Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

12.09.2011
poniedziałek

Kasa na kulturę, czyli Europejski Kongres Kultury zakończony

12 września 2011, poniedziałek,

Europejski Kongres Kultury dobiegł końca, nie będę powtarzał ocen, jakie można dziś przeczytać na łamach gazet. „Rzeczpospolita” już nie pisze o lewackim spisku i wiecu antykultury, lecz o „sierpowym artystów” i to, że:

Kongres był trafioną inwestycją. Podniesie nasze notowania na europejskiej giełdzie, ponieważ Wrocław stał się areną spotkania mistrzów światowej kultury. Obsypanych Oscarami, Polar Prize i Grammy – Pendereckiego, Rybczyńskiego, Bałki, Greenwooda, Aphex Twin, Eno, Kaegi, Furlano, Lupy. Tych, którzy decydowali i będą decydować o przyszłości sztuki.

Trudniej ocenić rezultaty intelektualne Kongresu, jak pisze „Rzeczpospolita” w tekście „Europejski festiwal pozbawiony wniosków„:

wielu uczestników udało się na jedno z najbardziej obiecujących, jak się mogło wydawać, spotkań pod hasłem „Niebezpieczne związki”. Koncentrowało się ono wokół pytania, czy dotacje państwowe na kulturę są korupcjogenne, czy służą wspieraniu artystów. Dyskusję prowadził Jacek Żakowski, wziął w niej również udział, ze strony polskiej Zbigniew Libera. Jakie wnioski? Dyskutanci rozmijali się  w swoim postrzeganiu tego, czy publiczne pieniądze rodzą korupcję, bo z jednej strony dokładnie taka sama sytuacja wiąże się z prywatnymi funduszami, z drugiej fundusze publiczne nie są dla wszystkich.

Roman Pawłowski w „Wyborczej” pisze z kolei, że Kongres był zderzeniem dwóch wizji kultury: rynkowej i obywatelskiej.

Spór o nową rolę kultury w obliczu kryzysu gospodarki i samej demokracji spolaryzował stanowiska podczas kongresowych debat. Widać to było podczas dyskusji o prawach autorskich, które są kluczem do przyszłości kultury. Czy sferą kultury i sztuki będą rządzić medialne koncerny, które dzięki coraz bardziej restrykcyjnym prawom autorskim mają monopol na reprodukowanie wytworów intelektu? Czy też wygrają użytkownicy internetu domagający się wolnego dostępu do kultury? – Prawo autorskie to ekstremalna forma cenzury. Nie chroni chroni artystów, służy przede wszystkim koncernom monopolizującym nasze myśli – mówił Joost Smiers, teoretyk kultury z Amsterdamu, zwolennik zniesienia praw autorskich.

O podobne kwestie pytał  w komentarzu Czytelnik o nicku Zza zastanawiając się nad rzeczywistą różnicą między kapitalistycznym modelem utrzymywania kultury w USA i modelem europejskim, socjalistycznym. Model kapitalistyczny polegać ma na tym, że na kulturę łożą ludzie i organizacje prywatne, a istotna część dóbr i usług kulturalnych powstaje na rynku. Model socjalistyczny polega na tym, że kulturę finansuje głównie państwo i instytucje publiczne.

Rzeczywiście,  „Handbook of the Economics of Art and Culture„, biblia ekonomii kultury pokazuje, że istnieje istotna różnica między anglosaskim, a europejskim-kontynentalnym sposobem uprawiania polityki kulturalnej. Nie jest to jednak różnica binarna, umożliwiająca tworzenie opozycji na zasadzie: o jednej stronie Atlantyku jest socjalizm, po drugiej kapitalizm. Amerykanie w większym stopniu mogą liczyć na zaangażowanie środków prywatnych, do etosu amerykańskiego biznesu należy budowa pomników: fundowanie bibliotek, muzeów i uniwersytetów przez najbogatszych. Do ofiarności zachęca ich jednak nie tylko etos, lecz także system podatkowy przewidujący odpisy od darowizn.

Podstawową infrastrukturę kultury utrzymuje jednak państwo i instytucje władzy publicznej. W 2000 r. bezpośrednie wydatki rządu USA na kulturę wyniosły ok. 3 mld dolarów, bardzo dużo wydają amerykańskie metropolie. Ważnymi publicznym instytucjami wspierającymi twórczość artystyczną są National Endowment for the Arts i National Endwoment for Humanities (NEH).

Z historii zaś, z okresu Wielkiej Depresji chociaż znane są przypadki bezpośredniego wspierania artystów w trudnych czasach przez wciąganie ich na państwową listę płac oraz angażowanie do robót publicznych, tyle że zamiast kopać rowy artyści dostawali zlecenia adekwatne do ich umiejętności. Finansowanie kultury to jednak nie tylko finansowanie sztuki, lecz utrzymywanie np. bibliotek, edukacja kulturalna, finansowanie badań (Digital Humanities w USA rozwijają się za granty Departamentu Energii i NEH.

Bardzo też istotnym instrumentem wsparcia państwa dla kultury są gwarancje finansowe potrzebne do ubezpieczenia wypożyczeń dzieł sztuki: wartość polisy na porządną wystawę z obrazami z Europy  to nawet miliard dolarów.

