Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

6.04.2012
piątek

Sztuka w Sieci. Coś na święta

6 kwietnia 2012, piątek,

Mam propozycję, gdy już znudzą się jajeczka, żurki i inne wielkanocne specjały. Sieć wzbogaciła się ostatnio o ciekawe zasoby dzieł, ukrytych dotychczas w prywatnych lub bardzo specjalistycznych archiwach. Dzięki zapałowi Łukasza Rondudy z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie ruszyła Filmoteka Muzeum. Zgromadziła ona 400 dzieł najważniejszych polskich twórców. Można zobaczyć prace Artura Żmijewskiego, pary Kwiekulik, Józefa Robakowskiego i wielu innych znakomitych artystów.

Wielu internautów zapewne będzie zawiedzionych, że prace można jedynie oglądać, nie da się ich ściągnąć ani tym bardziej użyć do remiksów. W pierwszej kolejności celem projektu, tłumaczy Ronduda, jest udostępnienie prac, którym nierzadko grozi po prostu zniszczenie. Wielu twórców nawet jednak do takiej ograniczonej formy internetowej ekspozycji podchodzi z rezerwą, obawiając się utraty rzeczy najważniejszej: kontroli nad swoim dziełem. Jest też aspekt bardziej praktyczny – mimo całego gadania o kulturze remiksu, przynajmniej w Polsce mało kto takie formy kultury uprawia.

Dowodem inny świetny projekt, archiwum amatorskiego ruchu filmowego „Entuzjaści”. Zgromadzone w nim filmy udostępniane są na licencji Creative Commons. Wysiłek w przekonanie autorów, by na taką licencję się zgodzili okazał się jednak, by użyć eufemizmu, nie do końca uzasadniony. Robert Solowo komentując informatyzację, mawiał: widzę komputery wszędzie, tylko nie w statystykach (produktywności). Tu można stwierdzić: Widzę remiks wszędzie, tylko nie w praktykach kulturowych.

Łukasz Ronduda zapowiada, że archiwum będzie się rozwijać i pęcznieć. Większy problem z promocją jego zawartości. W programie Kultura Plus finansującym przedsięwzięcie brakuje środków na działania promocyjno-edukacyjne. A bez nich, okazuje się, nawet dostępne za darmo ciekawe treści mają problem ze zdobyciem widza. Polecam więc podczas Świąt chwile wytchnienia zw Filmotece Muzeum i w archiwum „Entuzjastów”.

Potem zaś można sobie skoczyć dalej, do Google Art Project – kilka dni temu uruchomiona wirtualna galeria udostępniająca dzieła sztuki z kilkudziesięciu galerii i muzeów z całego świata. Polskę reprezentuje Muzeum Sztuki w Łodzi, o ile dobrze kiedyś zanotowałem, jedno z najstarszych – trzecie w kolejności muzeum sztuki nowoczesnej. Pamiętam, jak w pionierskich czasach polskiego Internetu w roku 1996 wspólnie z Arturem Urbańskim i jego wchodzącą dopiero na rynek łódzką firmą AMG przenosiliśmy do przestrzeni wirtualnej galerię Marka „Rogulusa” Rogulskiego z Gdańska. Rzeczywista emanacja galerii dostępna w jednym ze spichrzy nad Motławą miała zniknąć, postanowiliśmy ją uwiecznić za pomocą technologii QuickTime VR. Projekt nazywał się GALERIA SPICHRZ 7 – INTERNET – INTROITUS. Piękne to były czasy. Artur, może masz gdzieś backup? Warto byłoby pokazać, co się w Polsce robiło, kiedy jeszcze Larry Page Sergey Brin nawet nie myśleli o Google 🙂

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Przykald siecowego debilizmu:

    You?re missing out?
    Sorry, the Google Art Project uses technology that your browser doesn?t understand.

    Install Chrome Frame for Internet Explorer to improve your experience of using the web. It?s simple and only needs to be done once.

  2. Na chwilę między śniadaniem świątecznym , a wielogodzinnym lenistwem przed telewizorem polecam teksty moich piosenek na http://www.wojciechborkowski.com
    Można spróbować napisać do nich muzykę , a to już jest zajęcie godne artysty.
    Tak można tworzyć -Sztukę w sieci.

  3. Moja dobrze po osiemdziesiątce mama żadnych problemów nie miała. „Nacisnęłam, tak jak zawsze na liska a potem wpisałam w tę linijkę u góry, tak jakbym pisała na maszynie: „www.googleartproject.com”. Potem jeszcze trzeba nacisnąć „Enter”.

    Ma pan, panie A.L. liska na ekranie?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. zza kaluzy: „Ma pan, panie A.L. liska na ekranie?”

    Mam liska Panie zza kaluzy. Ja tylko pisalem o tym ze to idiotyzm.

