Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

20.10.2011
czwartek

Uwolnić Biebera, czyli demokracja w Ameryce

20 października 2011, czwartek,

W USA ruszyła kampania „Free Bieber”. Jej autorzy walczą z propozycją ustawy S.978 zaostrzającej przepisy prawa autorskiego. Zgodnie z projektem nawet pięć lat więzienia ma czekać osoby, które wykonają publicznie utwór chroniony copyrightem. Publicznie, czyli np. w domu przed kamerą, a następnie opublikują go na YouTube. Dlaczego „Free Bieber”. Gdyby projektowane prawo już obowiązywało, nastolatkowie na całym świecie nie mieliby szansy cieszyć się swym idolem, Justinem Bieberem – jego kariera zaczęła się właśnie od takiego rażącego naruszenia prawa. Nie ma żartów – jeśli Amerykanie przyjmą nową ustawę, zagrożony będzie każdy, kto podobnie jak niegdyś Bieber zaśpiewa coś amerykańskiego dla YouTube. Naruszy amerykańskie prawo i nie daj Boże pojedzie do USA (przekonał się o tym przed laty rosyjski programista Dmitrij Skliarow, aresztowany na lotnisku za zrobienie oprogramowania legalnego w UE, lecz łamiącego prawo USA). Ba, nawet nie będzie musiał jechać – znajdą go amerykańskie drony.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Ruszyła, ruszyła i oto jakie komentarze generuje:

    Please, send that Bieber thing to jail.

    NOO . careful what you wish for. I shudder to think of what noise would be created if that kid was influenced by school of hard knocks. crunk beats, i think not

    Free Bieber is the most stupid name for a campaign EVER.
    Lots of people will agonize deciding what side to pick.
    Sending Bieber to jail is nice option.
    Protecting „streamers” is a good thing too…
    Can I have both

    exactly what I thought

    (?) The real problem is though when he starts singing all the real prisoners will be forced to escape and thus be on the streets

    Lock him up. Should be an offence for distibuting Justin Bieber songs

    i’m against the pass really.. but to rid of beaver fever… just put him in jail

    dammit, i had my hopes up there……someone needs to stop this bieber machine!!!!!!!!

    If Justin goes to jail, you will have millions of beliebers after you, so i think you haters should just STFU!!!!!!

    JAIL BIEBER AND SAVE THE WORLD !!!

  2. @zza kałuży: Dzięki, ale jak się to ma do głównego tematu? Bo wybrane komentarze pokazują tylko, że w Sieci można znaleźć dowolnie głupią opinię na dowolny temat.

  3. Jeśli idzie o Justina Biebera, to w tej sprawie wyjątkowo go popieram.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Marzę, śnię, czekam z utęsknieniem na moment, kiedy wszyscy artyści wreszcie puszczą ciepłą strugę na wszelakiej maści wytwórnie, „lejbele” i inne kryminalne organizacje i zaczną sprzedawać swoją muzykę w postaci plików bezstratnych z własnych stron internetowych (vide Robert Fripp i strona DGM Live). Wtedy raz na zawsze będzie można uwolnić się od przepisów i przepisików chroniących właściwie tylko i wyłącznie ww. wytwórnie.

  6. @Gospodarz,

    Po prostu nie wiedziałem jak najdelikatniej napisać „robić widły z igły” oraz „przeczytać dokładnie o co chodziło ustawodawcom” przed napisaniem takich kwiatków jak ten:

    „Nie ma żartów ? jeśli Amerykanie przyjmą nową ustawę, zagrożony będzie każdy, kto podobnie jak niegdyś Bieber zaśpiewa coś amerykańskiego dla YouTube.”

    Nie wiedząc jak – wyśmiałem.

    Ale ponieważ nie zostałem zrozumiany to mogę inaczej. Kupienie nielegalnego CD czy DVD na ulicy jest kradzieżą praw autorskich/producenckich czy nie jest? Sprzedawanie skopiowanych bez porozumienia z artystami/producentami/programistami muzyki, gry albo filmu lub oprogramowania jest przestępstwem czy nie jest?

    Może nie w Polsce, ale w USA jest. W obu wypadkach.

    Teraz zmieniamy medium z plastykowego na elektroniczne, „bitowe”.
    I co, dalej ma być podobnie czy zmiana medium ma zmieniać prawo? Wydaje mi się, że odpowiedź może być tylko jedna. Tak jak wolno zrobić sobie jedną czy nawet dwie kopie muzycznego, filmowego czy dysku z programem, po prostu aby je zabezpieczyć przed mechanicznym czy jakimkolwiek innym zniszczeniem, tak jak wolno obejrzeć w gronie rodziny i znajomych film, pożyczyć sobie grę, tak samo powinno być ze zładowywaniem czy z umieszczaniem cudzej twórczości w internecie.

