Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

26.04.2012
czwartek

Państwo 2.0, raport Boniego i stajnia Augiasza

26 kwietnia 2012, czwartek,

Czas postawić informatyzację na nogi, bo dotychczas stoi ona w Polsce na głowie – to najważniejsze chyba stwierdzenie raportu opublikowanego przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji – „Państwo 2.0. – nowy start dla e-administracji„. Teza nie nowa, sam ją wielokrotnie formułowałem przy okazji tekstów na ten temat – „Bunt Sieci” ich zwieńczeniem. Po raz pierwszy jednak administracja tak otwarcie przyznaje się, że dotychczas zabierała się za informatyzacyjne projekty nie od tej, co trzeba strony. O stajni Augiasza Michał Boni, minister administracji i informatyzacji mówił już wcześniej, m.in. podczas spotkania w „Krytyce Politycznej” w grudniu ub.r.

Ogłoszeniu „Państwa 2.0” towarzyszą ciekawe informacje. Oto Komisja Europejska zablokowała 3,7 mld złotych na realizację wiązki projektów e-administracyjnych. Kasa musi poczekać, aż pojawią się wyjaśnienia prokuratury i CBA w sprawie korupcji, a także innych nieprawidłowości. W ubiegłym tygodniu z kolei z funkcji dyrektora Narodowego Archiwum Cyfrowego zrezygnował Nikodem Bończa-Tomaszewski. Poniżej rozmowa z nim, w której przykład NAC okazuje się być doskonała ilustracją problemów, jakie polskie państwo ma z nowoczesnością.

– Edwin Bendyk: – Dlaczego Pan zrezygnował?

– Nikodem Bończa-Tomaszewski: – Po prawie 5 latach spędzonych na tworzeniu Narodowego Archiwum Cyfrowego, stwierdziłem, że wystarczy i nadszedł czas na zmiany.

–    Dość często chwaliliście się sukcesami?

–    Narodowe Archiwum Cyfrowe powstało w 2008 r.  Zajęliśmy się cyfryzacją i udostępnieniem  nie tylko archiwalnej dokumentacji, lecz także zbiorów fotografii i materiałów audiowizualnych.  Spadek po Centralnej Agencji Fotograficznej – bagatela, około 12 mln zdjęć, po Wojskowej Agencji Fotograficznej – prawie 1 mln. NAC jest też właścicielem archiwów radia i telewizji sprzed 1994 roku. Największy sukces – ZOSIA, czyli Zintegrowany System Informacji Archiwalnej, obecnie największy rejestr publiczny w kraju. Stworzyliśmy go własnymi siłami, w oparciu o tzw. oprogramowanie wolnoźródłowe. Kosztował niespełna 900 tys. złotych, razem ze szkoleniami, wdrożeniem, promocją około półtora miliona złotych.

–    Co w tym wielkiego?

–    Proszę zobaczyć, ile kosztują prostsze bazy danych, jak Cepik (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców) czy Pesel. ZOSIA jest o kilka rzędów wielkości tańsza, na dodatek stanowi własności NAC, czyli skarbu państwa. Dzięki temu można ją stosować do tworzenia innych cyfrowych archiwów, np. w muzeach bez konieczności ponoszenia dodatkowych opłat na zakup licencji.

–    A co z działań NAC mają zwykli obywatele?

–    Bezpłatny dostęp on-line do coraz większej liczby ciekawych zbiorów: 160 tys. fotografii, 3 mln skanów, w tym archiwum rządu polskiego na emigracji, którego zasoby oryginalne znajdują się w Kalifornii, archiwum Sekcji Polskiej – Radia Wolna Europa – 372 tys. minut nagrań udostępnionych wspólnie z Polskim Radiem. To jednak dopiero początek. Planowaliśmy także rozwój archiwum polskiego Internetu, na początek domeny gov.pl, czyli witryn administracji publicznej. W sumie nasze serwisy internetowe miały w 2011 r. ponad pół miliona unikalnych użytkowników. Dla porównania, kilkadziesiąt placówek Archiwów Państwowych odwiedza rocznie ok. 30 tys. interesantów. Policzyliśmy, że dotychczasowy efekt udostępnienia w Internecie samych  zbiorów fotograficznych w wersji cyfrowej przekłada się na 80 mln złotych rocznie w postaci uwolnionego kapitału społecznego. Znikają koszty przyjazdu do archiwum i czas tracony na wertowaniu kartkowych katalogów.

