Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

15.03.2012
czwartek

Britannica. Tylko koni żal…

15 marca 2012, czwartek,

Stało, co stać się musiało. Encyclopaedia Britannica zakończyła papierowy żywot, po 244 latach dawania świadectwa cywilizacji Oświecenia. W magazynie jest jeszcze 4 tys. kompletów, ponad 60 kilogramów każdy,  z ostatniej edycji, z 2010 r. Czekają na chętnych, ale każdego dnia w serwisach ogłoszeniowych pojawiają się setki ofert sprzedaży wcześniejszych edycji. A podobno jeszcze w 1990 r. tylko w USA sprzedało się 120 tys. kompletów. Definitywnie skończyła się pewna epoka w kulturze, polegająca na przekonaniu o uniwersalizmie rozumu (które często, zwłaszcza w XIX wieku ukrywało rasistowski, imperialny projekt realizowany przez Wielką Brytanię i inne mocarstwa Europy). Kolejne przekonanie, że można obiektywnie określić hierarchie ważności, czego najlepszym wyrazem ilość miejsca (jeśli w ogóle miejsce się znalazło) na jakieś zjawisko w Encyklopedii. Rozumieli to doskonale redaktorzy Wielkiej Encyklopedii Radzieckiej i jej czytelnicy: gdy ważny polityk wypadał w epoce Stalina z łask, lądując w łagrze, usuwany był starannie z encyklopedii, zarówno przyszłych, jak i już tych wydrukowanych(na ile to było możliwe).

Porządkująca i hierarchizująca funkcja encyklopedii była być może nawet ważniejsza od funkcji dostarczania wiedzy. Problemy zaczęły się jednak wówczas, gdy nośnikiem uniwersalizmu przestał być rozum, a stała się kultura popularna. Britannica miała wielki problem z recepcją choćby Gwiezdnych Wojen. W starym porządku świata produkcja Lucasa godna była odnotowania, lecz żeby poświęcać jej więcej uwagi? Rozjazd między tym co „obiektywnie” ważne, a tym co ważne dla ludzi zaczął się powiększać. Poradziła sobie z nim dopiero Wikipedia. O to wielkie wobec niej zarzuty, by przypomnieć tyrady Andrew Keena, autora „Kultu amatora”. Pogodziła zmiany antropologiczne z ekonomią Nowego Medium. Hierarchie encyklopedyczne tyleż wynikały z refleksji, co z ograniczeń medium. Papier kosztuje, selekcja jest więc konieczna. Te 60 kilogramów to i tak trochę za dużo. Miejsce w Internecie nie kosztuje, nie ma więc powodu, by ograniczać wielkość artykułów. Efekt taki, że w Wikipedii Wojciech Kilar i Doda potraktowani są z równą atencją (mierząc wielkością wpisów). Czy są równie ważni dla kultury? A czy to pytanie ma jeszcze sens? A jeśli ma, czy można udzielić zobiektywizowanej odpowiedzi?

Choć nie wykluczam renesansu Encyklopedii w klasycznym wydaniu. To refleksja po wczorajszym seminarium o grupach rekonstrukcji historycznej (relacja nieco później). Być może znajdą się zapaleńcy, którzy zamiast wykuwać zbroję stwierdzą, że trzeba odtworzyć zapomnianą sztukę tworzenia encyklopedii.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 17

Dodaj komentarz »
  1. „Definitywnie skończyła się pewna epoka w kulturze, polegająca na przekonaniu o uniwersalizmie rozumu”

    Ma Pan racje, Gospodarz, z tym „upadkiem”. Wystarczy popatrze na to co sie dziej w Internecie. Ale ow „upadek” nei ma nic wspolnego ze zmiana nosnika Encyklopedii Brittanica: wersja elektroniczna jest roznei dobra jak papierowa. A nawet lepsza bo mniej wazy. Co wiem, bo mam obie. Papierowa tez. I pare innych papierowych encyklopedii. Fakt, ze nei zagladam czesto…

    Poki co, proponuje lekture: The Cult of the Amateur: How blogs, MySpace, YouTube, and the rest of today’s user-generated media are destroying our economy, our culture, and our values, Andrew Keen, 2008

  2. Czy nie niepokoi Pana świat, w którym encyklopedii (i innych publikacji, do których tradycyjnie zwracano się jako do w miarę pewnych źródeł informacji przygotowywanych przez specjalistów) pisanych i e-publikowanych bez gwarancji elementarnej chociaż prawdziwości i rzetelności, używać trzeba na własną odpowiedzialność? Czy nie śmieszy Pana słownik z błędami, lecz za to z dumą podkreślający, że jest „wolny”?

