Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

4.10.2011
wtorek

Kultura w natarciu, kultura w kryzysie

4 października 2011, wtorek,

Kultura to pojemne pojęcie. Dla polityków to w najlepszym przypadku sfera inwestycji, gdzie jedna złotówka zainwestowana w coś tam, np. muzeum, ma przynieść dwa lub więcej złotych efektów. Dla ministrów finansów kultura do koszt. Dla sporej części ludzi kultury, czyli osób zawodowo związanych z kulturą  to sfera, gdzie zarabiają lepiej lub gorzej (raczej gorzej) na życie, więc oczekują, że będą zarabiać więcej i pracować w lepszych warunkach, np. nowych budynkach. Dla prezydentów miast kultura to sfera prestiżu. Dla idealistów kultura w końcu to sfera ducha. Każdy z tych redukcyjnych sposobów myślenia grozi katastrofą.

W hiszpańskim Aviles zamknięto właśnie wybudowane za 44 mln euro Międzynarodowe Centrum Sztuki Współczesnej Oskara Niemeyera. Obiekt miał być tym, czym Muzeum Guggenheima dla Bilbao. Będzie zamknięty, bo nie zgadza się kasa. Podobnie jak brakuje kasy na utrzymanie innych obiektów infrastruktury kulturalnej (i nie tylko, kłopoty ma także hiszpańska szybka kolej) wybudowanych w okresie prosperity. Polska zmierza chyba nieuchronnie w tym samym kierunku. Nowe, wspaniałe budynki, których tak przecież brakowało, już niebawem trzeba będzie ogrzewać, chronić, sprzątać. Na program i finansowanie żywej kultury może już zabraknąć. Trochę o tym mówiono wczoraj podczas spotkania w sprawie strategii dla kultury Mazowsza, zorganizowanej przez mazowiecki samorząd.

Na kulturę można też spojrzeć inaczej, tak jak od początku próbujemy pokazać w Ruchu Społecznym Obywatele Kultury, w sposób jaki przebijać się do świadomości światlejszych polityków na świecie: w Brazylii, Bogocie i Medellin (w ramach koncepcji zintegrowanego rozwoju miasta), ostatnio we Francji, gdzie kultura stała się ważnym elementem rozpoczynającej kampanii prezydenckiej. Dzisiejsze wydanie „Liberation” cytuje Francois Hollanda, jednego z liderów Partii Socjalistycznej, która najprawdopodobniej przejmie władzę we Francji (na razie przejęła po raz pierwszy w V Republice Senat).

?La culture ne se réduit pas au minist?re de la Culture. C?est aussi le minist?re de l?Education – pour l?éducation artistique -, le minist?re de la Communication – pour les industries culturelles -, c?est le minist?re des Affaires étrang?res – sur la présence d?instituts culturels ? l?étranger ? C?est aussi, d?une certaine façon, le minist?re de l?Economie et des Finances, par rapport ? des r?gles fiscales. La culture doit prendre en compte l?ensemble d?une volonté collective. L? aussi, la grande question des élections présidentielles sera le „vivre ensemble”. La culture est un élément qui nous permet d?y accéder. Ce n?est pas quelque chose que je réduis au budget.?

Kultury nie można zredukować do ministra kultury. To także domena ministra edukacji – ze względu na edukację artystyczną, ministra komunikacji – ze względu na przemysły kulturalne, to także minister spraw zagranicznych ze względu na obecność za granicą instytutów kultury… To także, w pewnym zakresie minister gospodarki i finansów, w odniesieniu do reguł gry podatkowej. Kultura musi uwzględniać całość woli zbiorowej. Wielkim pytaniem wyborów prezydenckich będzie kwestia „życia razem”. Kultura jest elementem nieumożliwiającym dostęp do takiego życia. Nie da się tego zredukować do budżetu.

Francuzi o tym gadają, my na szczęście już od jakiegoś czasu realizujemy. Oczywiście, nigdy nie zabraknie sceptyków twierdzących, że chodzi tylko o więcej kasy dla ludzi żyjących z kultury. Cóż, będziemy z uporem powtarzać, że chodzi głównie o to, żeby poprawić parametry dostępności do kultury i uczestnictwa w kulturze w tak prostych już wymiarach, jak czytelnictwo, do poziomu przynajmniej końca PRL, bo o średnich europejskich trudno póki co marzyć. Uczestnictwo potrzebne jest zaś po to, żeby kultura stała się naturalną przestrzenią społecznego porozumiewania w każdym wymiarze, także politycznym.