W Europie sytuacja jest inna z wielu względów. Większe zaangażowanie państwa w finansowanie kultury wynika nie tylko z niechęci do sfery prywatnej i rynku, lecz z faktu, że o wiele pokaźniejszą pozycją w budżetach jest utrzymanie dziedzictwa. Cóż, Amerykanie nie mają Luwru, gotyckich katedr i paru jeszcze innych rzeczy.

Modelu idealnego nie ma, nadmierne zaangażowanie państwa w kulturę powoduje jej biurokratyzację. To ewidentnie problem Europy. Dlatego Ruch Społeczny Obywatele Kultury, który doprowadził do przyjęcia przez rząd Paktu dla Kultury walczy o uspołecznienie zarządzania publicznymi środkami na kulturę. Chodzi o to, żeby nad urzędniczymi i politycznymi decyzjami roztoczyć systematyczną kontrolę. Instrumentem takiej kontroli są w tej chwili Zespół ds. Paktu dla Kultury przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Komitet Społeczny przy Ministerstwie Kultury, ich zadaniem jest wspólnie z politykami i urzędnikami przekształcenie ustaleń Paktu na konkretne programy promocji uczestnictwa w kulturze, edukacji kulturalnej, digitalizacji.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 20

Dodaj komentarz »
  1. Ten spęd to całkowite marnotrawstwo publicznych pieniędzy.

  2. Jakieś argumenty?

  3. Deficyt budżetowy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. I dług publiczny.

  6. I niedofinsowanie wymiaru sprawiedliwości, bezpieczeństwa i obronności.

  7. Wydawanie pieniędzy polskiego podatnika na bilety lotnicze i hotel dla Baumana mijają się z celem.

  8. @Migro: to jak tak Pan liczy, to trzeba także policzyć pozytywne skutki finansowe wynikające z efektu promocyjnego, a także z obrotów wrocławskich biznesów podczas Kongresu. Myślę, że inwestycja co najmniej się zwróciła

  9. Panie Redaktorze. Wrocławskie biznesy to by lepiej funkcjonowały (i to nie przez trzy dni ale zawsze) gdyby w Polsce nie było długu publicznego i deficytu budżetowego. Gdyby szybko uzyskiwało sie kompetentne wyroki sądowe itp. itd.

    Ja bardzo Pana szanuję ale mam po prostu całkowicie inne poglądy na tzw. „bodźce” i wydatki publiczne . Uważam np. że nie powinno być Ministerstwa Kultury.Uważam że nie powinno być takich „kongresów” za podatkowe.

  10. @ Miro: Proszę o podstawową sprawiedliwość, skoro mamy okres przejściowy to i przejściowe rozwiązania. Kultura na dzień dzisiejszy od ludzi bez niej dobrze żyjących nic nie dostanie. Jestem zwykłym nauczycielem i wiem, jak to funkcjonuje na prowincji wobec dzieci. Minimum na kulturę! A Bauman ma jeszcze autorytet, inni się rozpłynęli. Działajmy razem na rzecz słabej części, czyli kultury. Jak Pan pojedzie za granicę, to przynajmniej nie usłyszy Pan, że jest w Europie przybłędą. Czekają nas lata pracy i to wspólnej.

  11. Mam wrażenie, że wpisy dyskutanta „Migro” objaśniają własnie jak kongres – w mojej skromnej ocenie inspirujący, zaś dzięki Baumanowi, i innym wybitnym którym hotel i przelot opłacono, twórczy – objaśniają te wpisy jak kongres był przydatny.
    Termin „kultura” nie obejmuje wyłącznie akwareli jeżozwierza ale także sprawność myślenia np. u sędziów, którzy, gdy nie zawsze najsprawniejsi, to bzdurstwa potrafią orzekać. Vide: Nieznalska w I instancji. I dalej: to też jakość myślenia innych sług prawa. Z innych dziedzin: jakość myślenia polityków. Z innych dziedzin: uczciwość, np. tychże polityków (ot, chociażby przy ich pracy nad prawem). Kultura bowiem, to dyskurs. Nie zaś tylko piosnki czy obrazki.
    n.

  12. Trochę to smutna „forowa” dyskusja.
    Czy można sobie wyobrazić kraj bez kultury, gdzie wszystko jest podporządkowane groszem. Zastanawiające jest, że 30000 lat temu człowiek żyjący w jaskini otaczał się wspaniałą sztuką.
    „Człekokrztałtny” oprócz obgryzania kości z troski o wypełnienie własnego brzucha, potrzebował także czegoś co dzisiaj nazywamy kulturą.
    Czy modelem współczesnego świata powinna być Sparta?

    Jak za kulturę zapłacimy, czy z pieniędzy prywatnych czy z państwowych? – jest niewątpliwie ważnym pytaniem.
    Jedno jest pewne o kulturę (szeroko rozumianą) musimy zadbać chociażby w imie przyszłych pokoleń.

  13. No to hop za tych bednych, siup za bezdomnych.

    http://www.youtube.com/watch?v=dTXqR1nsEMo

  14. A ja chciałbym, żeby każdy, również Migro, raz na jakiś czas miał potrzebę tworzenia i tę potrzebę realizował. Wtedy rzeczywyście Kongres Kultury byłby mniej potrzebny.