  3. Jest pan pewien co do zastąpienia uniwersalności rozumu popkulturą? To wygląda mi na chciejstwo („imperializm” Hollywood?) bardziej niż fakt. Jednak czy w Chinach czy w Indiach równania różniczkowe rozwiązywane w agencjach kosmicznych wyglądają identycznie jak te w NASA. Nie da się tego powiedzieć o filmowych hitach, książkowych bestsellerach, ulubionych grach, nie mówiąc już o obyczajowości i zwyczajach dnia codziennego.

    Nawet biorąc tak zwesternizowane nacje jak Japończycy, trzeba przygotować się na niezły szok popkulturowy, który czeka niezorientowanego europejczyka w tym mimo wszystko egzotycznym kraju. Ciosem dla tezy o łączącej wszystkich uniwersalnej popkulturze jest co najmniej kryzys jeśli nie fail multikulti.

    Radzieccy, czy Chińscy uczeni świetnie odnajdywali się i odnajdują na najlepszych amerykańskich uczelniach technicznych, gorzej idzie aklimatyzacja w nowym społeczeństwie i obcej kulturze. Zresztą nasza rodzima literatura emigracyjna jest bardzo bogata.

    A na koniec czy nie jest tak, że imperializm anglosaskiego rozumu (cokolwiek by to miało znaczyć, w końcu równie dobrze Chińczycy mogli pierwsi odkryć prawa Newtona) zastąpił imperializm anglosaskiej kultury razem z jej widzeniem historii, językiem itd. Ten mniej lub bardziej udany kolonializm widzimy też na własnym podwórku, a przecież jesteśmy z Europy, a nie z Półwyspu Arabskiego, czy Azji pd. – wsch.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Być może znajdą się zapaleńcy, którzy zamiast wykuwać zbroję stwierdzą, że trzeba odtworzyć zapomnianą sztukę tworzenia encyklopedii.”

    Jak zwykle rzeczywistość przekracza granice wyobraźni.
    To już się dzieje i to od lat.
    Począwszy od takiego Internet Archive:
    http://www.archive.org/

    poprzez Projekt Rosetta:
    http://rosettaproject.org/about/

    a skończywszy na próbie fizycznego przechowania wszystkich książek, też przez pana od Internet Archive:
    http://www.guardian.co.uk/books/2011/aug/01/internet-archive-books-brewster-kahle
    Brewster Kahle ma zamiar przechować całą ludzką wiedzę a nie tylko jej zredagowany fragment, jak to robi encyklopedia.

  6. „gdy ważny polityk wypadał w epoce Stalina z łask, lądując w łagrze, usuwany był starannie z encyklopedii, zarówno przyszłych, jak i już tych wydrukowanych(na ile to było możliwe).”

    Wiem „z autopsji”, ze bylo mozna i to robiono wysylajac odnosna wkladke z instrukcja jak wymienic stare na nowe.

    Moim, calkiem prywatnym zdaniem drukowana ksiazka nie zniknie calkiem. Mozliwe, ze bedzie to „margines” skoncentrowany na koneserach i milosnikach drukowanej ksiazki. Pisze Pan, ze miejsce w internecie nie kosztuje. Moze nie kosztuje w tej chwili. Jednak w momencie, gdy zostaniemy zdani na laske i nielaske internetowego systemu pojawia sie zarowno koszty jak i roznego rodzaju zagrozenia. Fizyczna wymiana lub tez nie wkladek radzieckiej encyklopedii byla decyzja calkiem osobista. W internetowym „swiecie” owa decyzja zapadnie zupelnie gdzie indziej i poza nasza kontrola – polski satyryk kiedys powiedzial, iz odbierali ci sami, co dawali.