–    Ile trzeba było stracić, żeby tyle zyskać?

–    Proszę się tylko nie śmiać. Zazwyczaj rok pracy zaczynałem z budżetem ok. 3,5 mln złotych, mniej więcej drugie tyle udawało mi się zdobyć w postaci grantów z ministerstwa kultury. Kolega z Holandii jak poznał mój budżet, odpowiedział, że na jeden tylko serwis poświęcony II Wojnie Światowej dostał 22 mln euro.

–    Polak potrafi. Mimo sukcesów jednak Pan zrezygnował.

–    Tak. W sektorze publicznym zrozumienie dla cyfryzacji nadal jest niskie. Z jednej strony niektóre grupy zawodowe postrzegają informatyzację jako zagrożenie dla swoich interesów, z drugiej struktura inwestycji jest taka, że nakłady na budownictwo i inne tradycyjne projekty nadal mają przewagę nad wydatkami na nowe technologie. W efekcie działania NAC wyhamowały. Tymczasem w innych krajach obserwujemy niezwykłe przyspieszenie cyfryzacji. W Szwecji odpowiednik NAC skanuje dziennie 100 tys. stron, a we Francji przeznacza się na cyfryzację, jako prorozwojową inwestycję, setki milionów euro.

–    Czy los NAC to kuriozalny wyjątek w realiach polskich instytucji publicznych?

–    Niestety, to przypadek typowy, ilustrujący stan nie tylko cyfryzacji, lecz myślenia o informatyzacji w ogóle. Gdy Michał Boni objął resort administracji i cyfryzacji, stwierdził, że zacząć musi od wysprzątania stajni Augiasza. Obawiam się, że użył eufemizmu. Jest gorzej.

–    Plotki mówią, że porzucił Pan NAC dla posady w biznesie prywatnym.

–    Nie, obecnie kieruję Centralnym Ośrodkiem Informatyki MSW, które utrzymuje rejestr pojazdów i kierowców. Minister Jacek Cichocki powierzył mi zadanie przekształcenia COI w instytucję obsługującą inne kluczowe bazy danych, w tym PESEL.

–    Doświadczenie NAC nie zraziło Pana do sektora publicznego?

–    Praca w NAC wiele mnie nauczyła, lekcja najważniejsza ? nawet przy niewielkich środkach można uzyskać bardzo dobre rezultaty. Przy odpowiedniej woli politycznej, dobrym zarządzaniu i większych nakładach efekty mogą być spektakularne.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Żeby nie było tak słodko, to jedna uwaga – NAC rości sobie prawa do zdjęć opublikowanych w przedwojennej prasie, podczas gdy dawno minęło 70 lat od publikacji, a nazwiska autorów nie są znane. Na dodatek NAC ma dość absurdalnie restrykcyjne zasady wykorzystania, a cennik woła o pomstę do nieba.

  2. @Piotr ‚Mikołaj’ Mikołajski: dzięki, to prawda. Dlatego potrzebujemy ustawy od dostępie do zasobów publicznych. Tylko, że wtedy trzeba będzie uczciwie finansować takie instytucje, jak NAC. Teraz NAC, muzea, etc. dorabiają do nie spinających się budżetów ciągnąc za dostęp do materiałów cyfrowych 🙁

  3. Ależ jestem za finansowaniem z budżetu. Przy czym coś za coś — finansujemy i publikujemy zdjęcia na otwartych licencjach. A przynajmniej półotwartych, gdzie publikacja w celach niekomercyjnych i naukowych jest bezproblemowa, choćby i ze znaczkiem NAC i linkiem zwrotnym.

    Milion zdjęć WAF aż prosi się o skatalogowanie przez obywateli. Wiele osób służących w fotografowanych jednostkach czy w akcjach przez nie przeprowadzanych wciąż żyje i mogą podać informacje z pierwszej ręki. Jeśli będziemy zwlekać dekadę czy dwie, to większość tej wiedzy przeniesie się w inny wymiar.