  15. Szkoda tylko, że zaraz po kongresie spadł na nas news w postaci przedłużenia w UE praw pokrewnych z 50 do 70 lat. Doskonała puenta…

  16. Ja uważam, że problem „wzór amerykański vs wzór eurpejski” to trochę drugorzędna sprawa. Problemem są poglądy takie jak u pana Migro.
    W obecnym stuleciu do kultury dostęp ma każdy. Kiedyś był to przywilej związany z pozycją społeczną – troszkę inne było podejście, bardziej…skrupulatne? Dziś granica pomiędzy kiczem a sztuką się zaciera, bo spróbować swoich sił może każdy. To jest głowna przyczyna przejęcia pałeczki przez korporacje. Powoduje to zrównanie się kultury z tzw sztuką użytkową, inaczej taką, która się opłaca lub szybko zwraca dlatego wiele osób pyta się – a po co to i kto za to zapłaci?
    Prosze sobie wyobrazić, że mają państwo 16lat w czasach dzisiejszych. Cała wiedza humanistyczna w pigułkach, wartości moralne krztałtowane przez filmiki z youtube, nawet pojęcie o sexie budowane na podstawie oglądania porno, już nie mówiąc o kinie czy muzyce, bo wszędzie jest puszczany wyłącznie mainstreem. Jeszcze 10-20lat temu mieliśmy wśród młodzieży subkultury hip hop, punk, metal itp. które prezentowały jakąś treść. Dziś mamy jedynie emo, czyli brak subkultury a raczej kryzys emocionalny dzieciaków. W Londynie dzieciaki biegają po ulicach – żadnego postulatu. Rewolucje młodych na południu europy? Bardziej bym to nazwał krzykiem – precz z socjalem ale nie za mojego życia. Nadmiar dostępu wiedzy spowodował brak wiedzy bo wszyscy są doskonale wyspecjalizowani i operatywni ale mało kto jest już kreatywny. Odpowiedzialna jest za to kultura szybkiego i łatwego życia.
    Myślę więc, że zamiast pytać się, kto zapłaci za biblioteki czy muzea, powinniśmy zapytać jak one mają wyglądać aby kogokolwiek ta sprawa przejmowała.

  17. Dodam jeszcze:
    Nie do końca problem w tym, że artyści wyginą. Istnieli i zawsze będą istnieć. W globalnym świecie sytuacja jaka nam grozi, to taka w której z artystów zrodzą się towarzystwa wzajemnej adoracji, które będą tworzyć wyłącznie dla samych siebie. Masy natomiast będą skazane na komercyjną papkę. Niepokojące jest to z tego względu, że to masy stanowią największy odsetek wyborców i to masy pośrednio podejmują decyzję, o ilości muzeów, galerii, kin itd. „Inteligencja” powinna wziąść na siebie większą odpowiedzialność bo jakby nie było to ona decyduje o myśleniu mas, a nie politycy jak to się ostatnio wszędzie głosi. Mam tu na myśli większą krytykę względem mediów, zamiast bezradnego rozkładania rąk, oraz większą samokrytykę, bo wszyscy ostatnio dajemy się nabierać na przerost formy nad treścią.
    Zapomnijmy o Francis’ie Fukuyama’ie, a zacznijmy myśleć o Karolu Darwinie, bo ludzkość zawsze może być lepsza.

  18. @Aloha Hawaii, @vps i inni:

    Namawiam usilnie ludzi wykształconych do niestawiania znaku równości pomiędzy sprzeciwem wobec propagandowych i wyraźnie implikowanych politycznie imprez za publiczne pieniądze oraz nieefektywnych wydatków poprzez budżet państwa i struktury państwowe z niewrażliwością na kulturę.

    Uznawanie kogoś za nietwórczego idiotę dlatego, że nie chce „ministerstw kultury” lub też rozrzutnych imprez „ideolo” za publiczne pieniądze (gdzie m.innymi blichtrem władza korumpuje dziennikarzy by dobrze o niej pisali) – to mówiąc delikatnie niezbyt analityczne podejście do zjawisk i ludzi.

    Ale jeżeli chcecie mnie Państwo uważać za idiotę co to w życiu nic nie przeczytał, nie wytworzył i jest generalnie neandertalczykiem bo nie klaszcze marnotrawstwu i to skrzywionemu ideologicznie i politycznie to wasza sprawa. Nie pierwszy raz spotykam się ze stadnym myśleniem i ucieczką od wolności pod kokon „mecenatu państwowego”.

  19. @Migro – z mojej strony zwracam honor. Torchę nie wyraźnie się Pan/Pani wypowiadał więc łatwo o pochopne wnioski. Też uważam, że „kultura” przejada bez sensu środki (patrz rodzima kinematografia). Z drugiej strony, zaczynanie krytyki od tej strony pachnie klasycznym polskim narzekaniem i do niczego nie prowadzi, bo ktoś kiedyś musi się spotkać i coś ustalić. Chyba nie w tym rzecz, że się spotkali tacy a tacy za tyle i tyle, ale w tym, aby dyskutowali o przyczynach problemów a nie o łagodzeniu skutków.
    Cóż, może być i tak, że to towarzystwo wzajemnej adoracji u „kulturalnych” istnieje od zawsze, nie mnie oceniać, ale nigdy nie musieli się zmagać z demokracją i faktem, że lud ma coś do powiedzenia. Dziś muszą brać to pod uwagę jeśli chcą utrzymać niezależność, alb roztopią się w pragmatyźmie, co obecnie dzieje się w np w amerykańskim kinie.