    Generalnie – jeżeli dla swojego własnego użytku czy dla rozrywki, bez zarabiania na „tym czymś” to nie jest i nie będzie to karalne.
    Wbrew panikującym dzieciakom, jeżeli ktoś „zaśpiewa coś amerykańskiego dla YouTube” i nie zarobi na tym ani grosza to nie będzie to przestępstwo. Albo jeżeli obejrzy/wyslucha czegoś umieszczonego na YouTube.

    Natomiast wydaje mi sie logicznym, że wypadku umieszczenia na YouTube swojego video poprzetykanego reklamami, gdy wykonujemy coś, na co nie mamy licencji a co zostało obejrzane milion razy to nie ma wątpliwości, że nasze działanie nie jest niewinną zabawą ale raczej ordynarną działalnością zarobkową. Do której wykorzystujemy (czyli kradniemy) czyjeś IP.

    Podobnie ze steamingiem po stronie odbiorcy. Jak jesteś właścicielem baru sportowego i masz kupę telewizorów na ścianach transmitujących mecze, to zapłaciłeś kompanii kablowej za prawo takiego używania ich programów oraz musisz przestrzegać regulacji co do maksymalnej przekątnej ekranu, ilości telewizorów w każdym pomieszczeniu oraz ilości głośników. Nie wolno ci także pobierać opłat w takim barze tylko za prawo obejrzenia danego meczu.

    Jak sobie ktoś w domu puści film z internetu i zaprosi znajomych to nie pójdzie do więzienia. Ale jak pobierze od nich opłatę za bilety to jak najbardziej. Gdzie tu jest miejsce na wątpliwości?

    Nie zarabiasz (po stronie nadawcy i odbiorcy) na cudzej własności IP bez pozwolenia – nie popełniasz przestępstwa. Zarabiasz – popełniasz je. Niejasne? Co jest niejasne?

  7. @zza kałuży: polecam lekturę analiz Lawrence’a Lessiga o tym, jak właściciele praw autorskich interpretują dozwolony użytek już teraz, gdy dochodzą swych roszczeń w procesach cywilnych. Owszem, amerykańskie dzieciaki nie płacą, lecz ich rodzice.

  8. Sadze, ze jest to czesc o wiele wiekszego problemu. Panstwo demokratyczne, ktore ma nam wolnosc gwarantowac, systematycznie owa nam ogranicza. Wymowka moze byc terroryzm lub tez obrona praw. W innym miejscu wspomnial Pan, iz wladze winny rzadzic w naszym imieniu. Chwilami mozna miec watpliwosci. Koncowa konkluzja o wyslaniu, przeciw lamiacym prawo, samolotow bezzalogowych moze w tej chwili wygladac na science fiction – na dluzsza mete nie bylbym jednak pewny.

    Pozdrawiam

  9. Pięć lat więzienia lub drony byłyby usprawiedliwione, ale tylko dla lub na tych naruszających copyrighty wykonawców, którzy szczególnie dolegliwie fałszują.

  10. @ zza kałuzy Jakie to wszystko proste. Prawo (amerykańskie) musi być przestrzegane! Oczywiście. Prawa autorskie wygasają 50 lat po śmierci twórcy, ale przecież można to zmienic i prawa mogą wygasać dopiero 500 lat po jego śmierci. Patenty obowiązywały przez 20 lat, teraz obowiązują przez 25 lata, ale moga obowiązywać przez 50 lat. A kazdy kto się z amerykańskim punktem widzenia nie zgadza to w domyśle złodziej któremu amerykański szeryf nie pozwala kraść. A słyszałes coś o trolach patentowych, które na prawach patentowych żerują? Ja sądzę, że część działań agencji autorskich jest już bardzo blisko takiego modelu działania. Dlatego chociaż sam jestem autorem i współwłaścicielem patentów jestem zdecydowanie przeciwny wszelkim zmianom w prawie, które zwiększają zakres stosowania praw autorskich i pokrewnych. Dlaczego reprezentuje taki pogląd? To bardzo proste. Nie jestem prawnikiem, a jedynie prawnicy mogą coś zyskać na takich zmianach. Wszyscy inni łącznie z samymi twórcami na tym stracą.

