Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

11.09.2011
niedziela

Arabska Wiosna w Gdańsku

11 września 2011, niedziela,

Do Gdańska zjechali uczestnicy politycznych rewolucji w Tunezji i Egipcie. Europejskie Centrum Solidarności zaprosiło ich na wizytę studyjną i konferencję, by wspólnie z nami rozmawiać o doświadczeniach walki o wolność. Czy cokolwiek łączy doświadczenie Solidarności z doświadczeniem Arabskiej Wiosny? Czy są to wydarzenia bardzo odległe w czasie, miejscu i historii.

Przyjechali tacy ludzie, jak Tunezyjczyk Slim Amamou (piałem o nim na blogu), który za blogowanie trafił do aresztu, po obaleniu Ben Aliego z aresztu pojechał niemal od razu objąć tekę ministra w nowym rządzie. Ze stanowiska zrezygnował, gdy nowa władza zaczęła wprowadzać stare metody i podjęła próbę cenzury Internetu. Arabscy goście spotkali się m.in. z Lechem Wałęsą, a wczoraj – w 30. rocznicę I Zjazdu Solidarności odbyła się konferencja „Głęboko czujemy wspólnotę naszych losów”. Spotkaniu towarzyszyła świadomość innej rocznicy – 10-lecia zamachu na WTC, a także bieżące wydarzenia, czyli atak na ambasadę Izraela w Egipcie.

Rozmowy były bardzo intensywne, analityczne ale też nasycone emocjami, choć bez resentymentu. Po pierwsze, staraliśmy się zrozumieć złożoność politycznej sceny w Tunezji i Egipcie. Oba kraje bardzo się różnią. Tunezja jest praktycznie krajem świeckim, w którym islam jest ważnym elementem życia społecznego, lecz nie zagraża systemowi politycznemu. Inna sprawa, to sam system polityczny, na który składa się w tej chwili 108 partii. W Egipcie sytuacja jest bardziej złożona, potencjalne wpływy islamu większe. O ile Bractwo Muzułmańskie nie liczy się zbyt mocno, to rosną wpływy salafickie. Poza tym większość sił politycznych ma nastawienie antysyjonistyczne, co komplikuje relacje z Izraelem niezwykle obecnie napięte.

Goście podkreślali, że rewolucje w ich krajach nie wzięły się z powietrza – w Egipcie budowa opozycyjnych struktur trwała ponad dekadę, istotnym elementem politycznego procesu była współpraca robotników strajkujących o lepsze warunki pracy z młodymi przedstawicielami klasy średniej, których kompetencje komunikacyjne okazały się kluczowe dla budowy masowego ruchu, który zimą pokazał swą sił na Placu Tahrir. Tunezyjczycy i Egipcjanie podkreślali, że już wielokrotnie próbowali i wychodzili na ulicę, wcześniej ich protest był zbyt słaby a siły reżimu zbyt duże. W końcu jednak fala protestu okazała się zbyt silna. Bardzo istotną w organizowaniu protestu, zwłaszcza w Tunezji miały kobiety. To one były spiritus movens przewrotu. Efektem ich zaangażowania jest przyjęcie zasady parytetu w najbliższych wyborach do konstytuanty: kobietom przysługuje połowa miejsc na listach wyborczych.

Rozmawialiśmy też o roli mediów. Przedstawiciel telewizji Aj Jazeera opowiadał o roli swojej stacji w informowaniu o wydarzeniach w krajach arabskich, przyznał jednak że podobnie jak większość obserwatorów, także szefów stacji zaskoczyła rola nowych mediów w organizowaniu protestu. Statystyki upowszechnienia internetu nie są w Tunezji, a tym bardziej w Egipcie imponujące. Jednak internet stał się medium organizującym debatę publiczną wśród elit, posłużył także jako platforma do koordynowania działań. Wspomniany Slim Amamou stwierdził siła nowych mediów polegała także na tym, że ich znaczenia nie dostrzegały władze, a nawet gdy zaczęły dostrzegać, to nie potrafiły właściwie reagować. Amamou miał jednak pretensje zwłaszcza do Facebooka, który był ważną platformą dla rewolucjonistów, jednak administratorzy serwisu utrudniali życie protestującym usuwając m.in. strony aktywistów. Zagrożeniem dla demokracji są nie tylko reżimy, lecz także koncentracja najważniejszych mediów w rękach pojedynczych osób lub organizacji.