Na razie dominujący model spędzania czasu wolnego w Polsce ujawniony w badaniach marketingowych jednej z globalnych korporacji polega na tym, żeby pooglądać telewizję, potem nic nie robić, a na koniec położyć się spać. To charakterystyka  proletariusza. Brytyjczycy, Hiszpanie i Niemcy badani w podobny sposób nawet nie wpadli, żeby podobne kategorie wymienić.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. W pełni się zgadzam z autorem. Zresztą budowanie różnych centrów kulturalnych w niektórych miastach jest podyktowane tym, aby miasto mogło się czymś „wyróżniać” w przypadku gdy nie ma co do zaoferowania. Zresztą budowanie tych wielkich gmachów nowych/ starych instytucji trochę mi przypomina sytuację, gdy był boom w Portugalii na budowanie stadionu z racji organizowania na Euro 2004. Po Mistrzostwach okazało się, iż samorządy nie stać na utrzymywanie tych budynków i musiały je po prostu zburzyć. Co do przywołanego przykładu z Aviles, to trochę mnie martwi, iż wiele osób w dalszym ciągu wierzy w tzw. „efekt Bilbao”. Jakiś czas temu słyszałem, że szkockie Dundee chce iść case’em Bilbao. Tylko nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że boom na Bilbao był podyktowany odpowiednimi warunkami, których w obecnych czasach nie ma. To jak organizowanie nowego festiwalu muzycznego wzorując się na historii Open’era. Świat się ciągle zmienia, jak i warunki. I do tego wszystkiego trzeba się dostosować, a nie żyć ułudą jakiegoś uniwersalnego rozwiązania. Przy budowie nowych/ starych instytucji jest też ważna tzw. zawartość. W Szczecinie ma powstać budynek nowej filharmonii. Architektonicznie będzie się oczywiście wyróżniał swoją przebojowością i nowoczesnością. Ciekawy jestem, czy podejście ludzi, którzy będą zarządzać tą instytucję będzie adekwatne do samej budowli. To jedno. Drugie – to Filharmonia Szczecińska nie może się pochwalić poziomem nie wiadomo jakim, raczej bardzo przeciętnym słysząc opinię moich znajomych, którzy się na tym znają. Pytanie jest właśnie, czemu nie rozpoczyna się od budowania podstaw tylko od samej góry. Edukacja kulturalna to jedno. Drugie to wspieranie rozwoju przemysłów kreatywnych, o których politycy nie wiedzą albo nie chcą wiedzieć, bo nie potrafią tego ogarnąć. Bo przecież Polska nie będzie się rozwijała głównie opierając się o IT czy tradycyjny przemysł. No chyba, że ktoś chce, aby Polska kojarzyła się głównie z tanią siłą roboczą jak i wielkim polem outsourcingowym.

  2. Niezupełnie się zgadzam z p. Bendykiem. Myślę, że to głównie zależy od poziomu samodzielności myślenia (zwanej poziomem demokracji, poziomem aktywności społecznej itp.) a nie od metod spędzania wolnego czasu. Można by to opisać w kategoriach różnicy między „my zrobiliśmy” i „nam zrobiono”. Memy za parę dni wybory i wszędzie zadawane jest pytanie „co oni nam obiecują” albo „co oni nam dadzą”. Czy słyszał Pan pytanie „czy oni nam umożliwią zrobienie czegoś”?

    Myślę, że tu jest odpowiedź. W państwach jak Francja czy Niemcy działania są wynikiem potrzeb i inicjatyw oddolnych albo społecznych, a w Polsce wynikiem łaski pańskiej, gdzie z pańskiego stołu coś kapnie. Zwykle nie słychać by jakieś instytucje kulturalne w tamtych państwach plajtowały. Przed ich uruchomieniem przeprowadza się kalkulację ekonomiczną albo szuka kogoś, kto je utrzyma. Jak choćby sławna opera w takiej dziurze jak Baden Baden.