  11. Jarek pisze: 2011-10-21 o godz. 11:38
    „Jakie to wszystko proste. Prawo (amerykańskie) musi być przestrzegane!”

    Jak rozczarowująco przewidywalni są ludzie. Napisałem, całkiem świadomie, jedno złośliwe zdanie i już odzywaja sie nożyce.
    Przepraszam, że uważam, iż prawo musi być przestrzegane. Oczywiście można je zmieniać i w tym kierunku działa profesor Lessig, ale na razie uważam, że istniejącego prawa
    trzeba przestrzegać. A co do amerykańskiego prawa, to pozwolę sobie zauważyć, że w wielu dziedzinach to właśnie w tamtym kraju definiowane są nowe granice, pojawiają sie nowe problemy i chyba lepiej swoje kompleksy schować i uczyć się od nich i na ich błędach. Zamiast prychać z wyższością.

    „Oczywiście. Prawa autorskie wygasają 50 lat po śmierci twórcy, ale przecież można to zmienic i prawa mogą wygasać dopiero 500 lat po jego śmierci.”

    Od razu zastrzegam, ze nie jestem żadnym specjalistą więc to co piszę to tylko „myśli głupiego Jasia”.

    Jak żyje rodzina/spadkobiercy autora, jak są oni zainteresowani zarabianiem na jego twórczości, jak ogłosili publicznie tę swoją wolę to chyba nic złego w tym, że tak bardzo długo trwa ochrona własności intelektualnej? Jak Jarkowi tata-malarz podarował obraz to rozumiem, że za 100 lat Jarka wnuczęta dalej chciałyby mieć ten obraz w swoim domu a nie patrzeć jak policja zabiera go do państwowego muzeum, prawda? Nie wyobrażam sobie aby właściciel obrazu zabraniał publikować gdziekolwiek podobizny tego obrazu, (przecież działał by przeciwko sobie) ale też nie widziałbym nic złego w tym, ze za zobaczenie obrazu w naturze pragnąłby pobierac opłatę za bilety i za zrobienie oraz za każdorazową publikacje np. zdjęcia bardzo wysokiej rozdzielczości takoż. W sumie, gdy ktoś chce (całkiem dobrej, ale nie super-jakości) kopię obrazu, której nigdy nie wykorzysta do zarabiania pieniędzy dla siebie – prosze bardzo. Za pozwoleniem, oczywiście. Gdy chce mieć super-jakość albo gdy chce osiagać zyski za pomocą wizerunku mojego obrazu – trzeba podzielić sie tymi zyskami ze mną, jako z jego właścicielem.
    Ja nie zubażam kultury, ja pozwalam na wykorzystywanie wizerunku obrazu w „przyzwoitej jakości.” Ja nie chciałbym miliona za pozwolenie użycia wizerunku mojego obrazu o wielkości połowy znaczka pocztowego w jakims podręczniku do historii. Ale z dychę to bym chciał.
    Jeżeli są gdzieś na świecie przykłady takiej pazerności lub zazdrośnictwa, to pewnie są tylko aberracjami. Przynajmniej (w mojej ignorancji) mam na to nadzieję.

    „Patenty obowiązywały przez 20 lat, teraz obowiązują przez 25 lata, ale moga obowiązywać przez 50 lat.”

    Można płacić swoim pracownikom wystarczająco dobrze i traktować ich tak dobrze aby nie trzeba było patentować. Zamiast tego używa się „trade secret”. Jak będzie się miało lojalnych pracowników to tajemnicy nie wyniosą. Ani jutro ani za sto lat. Coca-cola sie kłania. Ale jak widać nie jest to takie łatwe i ludzie chcą przedłużenia zabezpieczenia przed konkurencją jawnych informacji. Pewnie jest to tańsze. Ale czy niemoralne? Ja bym rozważył lepsze dzielenie się zyskami z moimi pracownikami tak, aby chciało im się utrzymywać język za zębami, ale czy od każdego mamy prawo wymagać takiej postawy? Znowu, wymyślił cos sam to jest jego. Komunizm chyba został już wybróbowany i nie będziesz na siłę dopisywać się do listy autorów i/lub właścicieli patentu po 20 latach?

    „A kazdy kto się z amerykańskim punktem widzenia nie zgadza to w domyśle złodziej któremu amerykański szeryf nie pozwala kraść.”