    Jak robic aplikacje tak zeby byly kompatybilne z dowolnym browserem, ucy sie studentow an kursie „WEB programming 101” Natomist „free movement” ma swoje mantry; jedna jest „Microsoft is devil”, inna „XXX is God”, gdzie XXX sa rozne rzeczy, miedzy innymi z niewiadomych powodow Chrome (Dzisiaj Chrome, wczoraj byl Firefox).

    Zdarza sie to nei pierwszy raz – w ramach akcji „dla propagacji wolnosci wezmiemy was za morde”

    Acha, akurat niektore features Chrome interferjna z niektorymi funkcjami IE, co akurat dla mnie jest niedobre. W kazdym razie, nase IT zakazuje ladowanie czegokolwiek z Chrome

  6. Panie Edwinie, Muzeum Sztuki jest drugie na świecie, po MoMa :). A w przyszłym roku rusza projekt Wirtualne Muzea Małopolski (36 muzeów zdigitalizuje i udostępni dzieła w różnych formatach i technologiach).

  7. tl;dr
    De facto jednak nie z powodu długości wpisu, ale z potrzeby natychmiastowego (ad hoc) responsu na tezę co do kultury remiksu.
    Jako osoba aktywna na tym gruncie chciałbym wyjaśnić kilka możłiwych przyczyn takiego podejścia do dziedziny remiksu i mashupu.
    Po krótkiej analizie istoty takiej działalności artystycznej łatwo znaleźć trzy podstawowe problemy, z jakimi zetknąć się musi każdy twórca:
    1. narzędzia.
    2. normy prawne.
    3. materiały.

    O ile pierwszy punkt w dzisiejszych czasach łatwo obejść (nie mówię tu już bynajmniej o korzystaniu z kanałów dystrybucyjnych tzw. niekończącej się promocji na profesjonalne oprogramowanie, takich jak torrent, p2p, czy filehosting), korzystając z dość już zaawansowanych środowisk oferowanych na licencjach CC, czy GPL, to istotnym problemem jest połączenie dwóch pozostałych.
    Przy niewielkich zasobach materiałów dostępnych na licencjach otwartych twórca skazany jest na grę w kotka i myszkę: albo korzystać – zgodnie z prawem – z tego, co nie jest dlań interesujące, albo – wbrew prawu – wycinać to, czego naprawdę szuka.
    Chocć wiele aspektów życia może poddawać się podejściu „jak się nie ma, co się lubi?”, to jednak nie sposób uzyskać wymagany w dziele efekt bez użycia konkretnych materiałów. Mówiąc obrazowo:
    Pointą jednego z moich dziełek miała być konkretna wypowiedź p. Ireny Kwiatkowskiej z jednego z odcinków Kabaretu Starszych Panów. Z braku jednak dostępności takiego materiału na otwartej licencji jestem zmuszony do złamania prawa autorskiego, bądź rezygnacji z ukończenia tej pracy, bowiem żaden z materiałów dostępnych do takiego cytatu nie pasuje do pomysłu.

    Wynikają z tego dwie konkluzje – pierwszą jest problem niedostacznej ilości dostępnego materiału. W miarę rozrastania się zasobów dostępnych do twórczego wykorzystania i przetworzenia, coraz częściej pojawiać się będą również dzieła remikserskie – potrzeba tylko odpowiedniej puli sampli.
    Druga konkluzja, to problem utrzymania kontroli nad dziełem.
    Osobiście postrzegam takie ciągoty artystów, jako brak odpowiedzialności. Twórca jest jak rodzic, który prędzej, czy później musi zrozumieć, że jego latorośl jest dojrzałym, pełnoprawnym członkiem społeczeństwa. Bez reakcji wynikających z przyjęcia tego faktu, nie można mówić o ukończeniu dzieła.
    Dzieło ukończone musi podlegać w całej swojej mierze analizie odbiorców. Cóż by nam bowiem po IX Symfonii L.v. Beethovena, gdyby można było analizować jedynie partię chóru?

    Ciekawą sytuacją obrazującą to zjawisko interakcji między twórcą i odbiorcą przez dzieło, jest jeden z konceptalbumów, jakie opublikowałem w Sieci. Recenzja tej płyty przytłaczała zupełnie innym sposobem rozumienia muzyki, które choć z mojej, jako twórcy, strony było zupełnie niezamierzone, okazywało się równie ciekawym i pełnoprawnym.

    Na koniec jeszcze jedna kwestia – to problem rozmycia granic prawa autorskiego i cytatu wobec rozwoju technologicznego.

  8. Jeszcze wisienka na torcie.

    Poniżej jeden z najciekawszych projektów klubowych ostatnich lat, pięknie nawiązujący do klasyków gatunku: Eat Static, czy Lucky People Center

    http://www.addictive.com/shop-downloads

    Polecam zwłaszcza: Addictive TV vs Startrek: Beam Up The Bass

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php