Istotny element dyskusji dotyczył kwestii recepcji arabskich rewolucji na świecie. Goście z Tunezji i Egiptu mieli pretensje nie tylko do tego, że Zachód przez całe lata popierał dyktatury w ich krajach. O wiele bardziej ich bolała niezdolności niechęć do poznania całej złożoności i różnorodności politycznego i społecznego życia w ich krajach. Arabskość nie jest synonimem dla islamskiego fundamentalizmu, kultura arabska nie jest sprzeczna z uniwersalnymi dążeniami do wolności i godności, nie zawłaszczajcie tych pojęć  dla siebie, apelowali. Prosili, byśmy zainteresowali się ich kulturą tak, jak oni interesują się europejską, to lepiej się będziemy wzajemnie rozumieć. I nie bójmy się ich demokracji, tylko ją wspierajmy.

Bo faktem jest, że przyszłość polityczna krajów arabskich jest bardzo niepewna i zależy od wielu czynników. Jednym z ważniejszych jest gospodarczy – zamiast jednak wysyłać humanitarną pomoc, lepiej żebyśmy otworzyli rynki na produkty z Tunezji i Egiptu, przekonywali arabscy goście. My jednak wolimy eksportować ekspertów, których mamy w nadmiarze, by „dzielili się transformacyjnym doświadczeniem”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Usuwanie stron na Facebooku to problem wpływu władzy na media, a nie koncentracji mediów. Facebook jest skoncentrowany, bo chwilowo nikt nie wyprodukował czegoś konkurencyjnego.

  2. „O wiele bardziej ich bolała niezdolność i niechęć do poznania całej złożoności i różnorodności politycznego i społecznego życia w ich krajach.”
    „Prosili, byśmy zainteresowali się ich kulturą tak, jak oni interesują się europejską, to lepiej się będziemy wzajemnie rozumieć.”

    Ależ oni są naiwni! Aż serce ściska.

    Czyżby nie rozumieli, że jakby Irakijczyka przedstawić w butach, w skarpetkach, w garniturze, pod krawatem, w samochodzie, na pięknej autostradzie, w mieście z kawiarniami, mówiącego po angielsku z sensem o np. grach komputerowych to trudniej byłoby przekonać podatnika z określonego kraju o moralności ataku na Irak?
    Propaganda hitlerowska to samo robiła z obrazem Żyda ZANIM przystąpiono do „ostatecznego rozwiązania”.
    Najpierw należy zohydzić wroga i odhumanizować go a potem przedstawić jako cel do wyeliminowania kinetycznymi metodami. Jakie to proste.

    I dlatego tylko Izrael może być określany jako „jedyna demokracja na Bliskim Wschodzie” i jedyne cywilizowane państwo. Arabowie to Arabusy i Muslimy z pieluchami na głowie, w łachmanach, na bosaka po kamienistej pustyni ganiający za brudnymi kozami w wiadomym celu.

    I żeby nie było, że nie rozumiem powodów, dla których w USA aż tak bardzo zmienił się stosunek do Żydów od otwarcie akceptowanego antysemityzmu jeszcze w latach czterdziestych i (może) pięćdziesiątych do dziesiejszej pełnej akceptacji i silnego poparcia. Nikt tego Żydom nie dał w prezencie. Zapracowali sobie na tę zmianę wytrwałym lobbowaniem, bardzo dużymi nakładami finansowymi, koordynacją pomiędzy żydowską diasporą a państwem Izrael, asymilacją Żydów w USA, silnym naciskiem na zdobywanie wykształcenia, zorientowaniem na dziedziny społecznej aktywności prowadzące do pozycji dających szerokie wpływy i władzę, itd., itp.
    To wszystko przed Amerykanami pochodzenia Arabskiego, o ile zechcą i zdobędą się na podobny do żydowskiego wysiłek.
    A na razie tylko uniwersalna polityczna poprawność daje im jakie-takie bezpieczeństwo ale z pewnością nie pełną akceptację.

    Widać wyrażnie, że Irańczycy desperacko próbują uniknąć błędu Irakijczyków i przedstawić się w lepszym (bardziej cywilizowanym) świetle. Czy uda się im zdążyć przed egzekucją pozostaje otwartym pytaniem.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php