    Pozdrawiam

  7. Mieli cala porzadna, hierarchicznie uprzadkowana wiedze i nie poradzili sobie na rynku ? Oj, biedactwa ;-(

  8. Marta Poplinska: „w którym encyklopedii (i innych publikacji, do których tradycyjnie zwracano się jako do w miarę pewnych źródeł informacji przygotowywanych przez specjalistów) pisanych i e-publikowanych bez gwarancji elementarnej chociaż prawdziwości i rzetelności..”

    Nie tak dawno na lamach pisma OR/MS Today, bedacego sztandarowa publikacja INFORMS (Institute for Operations Research and Magagement Science) opisywano nastepujaca historie: Pewien profesor, bardzo wybitny, stworzyl byl nowa dziedzine nauki. Jest za to wysoce ceniony i ma swiatowa reputacje., Dyscyplina okazala sie znakomicie przydatna do rozwiazywania prewnych problemow zwiazanych z zarzadzaniem. Ow profesor napisal o tej dziedzinie artykul do Wikipedii. Artukul zostal odrzucony przez nastoretniego „redaktora” ktory twierdzil ze ow profesor jest „neikompetentny”, a artykul jest „autoreklama”. To mniej wiecej tak jakby odrzucic artykul Einsteina o teorii wzglednosci.

    I tyle o smiecu zwanym „wikipedia”.

  9. Niedawno przeczytałem, że Wikipedie wyeliminowały z rynku wydawnictwa encyklopedyczne z wyjątkiem Encyklopedia Britanica. Teraz wieść, że Encyklopedia Britanica będzie wydawana tylko w wersji elektronicznej. Powód do refleksji o gwałtowności współczesnych przemian. Na plus zaliczyłbym to, że jak już wspomniano, nastąpi kolosalne zmniejszenie, bo blisko do zera, jej wagi i potrzebnego miejsca do przechowywania, że powinien się bardzo obniżyć koszt jej zakupu, a zatem dostępność zawartej w niej wiedzy, że jej zawartość może być jeszcze bardziej bogata i multimedialna (prawdopodobnie aż tak, aby położyć na łopatki Wikipedie), że możliwe będą nieograniczone jej aktualizacje i wprowadzanie nowych haseł. Na minus zaliczyłbym to, że nośnik elektroniczny może być bardziej zawodny niż niezniszczalny tom encyklopedii, że nośnik ten pomimo nadzwyczajnych zabezpieczeń może zostać shakowany (i wtedy legalni nabywcy będą płacić także za hakerów), że – jak wyczytałem w jednym z czasopism komputerowych – nośniki elektroniczne są nietrwałe i na przykład po 5 latach taki nośnik może zaniknąć ( i nie ma encyklopedii), a tom papierowy przez wieki może dyżurować w bibliotece. Decydujący jednak wydaje się argument wagi. Nowe lżejsze wyprze cięższe stare. I podobnie może być w innych dziedzinach.

  10. @Marta Poplińska
    A czy nie niepokoi Panią świat, w którym nieznane, ukryte osobniki kontrolują dostępną wiedzę i dostosowują ją do aktualnych potrzeb jedynej słusznej i wiecznej ideologii, które po cichu zmienia się w zależności od ich interesów?
    Na jakiej podstawie opiera się Pani uważając, że owa „jedynie słuszna” wiedza zawiera mniej błędów i zniekształceń niż wiedza niekontrolowana. Żądanie braku błędów to jak żądanie, żeby zlikwidować wypadki i katastrofy. Ta jedyna wiedza zawiera poza przypadkowymi, także zniekształcenia celowe.
    Jedyną gwarancją względnej poprawności wiedzy jest różnorodność niezależnych jej źródeł.
    Obawiam się, że tęskni Pani jakiegoś do zewnętrznego drogowskazu. Tylko, że tamte czasy już minęły.

  11. dla mnie:
    smutna wiadomość.

