Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

4.09.2011
niedziela

Burning Man, między techgnozą a technopogaństwem

4 września 2011, niedziela,

Dobiega końca kolejna edycja festiwalu Burnig Man (na zdjęciu fotografia satelitarna Black Rock City z tegorocznej edycji festiwalu). Co roku na pustyni Black Rock w Newadzie powstaje  miasteczko Black Rock City przyciągające 50 tys. entuzjastów, którzy przez tydzień siedzą w pustynnym kurzu, bawią się, oddają praktykom duchowym, działaniom artystycznym, konstruują różne instalacje i kończą spaleniem Człowieka, drewnianej wielkiej figury.

Impreza jest jednym z najważniejszych amerykańskich wydarzeń kontrkulturowych, choć powstaje w trybie komercyjnym – by się na nią dostać, trzeba wcześniej wykupić drogi bilet. W tym roku biletów zabrakło. Organizatorzy jednak wystrzegają się wszelkiego sponsoringu. Na miejscu można jedynie kupić lód, kawę i herbatę, resztę trzeba przywieźć z sobą. Można się wymieniać, handel jest zabroniony. Po zakończeniu trzeba posprzątać tak, żeby nie został żaden ślad pobytu 50 tysięcy gości.


Kto przyjeżdża? Głównie przedstawiciele amerykańskiej technokultury, nie brakuje jednak gości z zagranicy (także z Polski). Powstaje coraz więcej prac badających fenomen Burning Man, właśnie przebijam się przez książkę „On the Edge of Utopia: Performance and Ritual at Burning Man” Rachel Bowditch. Autorka jeździła na festiwal wielokrotnie próbując rozgryźć, o co chodzi ludziom gotowym poświęcić tydzień na siedzenie na pustyni i dziwne rytuały (pamiętajmy, że urlopy w USA są bardzo krótkie), w których wątki duchowe łączą się z miłością do technologii, a wszystko skleja dobra zabawa.

Burning Man to dobra ilustracja dla książki Erika Davisa „Techgnoza”.

Historycy i socjologowie uczą, że zachodnie dziedzictwo mistyczne marzeń okultystycznych, duchowych transformacji i apokaliptycznych wizji rozbiło się na naukowych brzegu epoki nowożytnej. Według tej narracji technika pomogła przegnać czarów ze świata, zmuszając dawne, odziedziczone po przodkach sieci symboli do ustąpienia przed jasnymi, świeckimi projektami rozwoju ekonomicznego, sceptycznych badań i materialnego postępu. Dawne fantazmaty i metafizyczne tęsknoty nie znikły jednak całkowicie. W wielu przypadkach zamaskowały się i zeszły do podziemia, drążąc sobie drogę do kulturowych, psychologicznych i mitologicznych motywacji, tworzących podstawy nowoczesnego świata. Jak zobaczymy w dalszym ciągu książki, impulsy mistyczne niejednokrotnie nawiedzają te właśnie technologie, dzięki którym miały przede wszystkim zniknąć ze sceny. To właśnie te impulsy technomistyczne – czasem wysublimowane, czasem jawne, czasem zaś zamaskowane w okruchach fantastyki naukowej czy gier komputerowych – TechGnoza stara się odsłonić.

Davis przekonuje, że energię napędzającą rozwój świata współczesnych technologii nie da się wyjaśnić jedynie pragnieniem zysku  wiarą w postęp. Motywy są głębsze, paradoksalne, sięgają pierwotnych, głęboko ukrytych w człowieku potrzeb mistycznych, duchowych, dla których technika staje się odpowiedzią. Oczywiście, jak to w ponowoczesności, trudno odróżnić duchową głębie od marketingowego sprytu, a umysłową tandetę od dobrej filozofii.

Burning Man robi jednak wrażenie, bo choć jest tylko jednym z wielu festiwali organizowanych na całym świecie, to jednak wyróżnia się wyraźnie przesłaniem, którego znaczenie trudno jeszcze odcyfrować.
Tu link do świetnych fotografii z BM.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Panie Edwinie, warto czytać Techgnosis? Sama w sobie brzmi ciekawie, ale data 2002 każe zapytać czy nic nie straciła przez te lata.

    Swoją drogą: czy czytał pan (już) Jarona Laniera? Nie pamiętam żebym widział go wspomnianego na blogu (mogłem przegapić) a to raczej coś na pewno pokrywającego się z pańskimi zainteresowaniami i bardzo jestem ciekaw opinii.

  2. @wienc: Lanier na moim blogu http://bendyk.blog.polityka.pl/2010/01/16/jaron-lanier-you-are-not-a-gadget-a-manifesto/

    A Techgnosis warto przeczytać, to analiza źródeł technologicznego mistycyzmu, pomaga zrozumieć fenomen Krzemowej Doliny. Dobry research, dużo faktów i ciekawe, odważne hipotezy.

    Pozdrawiam

  3. Nowy mistycyzm, stary ofiarniczy mechanizm.

  4. A czy Pana zdaniem tezy w techgnozie nie są zbyt odważne a ich argumentacja zbyt słaba?
    chciałabym ją wykorzystać w pracy magisterskiej i nie wiem czy nadaje sie ona na źródło naukowe.. podobnie jak Haunted media jeffreya sconcea

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php