  20. Teatr Polski we Wrocławiu – Diagnoza
    Opublikowane: 26.06.2007
    Polski teatr wyszedł obronną ręką z transformacji ustrojowej, której znakiem był rok 1989. Stał się jednym z najciekawszych w Europie. Co roku powstają znakomite przedstawienie, a o ich ważności i jakości świadczy zainteresowanie widzów nie tylko w Polsce. Podkreślić należy, że Polska najmocniej istnieje za granicą właśnie dzięki sztuce, w tym teatrowi. Najgłośniejszym spektaklom najwybitniejszych polskich twórców towarzyszą gorące dyskusje i spory dotyczące wartości tych dzieł, ich społecznego oddziaływania i znaczenia w przestrzeni kultury. Można odnieść wrażenie, że tak jak w starożytnej Grecji, gdzie teatr obok agory i sali sądowej był najważniejszym elementem budującym porządek demokratyczny, tak i dzisiaj jest medium, za pomocą którego opisujemy najważniejsze elementy rzeczywistości naszego kraju.

    Sztuka wygrała, instytucja kona
    Po roku 1989 w polskim teatrze – poza nieudaną próbą dokonania reformy strukturalnej podjętą przez ówczesną minister kultury Izabellę Cywińską – nie została dokonana globalna zmiana funkcjonowania, organizacji i finansowania tej instytucji. Sytuację tę można porównać do stanu polskiej służby zdrowa czy państwowego systemu edukacji.

    Czy możliwa jest głęboka reforma teatru w Polsce, w tym także Teatru Polskiego we Wrocławiu?

    Uważamy, że i jedno, i drugie jest możliwe, jednak pod warunkiem że instytucje założycielskie wspólnie prowadzące teatry w Polsce, w tym Teatr Polski we Wrocławiu, zrozumieją, że podstawowym zadaniem teatrów jest uprawianie sztuki, czyli realizacja i eksploatacja przedstawień. Wszelkie inne obowiązki instytucji, jaką jest teatr, mają służyć właśnie temu celowi. Dotyczy to również instytucji założycielskich, które również powinny służyć teatrom, a nie ograniczać się jedynie do roli pośrednika w przekazywaniu środków budżetowych czy do nadzoru administracyjnego nad podległymi im placówkami. Powtarzana przez urzędników wszelkich szczebli magiczna kategoria cięcia stałych kosztów oznacza w praktyce instytucji finansowanych z budżetu zwalnianie ludzi. Nie ma teatru bez ludzi. Racjonalizacja zatrudnienia jest oczywiście konieczna, a bardzo trudna ze względu na blokujące ją przepisy prawne i związkowe. Wymaga zatem czasu.

    Teatr w tym rozumieniu winien być traktowany jako podmiot kultury lokalnej, regionalnej i narodowej, a nie jako przedmiot w systemie planowania i sprawozdawczości.

    Podobnie jak inni kierujący teatrami w Polsce, widzimy ogromną potrzebę uchwalenia USTAWY TEATRALNEJ, która regulowałaby podstawowe kwestie i zależności, a także sankcjonowała symetryczność pomiędzy teatrami a instytucjami rządowymi i samorządem terytorialnym. Brak takiej ustawy jest jedną z istotnych przyczyn degradacji teatrów, środowiska teatralnego, postępującej dekapitalizacji i odchodzenia publiczności, która wybiera łatwą kulturę masową, rezygnując często z trudniejszej kultury wysokiej.

    Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś?
    Jałowość, prostota i pozorna bezalternatywność kultury masowej prowadzi do tego, iż jakiekolwiek inne działania artystyczne, które wyróżnia świadome użycie formy, są przez ludzi odrzucane. Kultura masowa przyzwyczaja ich, uzależnia od opowiadania miałkich historii, których jedyną właściwością jest wartka akcja, wszystko, co przekracza taki schemat, zaczyna się wydawać ludziom zbyt trudne, nie dla nich. Nie wyprzemy z przestrzeni publicznej sztuki masowej, ale instytucje finansowane pieniędzmi podatników muszą tworzyć dla niej atrakcyjną i mądrą alternatywę. Sztuka jest dla wszystkich.

    Teatr to ważne miejsce społecznej debaty, miejsce dyskusji o wartościach, tradycji i sztuce.

    Ważną kwestią, którą mogłaby uregulować USTAWA TEATRALNA, jest między innymi sprawa zasad zatrudniania aktorów. W obecnym systemie pracy, będącym swoistym spadkiem po czasach PRL-u, teatry zatrudniają aktorów na etatach oraz uzupełniają swoje potrzeby zatrudnieniami „gościnnymi”. Praktyka dobrze zorganizowanych teatrów europejskich jest jednak inna. Aktorzy podpisują kontrakty sezonowe. Nie ma tam etatów na czas nieograniczony. Teatry nie płacą aktorom, którzy nie grają w danym sezonie. W warunkach polskich na etatach pozostają często aktorzy niegrający lub zaangażowani w niewielkim stopniu. Rodzi to wysokie koszty, konfliktuje zespół i uniemożliwia zatrudnienie osób naprawdę potrzebnych teatrom. W Polsce zawsze były zamiast kontraktów umowy sezonowe, sporządzane po rozmowach sezonowych, co stało się niemożliwe w związku ze zmianą prawa pracy w roku 1998.