    Swoją drogą ciekawa jestem, czy Ruch Społecznym Obywatele Kultury zajmuje się czymś więcej niż pisaniem petycji o dotacje dla dobra Narodu

  3. 1.”To charakterystyka proletariusza”… pachnie to pogarda…. a co by nie pisać i ile tytułów nie posiadać przed nazwiskiem, nie dysponuje Pan żadnym kryterium poza swoim gustem, by wykazać, że czytanie np. francuskich socjologów w oryginale jest „lepsze”, niż siedzenie na kanapie przed tv.
    2. o tym jak działają transfery w „przemysły kreatywne” i kto jest jedynym beneficjentem doskonale widać w Zagłębiu Ruhry…
    3. „Polska nie będzie się rozwijała głównie opierając się o IT czy tradycyjny przemysł. No chyba, że ktoś chce, aby Polska kojarzyła się głównie z tanią siłą roboczą jak i wielkim polem outsourcingowym”: proszę o przykład kraju [ludność od 10 milionów wzwyż], w którym gospodarka nie ma postaci hybrydalnej [wbrew mitom utopistów promujących knowledge-based economy]? ile mamy globalnych korporacji z kwaterą główną w Polsce, które mogą „pompować” kreatywne sektory gospodarki? …

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @h2ols: „charakterystyka proletariusza” to po prostu stwierdzenie mające konkretne odniesienia literatury przedmiotu, nie wynika z niego żadne wartościowanie absolutne. Człowiek oglądający telewizję jest takim samym człowiekiem, jak czytający Habermasa po niemiecku. Z tej konstatacji jednak nie musi wynikać zgoda na równowartość oglądania telewizji z czytaniem Habermasa. Ludzie są równi, formy kultury niekoniecznie (chyba że się jest radykalnym postmodernistą).

  6. Niemcy nie przyznają się do oglądania telewizji?
    Ja się nie przyznaję, bo nie posiadam, ale chyba będę zmuszony zakupić, jak Palikot wejdzie do sejmu.
    Jak powiedział F.Zappa: polityka jest gałęzią show-biznesu.

  7. @Edwin Bendyk: jak Pan doskonale wie, słowa bywają naładowanymi pistoletami… a dyskurs naukowy bywa także segregacją [a może przede wszystkim nią jest?] kto ma decydować o wyższości jakiejkolwiek formy udziału w kulturze? [gdy zrobię „wrzut” na elewacji będę bandytą, jesli ten sam „wrzut” zrobi Banksy to będzie sztuka i wyższa forma kultury dla elitarnych konsumentów?] poza tym meloman lub profesor uniwersytetu mimo konsumpcji rzekomo „bardziej wartościowej” treści, może być pospolitym chamem [widać to często min. w traktowaniu przez konsumentów „wyższej kultury” ludzi świadczących tymże „niższe usługi”]. każda forma kultury to tylko wypełniacz wolnego czasu [żeby nie powiedzieć waste-timer]. dla mnie [mimo, że niekoniecznie konsumuje] „tańce na lodzie” tożsame są swoją wagą jako zapychacza czasu powiedzmy lekturze Habermasa. nie traktujmy ludzi jak infantylnych idiotów, którym możemy mówić co jest mniej/bardziej wartościowe. wybierajmy na własne ryzyko [nie patrząc na jakąkolwiek formę hegemonii gustu]. inna sprawa, że taka perspektywa wyklucza jakiekolwiek dotacje i publiczne transfery i dla „tańców”, i dla „ludzi kultury”…

  8. @h2ols: oczywiście, że niejeden profesor może być chamem, wyrafinowanie nie musi mieć związku z kulturą, etc. Nie mylmy jednak pojęć równości godności z równością for kultury. Idąc Pańskim tropem należałoby zlikwidować choćby przymus edukacyjny. Nie uważam, że nakazując ludziom wysyłanie dzieci do szkół traktuję rodziców jak infantylnych idiotów. Ci ludzie muszą jeszcze zbudować społeczeństwo, które musi umieć się porozumiewać, do czego potrzebne są pewne kompetencje. Demokracja polega natomiast na tym, że tak jak ktoś może sobie wybrać oglądanie tańca na lodzie, ja mam prawo do przekonywania, że pewne formy kultury są lepsze od tegoż tańca na lodzie. Co w tym złego? Najwyżej przegram w wyborach, proszę jednak mi nie odbierać tej wolności.

