Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

4.10.2011
wtorek

Cicha rewolucja komunikacyjna

4 października 2011, wtorek,


W niedzielę Paryż zainaugurował system Autolib, czyli system automatycznego wypożyczania samochodów, wzorowany na doskonałym rozwiązaniu velib, w którym korzystać można z rowerów. Operatorem systemu została firma miliardera Vincenta Bollore, który zainwestował ponad miliard euro w rozwój technologii akumulacji energii elektrycznej. Jego suche akumulatory mają kilkukrotnie większą pojemność, niż konkurencji – auto o nazwie Blluecar (dizajn studia Pininfarina) jest w stanie pokonać ok. 250 km bez doładowania (ładowanie trwa 8 godzin), do setki rozpędza się w 6,7 s., osiąga 130 km/h.

Najważniejszy aspekt systemu autolib – jeździć w nim będą samochody elektryczne, wspomniane Bluecar. Flota na razie niewielka, kilkadziesiąt sztuk do końca 2013 roku ma osiągnąć 5 tys. pojazdów i kilkaset punktów parkingowo-serwisowych, gdzie podładowywane auta będą czekać na chętnych. Przewidziano różne schematy korzystania: abonament dzienny, tygodniowy, roczny (144 euro). Czy pomysł wypali?

Kalkulacja opiera się nie tylko na fascynacji technologią i wnioskach z sukcesu systemu velib. W metropoliach maleje zainteresowanie posiadaniem samochodu. W Londynie, pisał o tym niedawno Guardian młodzi ludzie w ogóle tracą sentyment do jeżdżenia autami, jeszcze na początku lat 90. prawo jazdy posiadało 48 proc. osób w wieku 17-24 lat, dziś już tylko 35 proc. Ważniejszym symbolem statusu i tożsamości są gadżety telekomunikacyjne. Czyżby nieuchronnie nadchodziła epoka postsamochodowa, do której przejściem będzie etap samochodu elektrycznego dostępnego w schemacie usługi, a nie posiadania (podobny schemat rozwija Shai Agassi z Renault w ramach projektu Better Place).

Kingsley Dennis i John Urry w znakomitej książce „After the Car” analizują, w jaki sposób człowiek wykształcił najbardziej zdumiewające, patologiczne i szkodliwe uzależnienie, jakim jest samochód i badają możliwe trajektorie rozstawania się z tym nałogiem. Nie są optymistami, najbardziej realny scenariusz przypomina nieco wizję z „Witaj Ameryko” J.G. Ballarda. My w Polsce jesteśmy na razie na chińskim etapie rozwoju, samochód jest dla nas wszystkim, potrzebą, nałogiem, oznaką statusu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Oczywiście jestem w stanie zrozumiec niechęć do posiadania samochodu w miss sie. Ale na ym niestety Zycie sie nie konczy. Gdyby był taki system w Warszawie to czy korki byłyby mniejsze? Oczywiście nie. Taki samochod moze byc przydatny dla tych co dzis musza szybko znaleźć sie w rożnych punktach miasta. Ale publiczny masowy system komunikacji- oto wyzwanie dla inżynierów i planistow

  2. ma Pan jakieś podsumowanie jak rozwija się projekt Agassi’ego?

  3. To świetny pomysł 🙂 może i u nas w Polsce takie będą za przyzwoitą cenę oczywiście. Serdecznie Panu i sobie tego życzę .

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. ” Wiadomosci o mej smierci sa mocno przesadzone” – rzeklby samochod, gdyby mogl mowic.
    Zapewne na przestrzeni lat wiele moze sie zmienic. Ostatecznie zniknely powozy konne czy tez zaglowce. Nie sadze by nadchodzil koniec indywidualnych srodkow transportu. Europejskie miasta, z przyczyn historycznych, skupiaja duza ilosc mieszkancow na wzglednie malej powierzchni. Wtedy latwiej i wygodniej jest korzystac z masowych srodkow transportu. Sama Europa Zachodnia to tez niezbyt wielki obszar. Jednak jesli przeniesiemy sie na inne kontynenty ow koniec samochodu osobowego nie jest az tak oczywisty.

    Pozdrawiam

  6. Nie przesadzałbym z tym fetyszyzowaniem samochodu w Polsce.
    W Londynie można jeździć metrem i autobusem i czytać. W Warszawie czasami w metrze jest to możliwe. Niech Pan jednak spróbuje poczytać jadąc do Ursusa w godzinach szczytu!
    Zmienią się warunki zmienia się klienci.
    Moje córki już nie chcą mieć samochodu – acz jeszcze korzystają z tego co im rodzice zaproponują.

  7. @Ara: mieszkam w Ursusie i jeżdżę regularnie pociągiem, bardzo często w godzinach szczytu, może czytać się nie da ale jedzie się szybciej, niż w tym samym czasie samochodem.

  8. Ja proponuję ‚epokę postrewolucji’, gdy już żadnych rewolucji ani epok nie będzie.

  9. @Edwin Bendyk

    może i szybciej, ale czy bardziej komfortowo? Ja osobiście jeżdżę komunikacją miejską, obecnie szczęśliwie tylko autobusami. Gdy z plecakiem wypełnionym powiedzmy trzema książkami, dwiema teczkami i laptopem jeździłem metrem w godzinach szczytu, naprawdę dawało mi to popalić (plecak musiałem trzymać w jednym ręku, inaczej nie udałoby mi się zmieścić). Nie zamierzam rezygnować z komunikacji miejskiej (zwłaszcza, że obecnie mam lepsze połączenie), ale łatwo mi zrozumieć osoby, które wolą postać w korkach, słuchając w tym czasie radia lub rozmawiając przez telefon, niż tłuc się zatłoczonym tramwajem, zwłaszcza, gdy mają jeszcze np. zawieść jedno dziecko do przedszkola, a drugie do szkoły (pomijam, że niestety dziś nawet pierwszoklasiści mają tak ciężkie plecaki, że niejeden dorosły nie chciałby ich dźwigać).

  10. Co to jest „dizajn”? 🙂

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php