    Świadkowie czy mała stabilizacja
    Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy są haniebne zarobki aktorów i pracowników polskich teatrów. Aktorzy musieli przystosować się do takiego stanu rzeczy, w którym pozostają na skromnych etatach w teatrze, a utrzymują się z zarobków poza teatrem: występów gościnnych, grania w serialach, filmach, podejmowania innych prac. Teatr zapewnia im świadczenia socjalne i wielu przypadkach jedynie dopłaca do ich utrzymania. Również aktorzy emerytowani chcą nadal pozostawać na etatach w teatrze, gdyż niskie emerytury nie pozwalają im na godne utrzymanie.

    Taki stan rzeczy powoduje wiele trudności, między innymi z układaniem miesięcznych planów repertuarowych. Praca jednego czy dwóch aktorów poza teatrem (na przykład w serialu) praktycznie uniemożliwia pracę na scenie w macierzystym teatrze innym aktorom i pozostałym pracownikom. Przygotowanie przedstawienia coraz częściej graniczy z cudem. Zagrożony jest także poziom artystyczny powstających spektakli. Z pensji teatralnej nie można godnie żyć.

    Jak zreformować polski teatr na przykładzie Teatru Polskiego we Wrocławiu?

    Fakty i mity
    Naszym zdaniem możliwe są cztery warianty finansowania Teatru Polskiego:

    1. Narodowy Teatr Polski we Wrocławiu finansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego;
    2. Teatr Polski we Wrocławiu finansowany z trzech źródeł: Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego i Urzędu Miejskiego Wrocławia (finansuje Scenę na Świebodzkim, której nazwa zostaje zmieniona na – Na Świebodzkim Scena Miejska Teatru Polskiego);
    3. Teatr Polski finansowany z dwóch źródeł: Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Urzędu Miejskiego Wrocławia;
    4. Teatr Polski całkowicie finansowany przez Urząd Miejski Wrocławia.
    Szczegółowy opis tych wariantów i wynikających z nich konsekwencji wymagałby oddzielnego omówienia, za długiego na potrzeby tej diagnozy.

    Teatr Polski we Wrocławiu dysponuje trzema scenami, to znaczy Sceną im. Jerzego Grzegorzewskiego, Sceną Kameralną i Sceną na Świebodzkim, mieszczącymi się w osobnych, niezależnych budynkach. Pod względem powierzchni scenicznej i kubatury obiektów Teatr Polski jest drugą instytucją teatralną w Polsce (po Teatrze Narodowym w Warszawie, a przed Starym Teatrem w Krakowie). Dotychczasowy poziom finansowania Teatru Polskiego we Wrocławiu zupełnie nie uwzględnia tego faktu. Mimo ogromnej powierzchni i kubatury, katastrofalnego stanu maszyn i urządzeń, dekapitalizacji i wieloletniego niedoinwestowania – Teatr Polski we Wrocławiu otrzymuje środki o wiele niższe niż Teatr Narodowy w Warszawie i Stary Teatr w Krakowie. Środki te pozwalają jedynie na utrzymanie obiektów w dotychczasowym stanie. Dla zobrazowania skali dysproporcji wystarczy wspomnieć, że mieszczący się w jednym budynku Teatr Dramatyczny w Warszawie dostaje taką samą dotacje jak nasz teatr.

    Dziady
    Zupełnie zaś brakuje funduszy na statutową działalność, czyli na uprawianie sztuki. Teatr Polski we Wrocławiu (podobnie jak i inne teatry w naszym kraju) stać na doprowadzenie do premier ambitnych i wartościowych artystycznie spektakli. Nie stać natomiast na kosztochłonną ich eksploatację w sezonie bieżącym i kolejnych sezonach. Więcej – nie stać teatru na zapraszanie najwybitniejszych reżyserów zagranicznych, co sprzeczne jest z otwartością jako standardem Unii Europejskiej.

    Średnio przedstawienie kosztuje około 300 tysięcy złotych. W naszym teatrze te koszty niestety często się zwiększają w związku z brakami technicznymi i koniecznością wypożyczania sprzętu, którego w teatrze brak. Dobrą ilustracją opisywanego problemu są nasze doświadczenia wypływające ze współpracy z Felice Ross, światowej sławy reżyserki świateł, którą przygotowała projekt oświetlenia do przedstawienia Don Juan wraca z wojny Ödöna von Horvátha. Nim weszła na scenę, aby realizować swą świetną koncepcję, przedstawiła nam listę potrzebnych urządzeń. Okazało się, że w Teatrze Polskim nie ma żadnego z wypisanych przez nią sprzętów.