    Poza tym jeśli NAC jest właścicielem archiwów RTV sprzed 1994 roku, a nie tylko ich depozytariuszem, to dlaczego nie zarabia na sprzedaży tych materiałów w seriach kolekcjonerskich? Sam bym z przyjemnością kupił „Kabaret Olgi Lipińskiej” z lat osiemdziesiątych. Specjaliści mogliby mieć dostęp online do serwisów z programami tematycznymi, np. „Poligon” realizowany przez redakcję wojskową. I tak dalej, i tak dalej…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Klęska, z imponującą malwersacją, programu informatyzacji służb publicznych jest oczywista .Była do przewidzenia jeżeli autorzy programu zechcieli by się zainteresowac historią i przebiegiem informatyzacji polskiego sektora finansowego.Nie uczynili tego ponieważ decydenci polityczni nie są w stanie,wręcz pogardzają tzw pracą myslową.
    Działają wg maksymy klasyka „rzucam myś a wy go łapcie”.
    Sukces informatyzacji sektora finansowego wynikał z przejecia tego sektora przez banki zachodnie z bezwzglednym „wtłoczeniem kolanem ” systemów im znanych.Bezwzględnym,łamiącym opory miejscowe posługujacych się śpiewką „o naszej specyfice”.Niechlubnym przykładem w tej materii jest tylko PKO BP komputeryzowane „bez końca i bez limitu” przez siły miejscowe.
    Innym przykładem „dobitnym” jest ZUS.Z komputeryzacją bez końca i bez limitu oraz z wynikiem jak w czeskim filmie „nikt nic nie wie” .Żałośc to mało powiedziane.
    Boni podjął się „mission impossible”. Padnie jak sznyta .Decydenci polityczni są uzależnieni od biznesu.Racje logiczne są bez znaczenia.Boni popełnił także czyn niewybaczalny ,ujawnił bzdurę i będzie oskarżony o „zubożenie ” rynku informatycznego o ponad 3 miliardy PLN zamrożonych przez UE.Racje mozna wybaczyc.Utrata zysków jest niewybaczalna.

  6. Gospodarz: „Czas postawić informatyzację na nogi, bo dotychczas stoi ona w Polsce na głowie … Po raz pierwszy jednak administracja tak otwarcie przyznaje się, że dotychczas zabierała się za informatyzacyjne projekty nie od tej, co trzeba strony. O stajni Augiasza Michał Boni, ..

    Z calym szacunkiem dla Ministra Boniego od informatyzacji, ale biorac pod uwage wyksztalcenie profesjonalne, to ja prosze o mianiwanie mnie Ministrem Zdrowia…

    A tak w ogole…

    Po pierwsze, informatyka zna caly szerek spektakularnych „klap”, i Polska nie jest tu wyjatkiem. Najwieksza porazka o ktorej slyszalem to amerykanski system kontroli ruchu samolotow. Po 10 latach i ilus tam miliardach dolarow, projekt wyladowal w koszu. Inny projekt to nowe lotnisko w Denver, Colorado. Bledy w projekcie systemu informatycznego obslugujacgo lotnisko spowodowaly opoznienie otwarcia lotniska o 3 lata i straty 250 milionow dolarow. Lista innych „klap” jest dluga…. Uczy sie tego studentow.

    Po drugie: Ja chcialbym abu tu gdzie meiszkam, czyli w USA, bylo to wszystko co projekt polski przewidywal ze bedzie – w ciagu paru lat. Mimo ze USA jakby technicznie bardziej zaawansowane niz Polska, jakos ciagle wiecej spraw nie moge zalatwic pzrez komputer niz moge, chocial ilosc tych spraw ktore moge zalatwic, ciagle roznie. Projekt polski wydaje mi sie utopijny

    Po tzrecie: Projektu informatycznego o takiej skali nie da sie „zadekretowac”, a jego niepowodzenie spowodowane jest tymi samumi przyczynami dla ktorych nie skutkowalo „centralne zarzadzanie gospodarka” i „plany 6 letnie”. O tej niemozliwosci pisal w kontekscie cybernetryki niejaki Stafford Beer juz na poczatku lat 60.

    System informatyczny buduje sie inaczej niz dom, co wykryto zreszta dosyc niedawno. Dom sie buduje tak ze bierze sie architekta, robi sie plany a potem sie buduje. W informatycze tem model nazywa sie „modelem wodospadowym” (waterfall). Stwierdzono ze posyzej projektu o okreslonej zlozonosci (dosyc niewielkiej) model skutkuje tylko niepowodzeniami.