  12. Tradycyjnie juz swiat zachodni robi wiele szumu wokol siebie.
    Mam na polce te nieszczesna encyklopedie, na ktora wydalem majatek, a ktora nie umywa sie do polskiej encyklopedii.
    Jako czesty uzytkownik tej publikacji mialem niejednokrotnie okazje przekonac sie, ze jest ona tendencyjna, nieslychanie wybiorcza i co najgorsze podajaca niedokladne lub wrecz bledne informacje (mowa glownie o informacjach z dziedziny techniki).
    Osobna sprawa jest proba znalezienia zadanej informacji w Britannic’e. W tej dziedzinie panuje absolutny balagan. Ci ktorzy publikacji uzywaja beda wiedzieli o czym mowa.
    Podsumowujac: Mala strata ….

  13. Zabrakło jeszcze informacji, że britannikę wykończył Microsoft, a konkretnie Encarta, encyklopedia Microsoftu od której zaczęły się kłopoty britanniki. Jeszcze w latach 90-tych, zanim wikipedia powstała Encarta skutecznie rozbiła monopol encyklopedyczny. Ale kto dziś o tym pamięta? Obie encyklopedie diabli wzięli. Zaś co do wiarygodności, także w dziedzinie klasycznych haseł, nie tylko pop kultury, już 7 lat temu redaktorzy „Nature” stwierdzili remis ze wskazaniem na Wikipedię.

  14. A ja się boje,i nie chcę,żeby Wojciech Kilar zajmował tyle miejsca co Doda(czy raczej odwrotnie)-żadnych wzorców oznacza to,że każdy chłam ma rację bytu, i że każdemu mozna wmówic wszystko-a to juz jest niebezpieczne.

  15. Vera: „Na jakiej podstawie opiera się Pani uważając, że owa ?jedynie słuszna? wiedza zawiera mniej błędów i zniekształceń niż wiedza niekontrolowana”

    Jezeli ma Pani na mysli przepisy kuchenne czy rewelacje z plotek.pl., to rzeczywiscie wszystko jedno. Jezeli jednak natykam sie w Wikipedii na haslo dotyczace matematyki, i widze ewidentne bledy i niedorobki, a akurat sie na tym znam, to trace zaufanie do CALEJ wiedzy („wiedzy”) zawartej w Wikipedii, w szczegolnosci tej na ktorej sie nie znam a chcialbym sie poznac. Wiec nie moge zweryfikowac czy informacja jest prawdziwa czy nie.

    Prawda dotyczaca tego ktory kotlet schabowy jest smaczniejszy byc moze nie wymaga drogowskazu, prawda dotyczaca mechniki kwantowej jest tylko jedna. I jak ktos pisze o czyms, to chailbym wiedziec KTO, jakie sa jego kompetencje i przez kogo weyfikowane.

    Wikipadia, podobnie jak caly internet, to olbrzymi worek gdzie mozna wrzucic cokolwiek – diament lub smiec. Niestety, najczesciej smiec. I nie ma to nic wspolnego z „miniona epoka”

  16. Gospodarz: ” Miejsce w Internecie nie kosztuje, nie ma więc powodu, by ograniczać wielkość artykułów”

    Hm… A kto placi za te serwerownie wlielkosci Stadionu Narodowego i pobierajace 40 megawatow mocy? Kto jak kto, ale Pan Gospodarzu, powinien wiedziec ze nie ma niczego takiego jak „free lunch”. Placimy, placimy. Placimy swoja wolnoscia. Czego nei wiedza biedni „wolnosciowcy” internetowi

    Poza tym, ktos policzyl – jedno zapytanie na google generuje tyle CO2 ile palenie 100 watowej zarowki pzrez godzine…

  17. @A.L.

    A gdzie ty widzisz w hasłach z matematyki błędy?

  18. Pan A.L. opisał wzruszającą historię profesora skrzywdzonego przez W. Cóż, zarówno ów profesor jak i pan A.L. nie znają podstawowych zasad W. Ich wybór, ich ignorancja. Podobna jak ignorancja i dodatkowo zła wola w podawaniu nieprawd pani Anny Dryjańskiej, która niedawno przypuściła w „Przekroju” podobnie frontalny, acz tym razem feministyczny atak na polską wikipedię. Pan A.L. ma też rację – I. to bezmiar mieszczący wszystko – od diamentów po śmieci. I. mieści też wypowiedzi pana A.L. (sądzę że są gdzieś pomiędzy wymienionymi skrajnymi składowymi).

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php