    O wysokich kosztach utrzymania obiektów, produkcji premier i eksploatacji spektakli decyduje brak nowoczesnego sprzętu technicznego, a szczególnie oświetlenia, nagłośnienia i multimediów powszechnie stosowanych we współczesnym teatrze światowym. Rodzi to konieczność dokonywania częstych wypożyczeń, które znacznie podrażają koszty. Wartość podstawowego sprzętu oświetleniowego, brakującego Teatrowi Polskiemu, jaki znalazł się w skromnym wykazie przygotowanym przez wspomnianą wyżej Felice Ross, będącego dziś – dodać trzeba – średnim standardem w teatrach, wyniosła 620 tysięcy złotych po uwzględnieniu średnich cen rynkowych. I zaznaczyć należy, że bierzemy tu pod uwagę podstawowe narzędzia pracy reżysera świateł. Jedyną szansą tej realizacji – z powodu braku odpowiednich funduszy – były więc wypożyczenia. Oczywiście, można niczego nie wypożyczać, przygotowywać archaiczne przedstawienia, jeszcze mocniej odstręczające publiczność, w tym jej młodszą część, i czekać. Na zgon. Teatru.

    Modernizacja bazy sprzętowej w teatrze nie tylko sprawi, iż nasze przedstawienia będą o wiele bardziej atrakcyjne dla publiczności, w tym dla młodych widzów – przyszłości naszego kraju, ale przede wszystkim pozwoli zmniejszyć koszty funkcjonowania teatru.

    Warto po raz kolejny przypomnieć, że odbudowa budynku Teatru Polskiego po pożarze objęła jedynie widownię i foyer, nie objęła natomiast sceny. Brak podstawowego sprzętu (rusztowania, podnośniki, wyciągarki) przy montażach i demontażach dekoracji powoduje wydłużenie czasu pracy. Generuje godziny nadliczbowe. Wymaga od pracowników ogromnego wysiłku fizycznego, zwłaszcza że jedyny magazyn dekoracji znajduje się przy ulicy Kościuszki (1500 m od obiektu przy ulicy Zapolskiej 3) i nie jest własnością Teatru Polskiego. Mimo niewielkiej odległości z powodu korków drogowych załadunek, rozładunek i transport są niezwykle czasochłonne i rodzą dodatkowe koszty.

    Pułapka
    Od wielu lat nie podjęto próby policzenia kosztów działalności Teatru Polskiego, nie wspominając o przeszacowaniu kosztów po pożarze. Po pożarze i remoncie budynku przy ulicy Zapolskiej koszty wielokrotnie wzrosły, a nie zostały przeszacowane. (Przed takim problemem staje właśnie Opera Wrocławska, której koszty utrzymania znacznie wzrosły po zakończonym remoncie i modernizacji sceny). Pilne przeszacowanie kosztów utrzymania będzie konieczne po zakończeniu planowanej na lata 2008-2009 modernizacji Sceny im. Jerzego Grzegorzewskiego oraz po planowanej na lata 2009-2010 modernizacji Sceny Kameralnej.

    Ważnym osiągnięciem Teatru Polskiego we Wrocławiu (dyrekcja Jacka Wekslera) było stworzenie Sceny na Świebodzkim, która stała się jednym z najważniejszych i najbardziej twórczych miejsc na mapie teatralnej Polski i Europy. Tu pojawiły się wybitne dzieła Jerzego Jarockiego, Krystiana Lupy, Walerija Fokina czy nagradzanego ostatnio Marka Fiedora. W opinii wielu twórców, krytyków oraz widzów Scena na Świebodzkim pozwoliła na wykreowanie nowej jakości estetycznej w polskim teatrze. Tu właśnie chcą pracować najwybitniejsi, tacy jak Jan Klata i powracający do Wrocławia Krystian Lupa.

    Trzeba zaznaczyć, że stan budowlany i techniczny Sceny na Świebodzkim, stan obiektów doń przyległych oraz stan otoczenia jest fatalny. Działka jest własnością skarbu państwa, władającym jest Prezydent Wrocławia, budynek zaś należy do PKP SA, a Teatr Polski jako najemca płaci wysoki czynsz miesięczny, przy czym nie ma możliwości modernizacyjnych, gdyż nie może inwestować w cudzą własność. W tej kwestii od lat trwa swoisty stan zawieszenia ze stratą dla wszystkich stron.

    O efektywnej organizacji pracy decydują dziś sprawna komunikacja, informatyzacja i właściwy poziom skomputeryzowania instytucji. W Teatrze Polskim brakuje podstawowego sprzętu niezbędnego do obsługi widza i sprawnego zarządzania instytucją. Pracujemy nad stworzeniem nowoczesnej sieci komputerowej i staramy się o środki na zakup sprzętu komputerowego, których zupełnie nie ma w budżecie teatru.

    Przez całe lata pracy Teatru Polskiego nie brano pod uwagę nowoczesnego marketingu, nowoczesnych – choć w zasadzie już podstawowych i oczywistych – form reklamy. Do dziś jednak w budżecie Teatru Polskiego nie ma środków na właściwą reklamę i promocję (podobnie jak w budżetach innych polskich teatrów). Brakuje zupełnie środków na promowanie aktorów zasłużonych i najbardziej popularnych. Europejskim standardem są monografie książkowe, albumy, płyty CD z muzyką teatralną czy płyty DVD z zapisami wideo. Wydaje się to czymś oczywistym na przykład z okazji pięćdziesięciolecia pracy scenicznej aktora.