    Aktualnie stosowany model to „agile” w ktorym system konstruuje sie „bottom up” (w odroznieniu od „top down” w metodzie waterfall), na ogol na podstawie niekompletnej dokumentacji, po czym uscisla sie projekt i implementacje wielokrotnie, integrujac poszczegolne czesci i modyfikujac je w ramach „posuwania sie do gory”.

    Praktycznei, model agile odpowiada sytuacji gdy kazdy z urzedow implementuje sysyem „zabezpieczajacy:” jego potzreby, a potem owe subsystemy integruje sie w wieksze jednostki. Tak sie dzieje tu gdzie jestem – niedawno na przykald wyniki moich badan lekarskich byly tylko w sieci medycznej Aurora. Lekarze spoza sieci nie mieli do nich dostepu. Pare dni temu zauwazylem (ze zdziwieniem i przyjemnoscia) ze moj okulista, spoza sieci Aurora, ma juz do nich dostep.

    Po cwarte: KTO ma PROJEKTOWAc i WDRAZAC skomplikowane systemy informatyczne? To jest specjalizowana wiedza. W Polsce informatyke utozsamia sie z programowaniem. Na uczelniach uczy sie glownie programowania, a na tych bardziej ambitnych rowniez roznych bardziej ambitnych rzeczy – zlozonosci obliczeniowej, teorii algorytmow itede (i dobzre ze sie uczy). Kto na uczyc INZYNIERII SYSTEMOW? Profesor ktory nigdy zadnego rzeczywistego, pzremyslowego systemu nie tyle ze nie zaprojektowal, co nawet nie widzial na oczy? A cale jego ewentualna wiedza w tej dziedzinie pochodzi z podrecznikow napisanych przez takicg samych „praktykow” jak on?

    Programowanie to czynnosc niskiego poziomu. Cos jak spawanie w mechanice. A programista to odpowiednik spawacza. Chcemy zbudowac Empire Stste Building gromadzac wieka ilosc spawaczy i dajac im wolna reke? Niestety, do zbudowania Empire State Building porzebni byli jeszcze inni specjalisci. Zwlaszcza specjalisci od organizacji. Spawaczami Polski nie zinformatyzujemy.

    A system wzmiankowany w wywiadzie – to baza danych. Z informatycznego punktu widzenie daosy prosta rzecz. Caly problem, jak na moj rozum, to byla digitizacja dokumentow

  7. Ciekawe kiedy ktoś powie „sprawdzam” Boniemu. To jest gość niesamowity. Biega, krząta się, gada, gada. Zna się dosłownie na wszystkim. Dla tego polonisty nie ma tematów o których nie byłby w stanie autorytatywnie perorować. Zna się na ekonomii, na kulturze, na ubezpieczeniach społecznych, na Rosji, na Ameryce, na prawie, na środowisku, na cyfryzacji, na archiwizacji, na administracji, na robieniu prezentacji.

    Baron Munchausen III RP.

  8. A moze tak w kwestii informatyzacji odgrzebac dawnych specjalisotw ktorzy sie znaja? Mam na mysli Andrzeja Targowskiego, pioniera informatyki, ktory po poczatkowych sukcesach byl „flekowany” pzrez owczesne wladze a potem „wyflekowany” za granice?

    Koncepcja „infostrady” Targowskiego wyprzedzila koncepcje Internetu, ale sama noncepcja Infostrady jest o tyle wazna ze zakladala implementacje globalnych systemow informatycznych w sposob modularny. Rzecz aktualna do dzisiaj

    Andzrej Targowski mieszka i pracuje w USA i ma sie dobrze.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Targowski

  9. Jeszczeli ZOSIA to sukces to gratuluje (5 lat pracy a jak były 3 archiwa na krzyż tak to zostało). I wydanie raptem 1 miliona złotych z pieniędzy podatników na system, który niepracuje to faktycznie mało. Holendrzy dostają 22 miliony euro na coś co przynajmniej widać. Pozatym są bogadzi może nie odczuwają tak bardzo jak marnowane są pieniądze w UE. Zadajcie sobie pytanie, gdybyście mieli prywaną firmę to czy wydalibyście 1 milion „na nic” a 22 na coś co widać ale czy jest tyle warte?
    I na koniec, dobrego biznesmena (dyrektora) poznaje się po tym, że potrafi zrobić coś za małe pieniądze, a nie zasłanianiem się tym że inni dostali więcej (tak jak wspominałem wcześniej, łatwo się wydaje czyjeś pieniądze).

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php