  9. @Edwin Bendyk:
    1. ale czy można delimitować równość? i mówić, że w pewnych arenach aktywności ma ona moc obowiązywania, natomiast w sferze kultury pewne fora mają niepodważalną przewagę?
    2. oglądam właśnie dokument [w zasadzie w telewizji via komputer] o nastoletnim paparazzo [z udziałem min. Henry’ego Jenkinsa i Paris Hilton]: forma dokumentu przynależy do rzekomo „wyższej” kultury, natomiast treść i osoby to w większości celebryci i konsumenci plotek z „niższego” forum kultury. jaka różnica czy oglądam ten film dla Paris Hilton, czy dla Jenkinsa?
    3. film ów pokazuje, że można zostać w wieku kilkunastu lat fachowcem [w tym wypadku fotografem] poza systemem przymusu edukacyjnego [dzieciak-główny bohater korzysta z nauki w domu, jednak koncentruje się głównie na swojej pasji, jaką jest podglądanie celebrytów]. zresztą przymus ten w kwestii wyższości for kultury utrwala jedynie fikcję w stylu „wielkim poetą był”…
    4. „muszą zbudować społeczeństwo”? kwestia także wątpliwa, biorąc pod uwagę trendy, które obserwujemy we współczesnym świecie [da się przecież żyć „skutecznie”, koncentrując się wyłącznie na swoich interesach i aktach różnorakiej konsumpcji: relacji, kultur, mediów, etc.]. dochodzi także opcja nomadyzmu społecznego: zmieniam regularnie miejsce zamieszkania ponieważ nie chce być częścią żadnego większego organizmu [miasta, państwa] – zamiast być obciażony społecznymi zobowiązaniami mogę dryfować korzystając z dobrodziejstw perspektywy gościa [to chyba także równoważny wybór]
    5. jeśli język jest narzędziem protospołecznym [tak twierdzi min. Charles Taylor], to kompetencje można nabyć i rozwijać w praktyce [learning by doing], niekoniecznie dając z automatu prymat jakimś odmianom komunikacji/ekspresji
    6. ale przecież postulat wyższości pewnych for kultury jest skrajnie niedemokratyczny [rozumiejąc demokrację jako platformę podejmowania decyzji, która troszczy się o różnorodność]: płacą wszyscy – konsumują nieliczni

  10. @cóż, kultura raczej nigdy nie była sferą równości, lecz dystynkcji, jak pisał Bourdieu. Umożliwia realizację ideału równości poprzez proces włączania (uznanie, że każdy ma prawo uczestniczyć w kulturze) i każdy ma prawo być twórcą, natomiast określanie wartości form kultury to przedmiot ciągłych negocjacji. Żaden policjant nie przekona, że Szekspir jest wart więcej od romansów Harlequina, dla niektórych t oczywiste, inni mogą upierać się, że nie ma różnicy. Z uwagą przypatruję się nowym formom uczestnictwa i praktykom, bo najciekawszy w kulturze jest ruch i agon.
    Z nomadyzmem zaś nie przesadzajmy, ciągle zdecydowana większość ludzi siedzi na miejscu, w społeczności w której się urodziła. Mobilność fizyczna jest znacznie mniejsza, niż wynikałoby z nomadycznych opowieści.
    Na koniec, demokracja to sposób wybierania rządów, nie uprawiania kultury. Ideał w pełni demokratyczny w kulturze zrealizował Mao podczas Wielkiej Rewolucji Kulturalnej.

  11. @Edwin Bendyk:
    1. no właśnie.. ale broniąc wyższości, któregoś z forów kultury powtarzamy argumentacje Andrew Keen’a dotyczącą mediów [w sensie delimitacji na osi „lepsze”/”gorsze”] – dla mnie łatwiej akceptować różnorodność oferty bez retoryki o wartościowaniu [w końcu swoje preferencje i tak okazuje w decyzjach o konsumpcji] [przypomniała mi się w tym kontekście książka Marka Krajewskiego Kultury kultury popularnej]
    2. przywiązani do swojego miejsca urodzenia są pewnie w większości [poza radykalnymi migracjami przed konsekwencjami głodu i wojen] najgorzej sytuowani [których także pewnie nie interesują dyskusje takie jak nasza]
    3. to jeden ze sposobów rozumienia demokracji [w jej ekonomicznym wydaniu] i o tym też mówiłem jako platformie decyzyjnej[w końcu wybór polityczny w warunkach formalnej demokracji dotyczy także rozdziału środków publicznych]. postulat o wyższości pewnych aktywności form uczestnictwa w kulturze powoduje określony podział środków budżetowych [w zasadzie to ten sam model, który działa także w finansowaniu sportu: skoro decydenci uważają, że „wyższa” jest dyscyplina „x”, należy finansować infrastrukturę dyscypliny „x”]. co do uprawiania kultury: a rmx culture? to też pachnie Mao?

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php