    Jeżeli własność jest amerykańska to jak najbardziej. Przecież Polacy mogą wszystkie swoje wynalazki zaraz obublikować w sieci. Bezpłatnie, dla dobra ludzkości. A w szczególności dla dobra i pożytku producentów generatorów sztucznej mgły helowej i magnesów diałających na aluminiowe samoloty. Przypuszczam, ze wielu czytelników znalazłaby też polska instrukcja obsługi wysokościomierzy, żeby już nie wspomnieć o poradniku modelowej współpracy pomiędzy premierem a prezydentem.

    „A słyszałes coś o trolach patentowych, które na prawach patentowych żerują?”

    Oczywiście. Jeżeli patent jest towarem (a jest) to dlaczego nie? Idź do piekarni na rogu (do pizzerni, restauracji, lodziarni) i zacznij wypytywać się o ich recepty. Rób przy tym notatki i fotografuj. A potem wróć na forum i nam opowiedz jak było.

    „Ja sądzę, że część działań agencji autorskich jest już bardzo blisko takiego modelu działania.”
    Masz rację. Istnieje także druga strona medalu. Google kupił Motorola Mobility głównie dla ich patentów. Czy to źle dla pracowników z Libertyville? Być może bez tego zakupu znaleźliby się na bruku.

    „Dlatego chociaż sam jestem autorem i współwłaścicielem patentów jestem zdecydowanie przeciwny wszelkim zmianom w prawie, które zwiększają zakres stosowania praw autorskich i pokrewnych. Dlaczego reprezentuje taki pogląd? To bardzo proste. Nie jestem prawnikiem, a jedynie prawnicy mogą coś zyskać na takich zmianach. Wszyscy inni łącznie z samymi twórcami na tym stracą.”

    To twój wybór. Możesz opublikować w sieci cały twój dorobek, do którego masz wyłączne prawo. Cieszę się, że jesteś w takiej samej sytuacji jak prof. Lessig, któremu Stanford płaci pewnie około 300 tysięcy dolarów pensji rocznie. Chociaż przypuszczam, że jako gwiazda tamtejszego wydziału prawa dostaje więcej. Gwarantowane zatrudnienie i sowite zarobki do końca życia, własny instytut, status gwiazdy przecierającej nowe szlaki to nie dziwota, że wszystkie swoje książki opublikował w necie. W końcu napisał je w czasie pracy. Nie przypuszczam, aby pisał je niedzielami, chociaż może jak taki idealista to pracuje 24/7.

    Nie każdy jest jednak w jego sytuacji. Dobrze pamiętam zdanie Czesława Niemena na ten temat. I nie jego jednego. To co działo się w Polsce na początku tzw. „transformacji ustrojowej”, ten procent rynku jaki ukradli sprzedawcy i producenci kradzonych kaset i CD z muzyką polskich twórców woła o pomstę do nieba. Zapytaj się ich, bo ja dobrze pamietam wywiady z polskimi muzykami z tamtych czasów.

    Mam dużo dzieci i dużą możliwość do porównań. Jedni z nich się nie lenią i idą do pracy. Mają pieniądze to kupują muzykę, filmy i programy. Nie są święci, ale nie zładowują jakichś tysięcy filmów z netu na czarno. Starają się znaleźć informację o darmowych programach dla studentów na swoich macierzystych uczelniach. Zależy im. A inne dzieci są patentowanymi leniami, które brzydzą się pracą zarobkową i kradną z netu wszystko jak leci, na terabajty. Software z uczelni przyda się, jak je można odsprzedać z zyskiem na boku.

    U mnie w pracy Amerykanie też się chwalą kupowaniem amerykańskiego oprogramowania na rosyjskich stronach za pięć dolarów. A potem donoszą szefom jeden na drugiego i dołki pod sobą kopią gdy zbliża sie widmo przeniesienia ich pracy do Azji.

    Podsumowując, nikomu nie bronię rozpowszechniania swojego dorobku za darmo. Ale też nie odsądzam od czci i wiary tych, którzy chcą zarobić na życie i widzą jak inni kradną im część wynagrodzenia za pracę.
    A wypaczenia były, są i będą. W każdej dziedzinie.

  12. @zza kałuzy
    Nie prycham z wyższością wobec Amerykanów, ale nie mam też kompleksu niższości. Co do sztucznej mgły to gdyby ktoś zechciał spisać wszystkie głupoty wypowiadane przez amerykańskich polityków też miałby dużo zajęcia. Sztuczna mgła nie jest dobrym argumentem w tym sporze.