    Skąpiec czy nędza uszczęśliwiona
    Jednym z najpoważniejszych problemów Teatru Polskiego we Wrocławiu są niskie płace zarówno zespołu artystycznego, jak i technicznego oraz administracji. Skutkiem takiej sytuacji jest odchodzeniem z teatru najlepszych aktorów i doświadczonych pracowników. Wielu kolegów, którzy przez lata budowali wizerunek Teatru Polskiego we Wrocławiu, w latach ostatnich przeniosło się do lepiej płacących teatrów w Warszawie.

    Miesięczne wynagrodzenia stałe brutto poszczególnych grupach kształtują się następująco:

    aktorzy – 1857 zł,
    suflerzy, inspicjenci – 1554 zł,
    pracownicy techniczni – 1886 zł,
    administracja – 2222 zł,
    pracownicy gospodarczy – 2047 zł.
    Jak wynika z tego zestawienia, aktorzy i pracownicy techniczni bezpośrednio zaangażowani w produkcję teatralną zarabiają w teatrze najgorzej.

    Ewentualne podwyżki (w granicach średnio 500 złotych na jednego zatrudnionego) wymagają środków w skali roku w wysokości 1 500 000 złotych.

    Sędziowie
    Chcemy, żeby nasz teatr był żywym miejscem, otwartym na każdą publiczność. Repertuar konstruujemy tak, by nie wykluczał żadnego typu publiczności, by jej nie dzielił, nie segregował na starą, średnią, młodą etc. Teatr Polski powinien umożliwić młodym widzom poznanie teatru, gdyż programy szkolne czy nawet uniwersyteckie na kierunkach filologicznych są tak skonstruowane, że właściwie uczniowie i studenci poznają teatr przez literaturę dramatyczną.

    Teatr Polski we Wrocławiu czyni wiele i uczyni wszystko, by odbudować widownię, która od teatru odeszła, a także by wypracować jak najwyższą markę i pozycję w teatrze europejskim. Pragniemy służyć widzom Wrocławia i Dolnego Śląska, pragniemy poziomu i rangi teatru narodowego, ale też pragniemy rangi teatru, który będzie ważny dla widzów zjednoczonej Europy. W tym celu, w najbliższym już czasie, z myślą o turystach i cudzoziemcach żyjących we Wrocławiu chcemy zainstalować systemy tłumaczeń umożliwiające odbiór spektaklu osobom nieznającym języka polskiego. Widzimy także możliwości daleko idącej współpracy z teatrami spoza Polski. Szansą w tej mierze jest nasza obecność na zagranicznych festiwalach teatralnych (m.in. Strasburg i Dublin – w roku 2007, Ryga i Moskwa – w roku 2008).

    Naszym ważnym wyzwaniem jest przyciągnięcie do teatru młodej publiczności, której odmienną wrażliwość ukształtowała o wiele bardziej kultura obrazów niż kultura słowa. Nowe media, w tym Internet, tak bardzo absorbują młode pokolenie, że coraz rzadziej sięga ono po książkę. Na naszych oczach zmienia się też sposób uczestniczenia w kulturze – odbiorca nie chce być tylko pasywnym konsumentem, ale aktywnym uczestnikiem. Jak sprawić, aby teatr był dla tej generacji atrakcyjny na tyle, by poznała i podjęła ona twórczy dialog z tradycją i kulturą narodową oraz kulturami szybko globalizującego się świata? Na pewno teatr nie powinien się upodobnić do bezrefleksyjnych produktów kultury popularnej, dominujących w nowych mediach. Ale z pewnością teatr nie może się zupełnie odwrócić od świata kultury popularnej. Może skorzystać z niego, nie tracąc niczego ze swej najważniejszej roli – artystycznego medium dialogu o najistotniejszych problemach.

    Chcemy, by repertuar był atrakcyjny również dla młodych ludzi. W tym między innymi celu nasz teatr umożliwi co najmniej raz w sezonie debiut teatralny najzdolniejszym adeptom sztuki reżyserskiej w Polsce. Będziemy też wyłaniać najciekawsze teksty dramatyczne autorstwa młodych, obiecujących pisarzy. Innym sposobem otwarcia się na młodą widownię jest działalność edukacyjna teatru adresowana zarówno do uczniów i studentów, jak i nauczycieli, na którą niestety przeznaczone są symboliczne sumy.

    Teatr mój widzę ogromny
    Jednym z elementów kreowania wizerunku teatru i jego edukacyjnej funkcji jest Festiwal Najlepszych Polskich Przedstawień Sezonu, którego pierwszą edycję chcielibyśmy zorganizować w roku 2008.

    Teatr Polski we Wrocławiu dysponujący trzema niezależnymi scenami to również miejsce prezentacji najlepszych spektakli powstających w naszym regionie. Regularnie winny być pokazywane najciekawsze dokonania teatrów dolnośląskich (Legnica, Wałbrzych, Jelenia Góra), a także z najbliższego sąsiedztwa naszego województwa (Kalisz, Opole) oraz spektakle twórców związanych z Wrocławiem i regionem, którzy ciekawe i wybitne przedstawienia zrealizowali w innych teatrach w kraju i za granicą. Postrzegamy Wrocław i nasz region jako inspirujące pogranicze kultur i to właśnie chcielibyśmy eksponować w działaniach artystycznych.

