce, ale jest to jakaś zmiana w realnej sprawie społecznej, istotnej dla zwykłych ludzi, nie elit feministycznych w centrum Warszawy. Dlaczego takimi sprawami feminizm się nie zajmuje? Elity feministyczne, tak samo jak elity nacjonalistyczne zajmują się same sobą i swoimi problemami w zajęciu wysokich stanowisk, co dla funkcjonowania narodu/społeczeństwa ma zerowe znaczenie. Smoleńsk i parytety to propagandowe bzdety.

    Odnośnie inżynierii politycznej. Reprezentacja polityczna to moim zdaniem zbyt mało i równie ważna jest kompetencja. Dlatego zastanowiłbym się nad przekształceniem senatu w jakieś ciało bardziej elitarne (i ewentualnie zwiększenie kompetencji, np. wetowania ustaw), np. poprzez cenzus wykształcenia u wyborców. W ten sposób mielibyśmy reprezentatywny sejm i bardziej kompetentny senat. To nawiasem mówiąc bardziej wsparłoby feminizm niż parytety. Ludzie wykształceni są feministami częściej niż kobiety.

    Idea reprezentacji grup społecznych prowadzi do nierozwiązalnego pytania, co definiuje taką grupę, możliwych kryteriów jest nieskończoność, a techniczna możliwość wyróżnienia tylko jedna. Idea losowania z demokracji ateńskiej jest pomysłem skrajnie antykompetencyjnym i tym samym nie wchodzi w grę oczywiście.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php