    Sorki, ale z twojego postu wynika, że o trolach patentowych chyba jednak nic nie słyszałeś. Twoje dywagacje na temat piekarni mają się jednak nijak do zjawiska, które kosztują amerykańskie przedsiębiorstwa rocznie miliardy dolarów. Olbrzymia większość zgłaszanych obecnie patentów jest współzależna z innymi patentami. Potężna część patentów to śmieci, które nie są warte papieru, na którym zostały zapisane, ale które można użyć, żeby komuś przeszkodzic w pracy. Podobnie jest z prawami autorskimi można je użyc w interesie twórców, albo wbrew ich interesom. Przypadek użycia praw autorskich do dzieł Pawła Jasienicy po śmierci ich autora jest skrajnym tego przykładem. Procesy o plagiat ocierające sie o absurd. Ochrona wizerunku postaci młodego czarodzieja w okularach we wszelkich możliwych formach. Naprawdę uważasz, że ten obszar życia wymaga jeszcze silniejszych regulacji prawnych i dalszego zaostrzania sankcji? Czemu ma to służyć oprócz polepszenia rynku pracy dla absolwentów prawa?

  13. Jarek pisze: 2011-10-22 o godz. 11:59
    „Czemu ma to służyć oprócz polepszenia rynku pracy dla absolwentów prawa?”

    Ochronie czyjejś własności. Tak mi się wydaje, że najgłośniej krzyczą ci, którzy niczego albo bardzo mało wnoszą do dorobku cywilizacyjnego.

    Ameryko dawaj lekarstwa, które sama wymysliłaś i za których wymyślenie zapłaciłaś – za darmo. Bo nam zechciało się europejskiej socjalistycznej utopii i na lekarstwo juz nam nie zostało. Tyle płacimy swoim badaczom, że wieją za ocean i u nas nie ma komu myśleć. Tak zorganizowaliśmy swoje uniwersytety, że produkujemy papier toaletowy a nie wyniki. Ameryko, dawaj sprzet medyczny. Kasuj za ten sprzęt swojego podatnika czy chorego z prywatnego ubezpieczenia, ale nam dawaj. Dawaj, dawaj, dawaj. Półprzewodniki, układy scalone, procesy,- dawaj, dawaj, dawaj. Cokolwiek twoi naukowcy wymyślili wrzucaj do wikipedii. Zaraz. Złodziejski Microsoft czy Apple, Oracle czy Cisco powinni natychmiast opublikowac swój kod źródłowy. Bo tak.

    Napisałeś jedno słówko o czarodzieju w okularach? To co to cię obchodzi, kogo pani Rowling po sądach ciąga? Ani jej nie zaglądaj do kieszeni ani tym, którzy chcą zarobić na fali, stworzonej przez nią.

    Dziedziczysz po Jasienicy?

    Piszesz, że „potężna część patentów to śmieci, które nie są warte papieru, na którym zostały zapisane” i jeśli jest to prawda, to z mojego punktu widzenia czysto teoretyczna. Nie mam dużo patentów na koncie, ale te, na których jest moje nazwisko są w produkcji, służą czemuś praktycznemu a nie do walki w sądzie. Tak, są chronione na całym świecie. Za to mój pracodawca dodatkowo zapłacił. Co w tym złego? A więc dla mnie system, jakikolwiek by i nie był pokręcony, zadziałał. Pracodawca zapłacił mi za zgłoszenie wniosku patentowego, potem za przyznanie patentu. W zalezności od wygenerowanych przez nastepne lata zysków zapłaci moją, choćby i malutką, działkę.

    Skomponuj oryginalna piosenkę, napisz własny wiersz. Zostaw cudze kompozycje w spokoju, przestań je miksować i nie przepisuj czyjejś poezji. Gwarantuję ci, że jak twoja praca będzie świeża to nikt cię do sądu brać nie będzie. A wypaczenia zawsze mogą się zdażyć.

    Na twoim miejscu zacząłbym zmieniać kodeks rodzinny i karny. Żeby twoja żona nie mogła walnąć SIĘ wałkiem pod okiem, zacząć wydzierać się przez stłuczone okno na całą dzielnicę oskarżając cię o gwałt z pobiciem. Wiesz, to też jest możliwe, przy istneijącym prawie. Niektóre żony tak robią. Czytałem o nich na internecie, więc to musi być prawda.

  14. @zza kaluzy, Argumenty ad personam stanowią większą część Twojego postu. No, ale czego ma się spodziewać mieszkaniec peryferii od kogoś wnoszącego wiele do dorobku cywilizacyjnego, kto mieszka w centrum światowej cywilizacji i musi kompensować sobie brak przodków na pokładzie Mayflower uszczypliwościami pod adresem kraju swojego pochodzenia i mieszkających w nim nadal byłych rodaków.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php