    Udało nam się w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy pozyskać dla teatru ekstraśrodki finansowe. Będziemy podejmowali działania, których celem będzie pozyskiwanie funduszy z programów Unii Europejskiej oraz od sponsorów. Jednak te ekstrafundusze, obciążone ryzykiem i niepewnością, nie mogą być podstawowym źródłem finansowania premier.

    Od momentu objęcia przeze mnie dyrekcji Teatru Polskiego, czyli od 1 września 2006 roku, przygotowaliśmy sześć premier:

    Terrordrom Breslau Tima Staffela (reż. Wiktor Rubin),
    Smycz Bartosza Porczyka (reż. Natalia Korczakowska),
    ONE wg Trzech sióstr Antona Czechowa (reż. Monika Pęcikiewicz),
    Dziady. Ekshumację Pawła Demirskiego (reż. Monika Strzępka),
    LINCZ: Pani Aoi. Wachlarz. Szafa wg jednoaktówek Yukio Mishimy (reż. Agnieszka Olsten),
    Don Juan wraca z wojny Ödöna von Horvátha (reż. Gadi Roll).
    Po raz pierwszy w historii Teatru Polskiego odbyła się transmisja telewizyjna przygotowanego na naszej scenie przedstawienia – Przypadku Klary Dei Loher w reżyserii Pawła Miśkiewicza. Nasze spektakle uczestniczyły w sezonie 2006/07 w następujących festiwalach:

    Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy (Wszystkim Zygmuntom między oczy!!! wg Czwartego nieba Mariusza Sieniewicza; październik 2006),
    Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu (Smycz; marzec 2007),
    Krakowskich Reminiscencjach Teatralnych (Terrordrom Breslau; kwiecień 2007),
    Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych R@Port w Gdyni (Dziady. Ekshumacja; maj 2007),
    Międzynarodowym festiwalu teatralnym Premi?res (LINCZ: Pani Aoi. Wachlarz. Szafa; czerwiec 2007).
    Ważną rolę edukacyjną odgrywa zainaugurowany na początku sezonu 2006/07 cykl „Czynne poniedziałki”, który za każdym razem, czyli przynajmniej dwa razy w miesiącu, gromadził nadkomplety publiczności. Jego znaczenie przekracza jednak wymiar dydaktyczny. „Czynne poniedziałki” to wydarzenia kulturalne non profit, które Teatr Polski organizuje dla mieszkańców Wrocławia w poniedziałki, czyli dni, kiedy oferta kulturalna miasta jest najuboższa (zamknięte teatry, opera, muzea, galerie). Mają na celu promocję kultury, promocję i integrację środowisk twórczych miasta i regionu. Ważnym celem projektu jest szukanie utraconego kontaktu z widzem teatralnym – projekt „Czynne poniedziałki” promuje teatr, unowocześnia i odmładza jego wizerunek. Ważnym celem projektu jest integracja środowisk twórczych Wrocławia, stworzenie miejsca, w którym pochodzący z miasta i regionu twórcy mogliby prezentować swoją sztukę i wspólnie pracować nad projektami interdyscyplinarnymi (koncerty, multimedia, czytania), a wszystko to w atrakcyjnej formie i przy nowoczesnej promocji. Do końca sezonu w ramach „Czynnych poniedziałków” uruchomiliśmy następujące cykle:

    1. „Magiel literacki” – spotkania z pisarzami (Andrzej Stasiuk, Olga Tokarczuk, Eustachy Rylski, Stanisław Srokowski, Andrzej Sapkowski, Wojciech Kuczok i Marcin Świetlicki),
    2. „Czytanie” – prezentacja niewystawianych do tej pory w Polsce lub mało znanych sztuk (Babcia odjeżdża Wiesława Waszkiewicza, Teremin Petra Zelenki, Kwartet Heinera Müllera, Moja matka Kleopatra Attili Bartisa, Szósta rzeczywistość Bogdana Kocy, Człowiek z Bogiem w szafie Michała Walczaka, Siła przyzwyczajenia Thomasa Bernharda oraz Terroryzm Władimira i Olega Priesniakow),
    3. „Koncert” – multimedialne lub literackie prezentacje muzyczne (Karbido z projektem Promovies. 16 mm, Pustki, Stwory oraz duet Marcin Świetlicki i Mikołaj Trzaska).
    W ramach działalności edukacyjnej zorganizowaliśmy następujące wydarzenia: premiery studenckie i uczniowskie połączone z dyskusjami z twórcami poszczególnych spektakli, przygotowany wraz z Wrocławskim Centrum Doskonalenia Nauczycieli kurs doskonalący dla nauczycieli przedmiotów humanistycznych pod hasłem „Nowy teatr”, a także konkurs z czterdziestoletnią tradycją dla uczniów szkół ponadpodstawowych – „Młodzież poznaje teatr”. Wśród pól rywalizacji znalazły się: konkurs na recenzję, turniej teatrologiczny, konkurs na plakat teatralny oraz konkurs na jednoaktówkę.

    Zapraszamy Państwa do debaty na temat tego dokumentu, który nie wyczerpuje oczywiście całej problematyki, oraz do debaty nad stanem naszego teatru i sytuacją teatrów w Polsce.

    Krzysztof Mieszkowski
    dyrektor naczelny i artystyczny

    http://www.teatrpolski.wroc.pl/archiwum/2006-2007/teatr-polski-we-wroclawiu-diagnoza

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php